Image Map
Image Map

piątek, 19 września 2014

PRZEMYŚLENIA O PÓŁNOCY. "Polcon" - relacja. Wakacyjny stosik. Hello september, czyli garść ogłoszeń i przemyśleń.




POLCON 2014 - krótka relacja


Minął już ponad tydzień od zakończenia tegorocznego "Polconu" - Ogólnopolskiego Konwentu Miłośników Fantastyki. Korzystna dla mnie lokalizacja tegorocznej edycji w Bielsku-Białej, sprawiła że nie mogło mnie tam zabraknąć. Czwartkowym popołudniem wyruszyłam więc na podbój tegorocznej polskiej stolicy fantastyki. 

Nie mogę zaprzeczyć, iż akredytacja przebiegła naprawdę sprawnie, bez zbędnych kolejek (mówię to jako osoba z zakupioną akretdytacją online, odbierającej ją w czwartek ok. 15, ale z tego co mi wiadomo, inni również nie mieli większych problemów). 
Oprócz identyfikatora, mapki wraz z tabelą prelekcji, książeczki konwentowej, uczestnicy przybywający na wszystkie cztery dni otrzymali kupon o wartości 20 złotych na książki wydawnictwa Solaris (do wykorzystania na jednym ze stoisk), zakładkę na magnes i cały plik różnych ulotek.


Program obfitował w wiele interesujących i zróżnicowanych paneli, prelekcji i wykładów. Organizatorzy oprócz atrakcji zorganizowanych w salach Wyższej Szkole Administracji przygotowali także szereg innych rewelacji, w których uczestniczy mogli wziąć udział, poczynając od pokazów chemicznych, przez miasteczko rycerzy, pokazy kuglarskie aż po warsztaty tańca czy wampiriadę, umożliwiającą uczestnikom krwiodawstwo. Nie zabrakło przeróżnych stoisk przy których słychać było płacz portfeli - wiele z rzeczy do sprzedania było unikatowych, własnoręcznie robionych, przy których ciężko było przejść obojętnie. Uczestnikom umożliwiono zagrać w, chciało by się rzecz, historyczne już gry na starych konsolach i przetestować najświeższe nowinki. Dla zwolenników gier planszowych udostępnione było praktycznie całe drugie piętro i ogromny wybór tytułów.

Rozkład paneli obfitował w wiele interesujących punktów, także każdy mógł znaleźć coś dla siebie. W czwartek odwiedziłam tylko jeden, za to dwugodzinny. Piątek rozpoczęłam od bardzo konkretnego panelu "Wszyscy Anglosasi Śródziemia, czyli I see what you did here Profesor Tolkien". Muszę przyznać że prowadząca naprawdę wiedziała o czym mówi i była świetnie przygotowana, co zaowocowało naprawdę udaną prelekcją. Jedną z wad konwentu, o której muszę wspomnieć były dość małe sale. Organizatorzy chyba nie przewidzieli tak wielu chętnych odnośnie niektórych paneli przez co zdecydowałam się wyjść w połowie panelu o Sherlocku Holmesie. Ścisk, tłok i duchota zdecydowanie odebrały mi całą przyjemność uczestnictwa. Muszę przyznać że bardzo zaskoczył mnie panel o "Europejskiej tytulaturze szlacheckiej". Bogaty w wiedzę, z nutką humoru i prowadzony w bardzo przystępny sposób. Prowadzący panelu, Mateusz Budziakowski, także w sobotę ubogacił program konwentu o prelekcję na temat herbów, na której również miałam okazję gościć. Oprócz tego w sobotę pokusiłam się na uczestnictwo w dwugodzinnym panelu o symbolice krwi, na którym można było chociażby usłyszeć pierwotną, tą nieco bardziej mroczną wersję "Czerwonego Kapturka". Co ciekawe, prelekcja "Narkotyki w kulturze" nie odbyła się a w jej miejsce pojawił się... panel o komediach azjatyckich.

