niedziela, 25 listopada 2012

LITERATURA. Ukryte żony - Clarie Avery - Opinia


Ukryte żony – Clarie Avery







Autor: Clarie Avery
Tłumaczenie: Magdalena Filipczuk, Julia Gryszczuk-Wicijowska
Tytuł oryginału: Hidden wives
Wydawnictwo: Znak 
Data wydania: marzec 2012
ISBN: 978-83-240-1692-1
Liczba stron: 384








        Jeśli szukasz książki, która jest lekką opowieścią, pełną romantyzmu i niewinnych, wzruszających wątków, odłóż „Ukryte żony” na najwyższą, niewidoczną półkę. Odłóż, bo nie jest to szczęśliwa lektura, ale za to znacznie bardziej wartościowa, mówiąca o wierze i nadziei. A jeśli jesteś gotowy na wstrząsającą i drastyczną akcję, nie pozostaje ci nic innego jak zatopić się w niesamowicie pochłaniającej książce dwóch sióstr piszących po pseudonimem Clarie Avery.

        Sara i Rachel, żyją w rodzinie poligamistycznej, przynależącej do mormońskiej wspólnoty. W ich życiu nie ma miejsca na śmiech, radość, miłość czy marzenia. Okrutny los nie oszczędza młodych dziewczyn i już za niedługo będą musiały wyjść za mąż i stać się kolejną z żon-sióstr. A może znajdzie się ktoś, kto zechce im pomóc?

        Poligamia? Prehistoria. Sekty? Tylko na filmach. Małżeństwa z własną rodziną? Nie przy dzisiejszym prawie. A jednak wszystko to okazało się być tak przekonująco realne w powieści, która nie raz przyprawia o dreszcze. Całą książkę towarzyszyło mi tylko jedno pytanie: dlaczego? Okrutne odbieranie Sarze i Rachel każdej nadziei, radości, nie wspominając o świadomości własnej wartości, przeżywałam oburzona bezlitosną niesprawiedliwością. Denerwowałam się i płakała wraz z każdym ich upadkiem, uświadamiając sobie, że obie były tylko dziewczynkami w moim wieku. Autorki nie budują fałszywego świata, ale ukazują nam zupełnie nowy, dotąd nieznany mi system. Zdawałam sobie sprawę, że właściwie, rodziny takie jak przedstawione w książce, mogą gdzieś istnieć, co było bardzo bolesnym spostrzeżeniem. Pomimo tak wielu krzywd i nieszczęśliwych zrządzeń, cieszyłam się z każdego drobnego powodzenia. Same bohaterki są przykładem ogromnej siły, odwagi i nieustannej, niezłamanej wiary w lepsze jutro, która była tak bardzo groteskowa w całej historii. A to właśnie ona pozwalała im marzyć i mieć nadzieję. Sama książka, choć nie należy ani do tych cienkich, ani tych z wysoką liczbą stron, porywa, zaskakując akcją na każdym kroku. Najważniejsza jednak jest cała wspomniana gama emocji, bo osobiście od dawana nie spotkałam się z powieścią, która poruszyłaby mnie tak bardzo. W pewien sposób pozwoliła mi również docenić świat w jakim żyje. Codzienna normalność, a nawet rutyna, przy tej powieści wydała się zbawcza.

        Powieść polecam osobom szukającym niebanalnej historii, która w żadnym przypadku nie jest historiom szczęśliwą. Przyznam jednak, że to chyba jedna z lepszych książek jakie miała okazje przeczytać w 2012 roku.  

czwartek, 15 listopada 2012

LITERATURA. Kamienie na szaniec - Aleksander Kamiński - Opinia


Kamienie na szaniec – Aleksander Kamiński









Autor: Aleksander Kamiński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2005
ISBN: 8310111177
Liczba stron: 240











        „Kamienie na szaniec” nie są książką, po którą sięgnie przeciętny, typowy nastolatek. Nie mają na celu rozbawić czytelnika, ale uświadomić go jak wyglądała walka z okupantem w okrutnych czasach II wojny światowej. Dodam jeszcze, że sądzę, iż ogromną głupotą było usunięcie z podstawy programowej historii w gimnazjum, tematów mówiących o tamtych wydarzeniach. Uświadommy sobie, że o wiele więcej gimnazjalistów interesują czasy, które pamiętają jeszcze ich pradziadkowie, niż przykładowo tematy typu: „Wieś i miasto w okresie rozbicia dzielnicowego”. Jest to jednak wyłącznie moja prywatna opinia, a na pocieszenie braku II wojny światowej w podstawie programowej, pozostają nam takie oto lektury.
        Alek, Rudy i Zośka nie są postaciami wyimaginowanymi. Ich groby znajdziemy na warszawskich Powązkach, a pamięć o nich przetrwała na wiele sposobów. Szkoły nazywane są ich imionami, poświęca się im wystawy, mówi się o nich w muzeach. „Kamienie na szaniec” to pośmiertne oddanie im hołdu i ukazanie ich zasług w latach 1939-1943. I choć samego powstania warszawskiego nie dożyli, Polacy zawdzięczają im naprawdę wiele.

