sobota, 26 lipca 2014

LITERATURA. Business English Magazine - Opinia

"Business English Magazine" jest czwartym czasopismem z wydawnictwa Colorful Media z jakim miałam okazję się zapoznać. Magazyn znacznie różni się od pozostałych trzech przeze mnie zgłębianych ("English Matters", "Italia Mi piace!", "Deutsch aktuell"), przede wszystkim tematyką, obszerną liczbą stron i używanym słownictwem.

Ze względu na dużą ilość poruszanych tematów w magazynie, zamierzam wysunąć kwestię tylko dwóch rodzai artykułów - tych, które przypadły mi do gustu i tych w opozycji do nich. Należy szczególnie pamiętać o tym, że jest to magazyn biznesowy, przez co wielu osobom wybrane artykuły mogą wydać się toporne czy najzwyczajniej nudne. Jeśli szukacie magazynu do poczytania głównie dla przyjemności, a nauka języka ma być tylko dodatkiem, "English Matters" znaczniej bardziej nada się do tej roli. W lekturę "Business English Magazine" należy bowiem włożyć nieco więcej skupienia i wysiłku, dzięki czemu możemy nauczyć się licznych angielskich wyrażeń i poszerzyć swój zasób słownictwa. 

Myślę, iż nie będzie szczególnym zaskoczeniem, że za najlepszy artykuł w magazynie uznaję teks mówiący o E-bookach a książkach papierowych. Tematyka jak najbardziej dla mnie, gdyż wątek niejednokrotnie przeze mnie poruszany, wciąż nierozstrzygnięty. Artykuł uważam za jeden z lżejszych w magazynie, w większości ze słownictwem znanym przeze mnie ale rzadko używanym. Za genialny artykuł uważam również publikację traktującą o rekinach biznesu w zamierzchłych czasach. Tutaj poznałam zdecydowanie większą ilość nowego słownictwa niż w poprzednio wspomnianym artykule, choć sam tekst nie zaliczam do najtrudniejszych. Oczywiście, nie zabrakło również podróżniczego kącika. Pod lupę wzięto uroki słonecznej Portugalii, barwnie w magazynie opisanej. Tą publikację uważam za najbardziej niezobowiązujący tekst, łatwy i przyjemny.

Artykuł z okładki nie był tekstem przeznaczonym dla mnie. Zwyczajnie, temat nie zainteresował mnie szczególnie, a i liczne nowe, niekiedy skomplikowane słownictwo nie zachęcało. Chociaż przez publikację przebrnęłam, było to raczej ze świadomości przydatnego słownictwa zawartego w tekście i chęci jego przyswojenia a nie ze względu zaciekawienia. Również "Export Six Appeal" przyjęłam z podobnymi odczuciami co wyżej wspomniany artykuł. 

Co z resztą magazynu? Każdy artykuł na swój sposób warty jest zainteresowania - ze względu na tematykę, czy zawarte słownictwo. Nie widzę sensu powielania słów i opisywania każdego z nich, gdyż każdy z nas jest na innym poziomie języka i ma inne zainteresowanie. Chciałam wyróżnić artykuły, które najbardziej lśnią według mnie na tle innych tekstów i te, które choć dla mnie nieciekawe, warto przejrzeć ze względu na zawarte wyrażenia.

Wspomnę jeszcze o zawartych ćwiczeniach językowych w magazynie. Poświęcono im więcej miejsca niż w innych czasopismach z rodziny Colorul Media przeze mnie czytanych, co dla mnie jest znacznym plusem. Po rzetelnej lekturze czasopisma nie powinno być z nimi większego problemu, a to świetny sposób na utrwalenie świeżo nabytej wiedzy.

To, co najbardziej podoba mi się w "Business English Magazine", to duża ilość idiomów i frazali. Mimo mojej wieloletniej nauki języka angielskiego wciąż czuję ich niedobór w moim zasobie słownictwa, dlatego cenię sobie każdą możliwość poznania nowych wyrażeń i nauki ich innym sposobem niż kucie listy słówek, która zwyczajnie nie przenosi oczekiwanych przeze mnie efektów. 