Od lewej: Scathach, McAgens, Isadora i ja :)
Muszę wspomnieć również o tym, że w sobotę na Polconie pojawiło się również kilku innych blogerów należących do grupy Śląskich Blogerów Książkowych. Były to Isadora, Scathach oraz McAgnes. Myślę, że każdy z reprezentowanej na Polconie grupy ŚBK spokojnie odnalazł się pośród fantastycznego rozgardiaszu. Nic tylko wypatrywać nas na innych konwentach. 



Podsumowując, Polcon uważam za bardzo udany konwent. Dla mnie świetna odskocznia od konwentów mangowych. Mam nadzieję, iż Bielsko-Biała bądź inne pobliskie mi miejscowości staną się miejscami organizacji podobnych imprez, a tymczasem organizatorzy zapraszają na Polcon 2015 w Poznaniu i Polcon 2016 we Wrocławiu.

WAKACYJNE STOSIKI

Od długiego czasu staram się trzymać postanowienia "czytaj to, co już masz, a nie kupuj na zapas". Co miałam jednak zrobić skoro w sierpniu co piątek w Ustroniu miejska biblioteka urządzała kiermasz używanej książki? Książka za złotówkę?! To musi być prawdziwa okazja!! Co z tego, że już czytałam, skoro tylko za 4 złote?! I tym sposobem...



Pierwsza od góry książka w drugim stosie jest dla odmiany zakupem z Polconu z wykorzystaniem wspomnianego dwudziestozłotowego kuponu. 

HELLO SEPTEMBER


Niczym zadziwiającym będzie stwierdzenie, że tegoroczne wakacje trwały zdecydowanie za krótko, nawet pomimo tego, iż znalazłam zaskakująco dużo czasu na przeróżne rzeczy (może to zasługa zepsutego komputera przez 3/4 wakacji?!). Niepodważalnym kawałkiem przypominającym mi lato 2014 będzie Wiz Khalifa - The last. Ostatnie wakacje niepełnoletności dały mi wypocząć przed ciężkim rokiem szkolnym stawiającym mnie przed sporymi wyzwaniami (nie łudźmy się, że mówimy o szkole, raczej o egzaminie na prawo jazdy i wchodzącym w fazę 18-nastek roczniku '97 ;)).


Mówiąc na poważnie, czego spodziewam się po dobrze widniejącej już za oknem jesiennej porze? Przede wszystkim, postaram się odwiedzić Krakowskie Targi Książki jak i Katowickie Targi Książki. Oprócz tego liczę na choć trochę czasu na czytanie czegoś innego niż szkolne lektury. No i może jeszcze na złotą polską jesień żeby w któryś weekend zrobić imprezę w plenerze i zatęsknić za wakacjami? 







Muzycznym akcentem podsumuję okres letni kawałkiem Ras Luty, który gościł na tegorocznym Mini Reggae Feście, czwartej edycji, w której uczestniczyłam. 







wtorek, 9 września 2014

LITERATURA. Jutro, kiedy zaczęła się wojna - John Marsden - Opinia

Jutro, kiedy zaczęła się wojna - John Marsden







Autor: John Marsdern
Cykl: Jutro Tom 1
Tłumaczenie: Anna Gralak
Tytuł oryginału: Tomorrow, When the War Began
Wydawnictwo: Znak Litera Nova
Data wydania: 4 kwietnia 2011
ISBN: 9788324016280
Liczba stron: 272






O serii "Jutro" zdarzyło mi się usłyszeć już w gimnazjum. Słowo usłyszeć jednak do końca nie oddaje szumu, który powstał wraz z premierą książki. Choć ogłuchnąć to nieco za mocne określenie, nie da się ukryć, że "Jutro" zrobiło spore zamieszanie wśród książek young adults i rozgościło się pomiędzy innymi dobrze znanymi tytułami dla młodzieży. 