        Miałam wiele okazji by czerpać wiedzę, na temat sytuacji ludzi przebywających w obozach koncentracyjnych, a także poznawać dramat eksterminacji żydów. Liczne spotkania z byłymi więźniami Auschwitz nie są mi obce, miałam również okazje ujrzeć spektakl poświęcony działalności Korczaka w ostatnich latach jego życia. Bliskie są mi także wspomnienia moich pradziadków z tamtego okresu. Mój pradziad przed swą śmiercią spisał osobiste wspomnienia, pozostawiając je nam, potomnym. Za jego przykładem poszła także jego żona. Moja druga prababcia była tylko dzieckiem gdy wybuchła wojna, wciąż jednak opowiada mi jej i męża wspomnienia gdy ją o to poproszę.
        Nigdy jednak nie zastanawiałam się jak wyglądała Warszawa, będąc w samym centrum walki o wolność. Oczywiście, znałam najważniejsze wydarzenia, odwiedziłam muzeum powstania warszawskiego, a jednak nie myślałam o obywatelach Warszawy, nie mówiąc już o pojedynczych jednostkach. „Kamienie na szaniec” pokazały mi to, o czym historia zazwyczaj nie mówi. Ukazały mi głównie uczucia przepełniające bohaterów, ich wszystkie rozterki i troski. Pokazały jak bardzo zmienili się w czasie wojny i jak dorośli na przestrzeni okupacji niemieckiej. Najbardziej zadziwiające było jednak ich podejście do tamtych czasów. Pomimo trwającej walki, wciąż patrzyli w przyszłość, martwili się o nią, planowali ją i szczerze wierzyli w koniec wojny. Edukowali się i nie bali się mówić głośno o swoich marzeniach. Zadziwiało mnie to za każdym razem i napełniało respektem. Podziwiała również ich wytrwałość i nieprzerwane dążenie do celu, które z każdym dniem wydawało się umacniać. Rozwagi, staranności i poczucia odpowiedzialności mógłby uczyć się od nich nie jeden z nas.

       Wszystkie cechy wymienione przeze mnie, mogłyby wskazywać na emanowaniem z książki powagą, a byłby to spory błąd. Nie zapomniałam licznych momentów, w który uśmiech sam cisnął mi się na usta gdy czytałam zabawne anegdoty z życia bohaterów. Ale pamiętam również o momentach smutku, które przeżywałam wraz z Alkiem, Rudym i Zośką. I o dreszczach napięcia, które przechodziły mnie podczas śledzenia ryzykownych akcji. Drastycznie rzuciło mi się w oczy przejście pomiędzy okresem mniejszych, acz ważnych akcji, takich jak malowanie znaków Polski Walczącej, a uczestniczenie w akcjach, niekiedy zmuszających do zabicia oficerów niemieckich. Wtedy uświadomiłam sobie jak ogromną presję i ciężar musiały wywierać te sytuacje. Wieczny optymizm i stałe zaangażowanie wydawało być się w tym momencie czymś zupełnie kontrowersyjnym. A jednak, bohaterowie są dla nas wzorami odwagi, a przede wszystkim patriotyzmu, który ujawnia się w każdym momencie ich życia. Nie zapomnieli kim byli, nie zapomnieli do czego dążyli i nie zapomnieli co jest dla nich ważne.

       Jednak książka „Kamienie na szaniec” nie jest prostą lekturą tylko pod względem fabularnym lecz również stylistycznym. Język nie jest stosunkowo dobrze znanym dzisiejszej młodzieży. Niemniej to właśnie on dopełnia całokształtu utworu. Bardziej uciążliwym faktem były dla mnie liczne pseudonimy, które pojawiały się praktycznie co chwilę i niestety, szybko umykały z pamięci. Ostatnim elementem, który chcę wymienić jako ten negatywny, jest mieszanie autora zupełnie suchych faktów z pięknie opisanymi wydarzeniami. Kamiński nie do końca odnalazł swój złoty w środek w tym aspekcie i to on, był dla mnie nieco rażący. Dodam jeszcze, że z całego serca polecam wydanie z 2005 roku, zawierające liczne zdjęcia powiązane z bohaterami. Zdecydowanie pomagają one naszej wyobraźni i napawały tym przekonaniem, że oni przeżyli to wszystko naprawdę. 

        Uważam, że „Kamienie na szaniec” to jedna z lepszych pozycji dobranych w kanonie lektur szkolnych. Choć początkowo nie poraża szybkim rozwojem akcji, to wciąga czytelnika z każdą kolejną stronom. Jeśli będziecie mieć okazję, nie rezygnujcie z poznania tej opowieści, bo to może właśnie w Alku, Rudym bądź Zośce odnajdziecie swoich bohaterów i wzorce do naśladowania.  




Warszawa, Powązki 
Wrzesień 2012.



środa, 7 listopada 2012

Listopadowy zastój.

     
  Jak sami widzicie, moja aktywność na blogu drastycznie spadła ostatnimi czasy. Nie jest to bynajmniej spowodowane moim brakiem chęci czy też zwykłym znudzeniem bloga. Jak już praktycznie co roku w okresie października i listopada najzwyczajniej w świecie... nie mam czasu czytać. Jeśli już to w większości lektury i rzadko kiedy udaje mi się wepchnąć coś innego. W związku z tym maleje również liczba opinii pojawiających się na blogu. Dlatego też, zastanawiałam się czy lepiej wypełnić ten "nieczytający czas" postami innego rodzaju, takimi jak np. tagi i inne akcje czy może nie pisać wcale. Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęłam, ale chciałam po prostu uczciwie uprzedzić, że jeśli zdecyduję się na pierwszą opcję, to w najbliższym czasie można się spodziewać postów nieco z gatunku "zapychaczy".

        Mam głęboką nadzieję, że uda mi się zwalczyć moje wszystkie listopadowe przeszkody jak najszybciej i opinie będą mogły pojawiać się regularnie, a przede wszystkim częściej. 




Zdjęcie jeszcze całkiem z niedawna. 


        Trzymajcie się ciepło, bo listopad nas nie oszczędza ;-)