Gdybym miała określić "Business English Magazine" jednym słowem była by to "rzetelność". Dobrze zbalansowana gama artykułów typowo biznesowych i tych popularnonaukowych, teksty z odpowiednią ilością przetłumaczonych słówek, tak by nie przytłaczać czytelnika ogromem nowego zasobu leksykalnego oraz świetne rozwiązanie jakim są możliwe do odsłuchania pliki MP3.

Za magazyn dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

piątek, 25 lipca 2014

LITERATURA. Deutsch aktuell - Opinia

Nie oszukując się, szczerze przyznaję, że języka niemieckiego nie lubię. Nie jest to język równie łatwo przyswajalny dla mnie jak angielski, brak mu pewnej melodyjności, którą odnajduję we włoskim, nie intryguje mnie równie mocno co japoński czy koreański. Mimo wszystko, uparcie pojawiam się co tydzień w roku szkolnym na dwóch pierwszych lekcjach w poniedziałek, o zgrozo, lekcjach języka niemieckiego. Czemu? Można by rzec, iż Niemcy to mój dom, gdyż wyznaję zasadę "Dom twój gdzie rodzina twoja". Kto wie, może kiedyś zostanę sąsiadką własnego brata, mieszkającego w urokliwym niemieckim miasteczku? Mimo to, niemieckiego uczę się bardzo często z niechęcią. Chociaż gazeta nie jest w stanie odmienić mojego nastawienia o 180 stopni, może jest mi w stanie dać nieco motywacji? 



"Deutsch aktuell" rozpoczyna się zbiorem wybranych aktualnych informacji, bardziej lub mniej związanych z Niemcami. Mamy również krótkie kalendarium na dane miesiące, jakie atrakcje możemy w tym czasie napotkać u naszych zachodnich sąsiadów. Bardzo przypadły mi do gustu strony "Film Buch CD". Lubię śledzić nowości wydawnicze i niejednokrotnie znajduję dzięki temu genialne pozycje na rynku, na które zwyczajnie bym nie trafiła. Staram się również urozmaicać swoje kino o coś innego niż tylko amerykańskie, brytyjskie i polskie produkcje, a że moja ulubiona trylogia filmowa jest właśnie niemieckojęzyczna, z miłą chęcią szukam kolejnych tytułów z tego kraju. Tak jak w "Italia Mi piace!" tu również znalazło się odrobinę miejsca na artykuł o modzie, który bardzo mi się podobał. Kocham podróżować, ale podróże autostopem są mi zupełnie obce. Tekst o nich mówiących ukazał mi aspekty, o których dotychczas wcześniej nie myślałam i choć na taką podróż raczej się nie skuszę, jestem teraz bogatsza o tą wiedzę, tak na wszelki wypadek. Ogółem, oprócz artykułu mówiącego o podróżowaniu na stopa, z tekstów pośrednio związanych z samochodami znajdziemy także tematy o jeździe po alkoholu czy o Volkswagenie. Te dwa niespecjalnie mnie porwały, wynagradzają je za to inne genialne dwa artykułu. Pierwszy, mówiący o nietypowych zainteresowaniach, pochłonął mnie bez reszty. Uwielbiam ludzi z pasją, a nietypowe hobby zawsze wzbudza moje zainteresowanie. Drugi traktuje o wegańskim jedzeniu w Niemczech. Nigdy nie miałam okazji spożywać posiłku u typowo niemieckiej rodziny, gdyż były to tylko polskie czy polsko-włoskie rodziny mieszkające na terenie Niemiec. Artykuł ten więc nieco mnie zaskoczył. W "Deutsch aktuell" znajdziemy również krótkie ćwiczenie z języka, podobne do tych z innych magazynów wydawnictwa Colorful Media. Nic jednak nie zaskoczyło mnie tak na koniec jak tekst o jednym z niemieckich miast - Ulm. Mieście dla mnie szczególnym i przeze mnie szczerze kochanym, dobrze mi znanym. Ze względu na sporą część rodziny mieszkającą w tym miejscu, rodziny bardzo bliskiej, miasto odwiedzam co najmniej raz w roku. Mimo iż jego historia czy różne anegdotki są mi dobrze znane, z miłą chęcią przeczytałam je kilkakrotnie. Wspaniale jest patrzeć na zdjęcie katedry na którą wspięłam się w zeszłe wakacje czy na ratusz, który skojarzył mi się bardzo nieromantycznie z budką z kebabem stojącą obok, gdzie jedliśmy na majówce z bratem wracając z kina.