Ellie wybierając się do miejsca zwanego Piekłem, nie przypuszczała iż wracając do rzeczywistość zastanie prawdziwy koszmar. Kilkudniowy wypad w góry wydaje się zmienić cały dotychczasowy znany świat. Niepewna przyszłość i niedomówienia idące w parze to tylko drobne z aspektów, którym podołać będą musieli młodzi bohaterzy. Choć dawne zasady już nie obowiązują, grupa przyjaciół usilnie dąży do przywrócenia ubiegłego stanu rzeczy. 

Za każdym razem czytając o bohaterach mniej więcej w moim wieku nie potrafię powstrzymać się od wszelkiego rodzaju porównań: zachowania, ideologii czy hierarchii wartości. O tyle, o ile w wielu przypadkach pisarze nie mają kompletnie pojęcia, kim tak naprawdę jest przeciętny siedemnastolatek, w tym wypadku autor wykreował naprawdę porządny obraz psychologiczny przedstawionych postaci. Czytelnik zaledwie lekko nagryza kawałka historii, którą autor serwuje mu w siedmiotomowej serii. Z tego właśnie względu, to nie wydarzenia tak naprawdę są kamieniem węgielnym fabuły, ale stają się podstawą do najważniejszego względu za jaki uważam subiektywne odczucia bohaterów. Strach, niepewność, stres, zagubienie, konieczność funkcjonowania w grupie, wszystko to sprowadza na postacie gwałtowne zmiany w ich postawie - nie można nazwać ich tymi samymi osobami co wcześniej. Każdy z grupy przyjaciół ma swoją własną historię i oblicze, które na przestrzeni stron zdaje się ewoluować. Autor świetnie przedstawia relacje między nimi, wplatając typowe dla nastolatków zachowania w tak niecodzienną rzeczywistość. Stawia przed bohaterami kolejne wyzwania i przeszkody. Nie zawsze wszystko kończy się pomyślnie, a nastolatkowie niejednokrotnie zdają się na łut szczęścia. Wszystko to czyni postacie bardzo ludzkimi, umożliwia czytelnikowi utożsamienie się z nimi. Prezentowane wydarzenia toczą się lawinowo, nabierając tempa z kolejnymi stronami. Wykreowany świat nie jest światem magii i czarów, lecz miejscem w którym żyjemy, co sprowadza się z mojej strony do ogromnego podziwu dla bohaterów, których determinacja jest dowodem, iż człowiek w sytuacjach krytycznych potrafi przekraczać swoje możliwości. Warto wspomnieć, iż autor bezustannie trzyma się opisywania minionych wydarzeń z perspektywy Ellie. Użyty zatem język nadaje realności opowiadaniu, które naprawdę moglibyśmy usłyszeć z ust nastolatki. Bogaty zasób słownictwa, niekiedy kolokwializmy i treściwy przekaz przeżyć, w tym przypadku świetnie zgrywa się z treścią książki. 

"Jutro, kiedy zaczęła się wojna" szczerze mnie zaskoczyło. Co więcej, zaskoczyło pozytywnie i oczarowało konkretną historią, którą czyta się szybko i z prawdziwą przyjemnością, chłonąc kolejne rozdziały. Mimo iż nie przepadam za wielotomowymi seriami, siedem książek z cyklu "Jutro" naprawdę mnie cieszy. A sześć jeszcze przede mną. 

wtorek, 2 września 2014

LITERATURA. Królowe skandalistki: okrutne, występne, lubieżne - Philippe Delmore - Opinia

Królowe skandalistki: okrutne, występne, lubieżne - Philippe Delmore






Autor: Philippe Delmore
Tłumaczenie: Joanna Józefowicz-Pacuła
Tytuł oryginału: Scandaleuses princesses : criminelles ou volages
Wydawnictwo: KDC
Data wydania: 2008 (data przybliżona)
ISBN: 9788374047388
Liczba stron: 272






Nie można zaprzeczyć, iż to mężczyźni przeważnie zapisują się znacząco na kartach historii. Co jednak ze znanymi kobietami z zamierzchłych czasów? Przeciętny osobnik mógł by rzec: Kleopatra, królowa Jadwiga czy Maria Skłodowska-Curie. Tymczasem, Philippe Delmore w swojej powieści bierze pod lupę kobiety, które historia wspomina jako nie najwłaściwsze postacie do naśladowania.