Magazyn do nauki języka niemieckiego pozwolił na chwilę zapomnieć mi o tym, że właściwie nie przepadam za tym językiem. Artykuł ciekawsze czy te średnio mnie interesujące były dla mnie całkiem dobrze przyswajalne mimo mojej dość słabej znajomości języka, głównie samych podstaw. Natłok nowego słownictwa jest ogromny, ale czytając nie odczuwałam dyskomfortu gubienia się w kontekście, często powtarzając nowe słówka. Uważam, że magazyn bardzo dobrze spełnia swoją rolę, nie tylko ucząc ale i bawiąc.

Za magazyn dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

czwartek, 24 lipca 2014

LITERATURA. Italia Mi piace! - Opinia

Jakiś czas temu na blogu ukazała się opinia na temat magazynu "English Matters". Dzisiaj przedstawiam wam kolejne czasopismo z rodziny gazet do nauki języków, tym razem do języka włoskiego. "Italia Mi piace", z wydawnictwa Colorful Media, wzbudził we mnie pewne obawy. Włoski znam bardzo, bardzo słabo, dlatego obawiałam się, czy podołam lekturze. Bardziej pozytywnie czasopismo nie mogło mnie zaskoczyć.

Zazwyczaj biorąc po raz pierwszy do ręki daną gazetę z początku tylko oglądam jej zawartość - czytam nagłówki artykułów, oglądam zdjęcia, a dopiero później rozpoczynam lekturę. O dziwo, nie myśląc wiele, w tym przypadku pominęłam mój mały rytuał, pochłaniając kolejno następne teksty, nie wiedząc na co mogę natrafić z kolejną stroną. Był to zabieg o tyle dobry, iż każda publikacja mnie ciekawo zaskoczyła. O ile w "English Matters" trafiłam na artykuły, które raz bardziej a raz mniej trafiały w mój gust, to w "Italia Mi piace" wszystkie bez wyjątku mnie porwały. Ta gazeta po prostu przenosi czytelnika do Włoch.

Gazetę rozpoczynają dwa w miarę krótkie, przyjemne artykuły, wprowadzając w włoski klimat. Następujący po nim artykuł z okładki okazał się bardzo dobrze przyswajalnym dla mnie tekstem. Świat mody i modeling zawsze był jednym z moich zainteresowań, ale nie szczególnie zgłębianym. Dobrze było przeczytać nieco o Monice Bellucci, której kampanie niejednokrotnie podziwiam. Mimo mojej słabej znajomości włoskiego, jestem w stanie streścić teraz jej życiorys, co świadczy o tym, że przygotowany materiał świetnie nada się również dla początkujących uczniów języka włoskiego. Nie mogłam wymarzyć sobie nic lepszego niż temat o jedzeniu. Włoska kuchnia jest zdecydowanie moją ulubioną. Jak wiadomo, kuchnia jest jednym z elementów tradycji, a nie ma to jak przez żołądek do serca. Ciężko więc poskromić mi moją miłość do Italii. Artykuł ten rzucił mi nieco światła na aspekty żywieniowe Włochów. Następna publikacja uświadomiła mnie nieco o sztuce dotychczas praktycznie mi nieznanej. Choć sama nie jestem utalentowana artystycznie bardzo lubię podziwiać sztukę tworzoną przez innych. Taka opcja w metrze mogła by znacznie umilić kolejki. W "Italia Mi piace!" znajdziemy też całkiem obszerną reklamę innego czasopisma - "La Rivista". Osobiście, uważam że zapowiada się bardzo interesująco i nie wykluczam jego zakupu w najbliższym czasie. W magazynie znajdziemy też trochę ćwiczeń na szlifowanie języka. Przejrzałam je, ale postanowiłam jeszcze się ich nie podejmować. Artykuł "E-CAT: Rivoluzione energetica o presa in giro?" był dla mnie zdecydowanie najmniej interesującym z całego magazynu. Ze względu na tematykę ciężko też było mi z połapaniem się w słownictwie i niekiedy rozszyfrowaniem zdań. Oczywiście, po lekturze magazynu nie mogło zabraknąć też kolejnego miejsca, które chciałabym odwiedzić. Rejon włoskiej Umbri oczarował mnie już podczas czytania o niej, nie mogę więc doczekać się realnej wizyty. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszego zwieńczenia magazynu niż włoski przepis. "Italia Mi piace!" zyskał definitywnie status mojego ulubionego czasopisma. 