Co łączy przedstawione w książce kobiety? Przede wszystkim okrucieństwo, niejednokrotnie zapędy nimfomańskie, często żądza władzy, odwiecznie snute liczne intrygi i spiski. Autor natrudził się by ukazać czytelnikowi najgorszą stronę kobiecej natury, która jak pokazuje książka, nie jest obca damom zasiadającym na tronach w różnych zakątkach świata, na przestrzeni wielu wieków. 

Philippe Delmore przygotował rzetelny przekrój przez zamierzchłe czasy, odnajdując w każdej z epok, często niejedną kobietę u szczytu władzy, wartą miana prawdziwej skandalistki. Spotykamy tu więc osobistości takie jak np. Messaina, Lukrecja Borgia, Katarzyna Szwedzka, caryca Katarzyna czy Małgorzata Windsor. Autor nie ogranicza się jedynie do wymienienia niegodziwych postępków jakże perfidnych dam. Każda z nich ma własną historię do opowiedzenia. Niejednokrotnie pozwala ona lepiej zrozumieć skandaliczne zachowanie szlachetnych panien. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek, pociąga konsekwencje i wywiera wpływy. Autor stara się uwzględnić to w przedstawionych zarysach postaci. Nie mniej jednak, w wypadku kobiet z naprawdę odległych wieków wiele z przedstawionych epizodów to tylko spekulacje i domysły. To pozwala pisarzowi na szerokie pole do zasugerowania własnej opinii i domniemaniu innych możliwych pobudek i następstw. W mojej opinii, Delmore nie wykorzystuje w pełni tej danej mu sposobność. Nie można jednak tego policzyć za ujmę - książka bowiem skupia się głównie na faktach, które zaświadczyć mogą o skandalicznych czynach przedstawianych bohaterek. Odniosłam wrażenie, że mimo wszystkich zabiegów mających na celu odszukanie motywów kobiet i zrozumienie ich postępowania, autor traktuje je jak swojego rodzaju przedmioty badań, a nie żywe istoty. Czasem ciężko jest znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla osoby opuszczonej, samotnej, ze złamanym sercem, czującej się osaczoną czy zwyczajnie przestraszonej. 

Szesnaście przedstawionych kobiet nie stanowi dla mnie interesujących obiektów ze względu na swoje haniebne czyny, lubieżność czy nad wyraz okrucieństwo. Tak naprawdę, to tragiczne historie kobiet, które gdzieś po drodze zatraciły siebie, a może i człowieczeństwo. Co było tego przyczyną? Niestety, duża część historii wciąż pozostaje dla nas tylko spekulacją. 


wtorek, 12 sierpnia 2014

LITERATURA. English Spoken Today - English Matters, Wydanie Specjalne.



"English Spoken Today" to wydanie specjalne magazynu "English Matters", którego tematyka opiera się głównie na samym języku angielskim. Magazyn to przekrój przez ogromny zakres zagadnień, pośrednio związanych z językiem, takich jak: literatura, historia, publicystyka, życie codzienne, film i telewizja czy podróże. Gazetę można spokojnie uznać za rzeczowe źródło wiedzy o języku i wynieść z niej wiele dotychczas nieznanych informacji, na które ciężko jest natrafić w bezbarwnych podręcznikach.

Głównymi czynnikami wpływającymi na język są przede wszystkim ludzie oraz czas. "English Spoken Today" rozpoczyna całą gamę artykułów od publikacji "People Who Have Influenced the English Language", mówiącej właśnie o osobach, które na przestrzeni wieków wprowadzili zmiany do języka angielskiego. Myślę, że przeciętna osoba bez znajomości tego artykułu wymieniłaby presony takie jak William Szekspir (który, o dziwo, nie jest tutaj wspomniany), czy domyśliłaby się znaczenia Wilhelma Zdobywcy, ale tylko niewielkie grono będzie kojarzyć Williama Caxtona czy Chrissie Maher. Magazyn uświadamia ich znaczącą rolę w kreowaniu języka. Przy tym artykule za bardzo przydatny uważam również kod QR, dzięki któremu mogłam rozwiać wątpliwości wymowy poszczególnych nowych słówek.
W kolejnym artykule napotykamy swoistą charakterystykę anglojęzycznej publicystyki, dokładniej mówiąc popularnych brukowców. W dobie internetu wydawać by się mogło, iż tabloidy tracą na swym znaczeniu, "English Spoken Today" pokazuje jednak jak sprawa ma się naprawdę. Zostaje przedstawiony pewien podział między brukowcami, a także ich funkcjonowanie na rynku na przestrzeni wielu lat.
„What's in a Language” to prawdopodobnie mój faworyt spośród artykułów w tym magazynie. Mało mówiący tytuł może nieco dezorientować, jednak treść publikacji mówi o popularnych aktualnie zapożyczenie słów z języka angielskiego w mowie potocznej dnia codziennego. Tym sposobem tworzymy wybryki takie jak Franglish, Spanglish czy pewnie wielu osobom nieobcy Ponglish. W szczególności wśród młodzieży za wyjątkowy można uznać dzień bez połączeń w stylu „Chodźmy w tripa”, „Rzuć mi jakiś cash” czy „Musisz być tam fastem”. Brzmi dziwacznie? Dopiero gdy pomyśli się o tym w ten sposób.
Nie mogło zabraknąć również całkiem interesującego artykułu, którego tytuł możemy tłumaczyć jako „Licz się ze słowami”. Porusza on wiele kontrowersyjnych kwestii takich jak wulgaryzmy, perwersyjne czy rasistowskie wyrażenia. Dla osób mających styczność z językiem angielskim poza szkołą, a nie w kraju (internet, znajomi czy zwyczajnie dobry Native Speaker) to pewnie ie nowość, lecz dla pierwszej wspomnianej grupy może zostać otwarta zupełnie nowa furtka, w dużej mierze... słownictw naprawdę używanego na co dzień.
W podobnym tonie, ale nieco mniej kontrowersyjnym, utrzymany jest kolejny artykuł mówiący o slangu. Każdy języka w ciąż ewoluuje, ale to slang naprawdę gna do przodu, często więc wydaje mi się że próba ogarnięcia wszystkich tych potocznych wyrażeń jest syzyfową pracą. Mimo to, nie mogę zaprzeczyć, że znajomość slangu uważam za dość ważny element nauki języka, który jednak najlepiej jest nabywać mimowolnie, na co dzień, a w magazynie ma on dla mnie rodzaj interesującej ciekawostki.
Mamy także artykuły poświęcone literaturze oraz programach telewizyjnych. Pewnie przy znajomości opisywanych podmiotów uznałabym je za nieco bardziej interesujące, warto się mimo to z nimi zapoznać i właśnie zachęcić do zgłębienia przedstawionych tytułów.
Myślę, że na miano jednego z najlepszych artykułów magazynu zasługuje również tekst poświęcony Nigerii, kraju będącego egzotycznym samym w sobie, a do tego zasługującym na mianu aktualnej Wierzy Babel.


Magazyn uważam za przeznaczony dla ludzi naprawdę interesujących się językiem angielskim. Samym językiem, a nie tylko jego nauką. To gratka dla osób zainteresowanych tymi nieco mniej poruszanymi aspektami języka w podręcznikach, paradoksalnie w dużej mierze aspektami codziennymi. Po tej lekturze wyniesiecie nie tylko nowy zasób leksykalny ale i wiedzę ogólną, na temat czego naprawdę się uczymy.

niedziela, 3 sierpnia 2014

LITERATURA. Polska Piastów - Paweł Jasienica - Opinia

Polska Piastów - Paweł Jasienia









Autor: Paweł Jasienica
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2007 (data przybliżona)
ISBN: 9788374694797
Liczba stron: 408


 
 
 
 
 
 
 
 

Historia jest jedną z moich pasji, która wymaga ode mnie sporo poświęcenia. Przede wszystkim, moja pamięć niejednokrotnie igra ze mną. Zamiast pamiętać najbardziej podstawowe informacje, mogę wdawać się w nadzwyczaj nieistotne szczegóły. Nie uważam także za skuteczne kucie na pamięć tabelek w stylu "data-wydarzenie" bowiem wszystko ma swoje przyczyny i następstwa. Historię więc najszybciej przyswajam kiedy oparta jest na danym kontekście, w opowieści pisanej czy to mówionej, a nie w surowej, mało przystępnej formie spisów, tabel i zestawień. 


 
 

"Polska Piastów" rozpoczyna cykl lekkich esejów historycznych Pawła Jasienicy. Przedstawia losy państwa od punktu wyjścia, najwcześniejszego okresu formowania się kraju, poprzez stopniowy rozkwit, lata niedostatku i urodzaju podczas panowania dynastii Piastów.  Przez przeszło 400 lat pod rządami Piastów zostaje nadany kształt państwu, które przechodzi rozbicie dzielnicowe, sprowadzenie krzyżaków, liczne starcia i potyczki z innymi mocarstwami, zawiera pokoje, rozwija gospodarkę, kulturę i wojsko.




Paweł Jasienica stworzył szczegółową i dokładną publikacje, bogatą w najważniejsze informacje oraz drobne detale, dbając o żywość opisów i nadanie realnego kształtu przywołanych dziejów historii. Język używany przez autora uważam za bardzo przystępny, także dla laików historii. Szczegółowe terminy są dobrze wyjaśniane, a informacje podawane są przejrzyście, aczkolwiek nie "na sucho". Jasienica snuje opowieść o zamierzchłych czasach Polski trzymając się kurczowo faktów. Książka to dla mnie swoista sinusoida, gdzie na przemian pojawiają się strony utrzymane w tonach lekkiej opowieści i strony przypominające historyczne rozprawki. Te drugie zdecydowanie mnie nużyły, dlatego też książkę czytałam długo i zaledwie po kilka-kilkanaście stron, by uniknąć znudzenia. Myślę, iż lektura tej książki jest świetnym sposobem na zarówno powtórzenie znanego materiału historii, ale również to skarbnica wiedzy o czasach piastowskich dla osób nieco mniej zorientowanych w temacie. Książka traktuje nie tylko o historycznych wydarzeniach, ale także o ówczesnej obyczajowości, codziennym życiu w danych stanach, sąsiednich państwach mających wpływ na dzieje Polski. Niekiedy opisy nieco za bardzo się ciągnęły - nie mogę uznać tego za wadę książki, gdyż było to niezbędne aby szczegółowo i rzetelnie opisać dany aspekt. Dlatego też lektura ta z pewnością nie jest przeznaczona dla osób szukających pewnego rodzaju sensacji. Owszem, dzieje Polski za czasów dynastii Piastów są barwne i dość przewrotne, nie jest to jednak powieść sensacyjna.




Myślę, że książki Jasienicy będą dla mnie dobrą odskocznią od typowej nauki historii, której w zbliżającym się roku szkolnym czeka mnie pięć godzin tygodniowo. Podczas pewnej codziennej monotonii warto poszukać czegoś, dzięki czemu na nowo odkryjemy uroki własnej pasji. Dobra książka historyczna potrafi na nowo rozpalić mój zapał, z pewnością więc sięgnę po inne tytuły tego autora.