Magazyn, choć średnio przeze mnie zrozumiany, rozpalił we mnie zapał do dalszej nauki języka włoskiego. Myślę, że nie będzie on słomiany, w szczególności iż liczę na równie dobre artykuły w kolejnych numerach "Italia Mi piace!". Zamykając czasopismo pożegnałam słoneczną Italię. Mam nadzieję, że nie na długo.

Za magazyn dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

czwartek, 17 lipca 2014

LITERATURA. Magazyn English Matters - Opinia





Jestem zwolennikiem nauki języków obcych przez nieszablonowe metody. Kucie listy słówek, choć czasem koniecznie, nie jest sposobem dla mnie, tak jaki i monotonne ćwiczenia w podręcznikach. Język bowiem przyswajam najszybciej w sytuacjach otaczających mnie na co dzień – podczas rozmowy, w trakcie oglądania filmu, odwiedzania stron internetowych czy też czytając. Ciężko jest mi więc wyobrazić sobie bardziej przyjemny środek przyswajania słówek niż wyłapywanie ich poprzez kontekst w ciekawych artykułach.





Magazyn „English Metters” jest w pewnym sensie uniwersalny. Chłopak czy dziewczyna, starszy czy młodszy, każdy znajdzie w nim część dla siebie i możliwie interesujące tematy.

 O tyle, o ile pierwszy dział, czyli „This and That” skojarzyć może się jeszcze z podręcznikiem, to kolejne serwowane informacje są podane w przystępny i przyjemny sposób – w barwnych artykułach. Pierwszy prezentowany dział jest zbieraniną ciekawych, bardziej czy mniej przydatnych informacji, niekiedy nawet dziwnych, które podczas nauki języka na co dzień mogą nam gdzieś umknąć.

Dział „People and Lifestyle”, który serwował nam trzy artykuły w różnych tematach, jest  działem który moglibyście znaleźć w zwykłym czasopiśmie. Przyjemne, ciekawe teksty, napisane luźnym językiem, tyle że – angielskim. Jako że za pół roku planuję ubarwić moje ciało w pierwszy w życiu tatuaż, szczególnie zainteresował mnie artykuł „Getting Ink Done”. W następnym tekście, mówiącym o Lorde, o której nigdy wcześniej nie słyszałam, zaprezentowana jest intrygująca metoda przyswajania słówek czy wyrażeń z tekstu piosenki .

Kolejny dział – „Culture” – zawierał między innymi artykuł zatytułowany „Bad Boys”. Zabawnie było czytać o Janosiku, uwielbianej postaci przez mojego tatę, w szczególności, że na Śląsku Cieszyńskim, gdzie też mieszkam, można znaleźć niekiedy tablice w parkach, opowiadające jego historię. 

Artykuł „Personal Native Tutor” w rozdziale „Language” rzucił mi nieco światła na sprawę Native Speakerów. Uczęszczając do szkoły językowej, miałam już styczność z osobami z różnych części świata, których ojczystym językiem jest angielski. Nigdy jednak nie wiedziałabym jak zabrać się za szukanie prywatnego Native Speakera, a po lekturze tego tekstu, szczerze się nad tym zastanawiam – w szczególności że w przyszłym roku planuję zdać egzamin CAE.

Tematy w dziale „Travel” definitywnie uważam za najlepsze w magazynie. Oczywiście, wpływ ma na to moje ogromne zainteresowanie podróżami. Artykuły są rzetelne, intersujące i wnikliwe. Szczęśliwie czy też nie, teraz moja lista miejsc do odwiedzenia powiększyła się o kolejny punkt – Maltę, ale także kilka mniejszych podpunktów – Royal Pavilion, Little Venice czy Grampian Mountains.

Artykuł „Flirting” potraktowałam z przymrużeniem oka, ciężko mi bowiem wyobrazić sobie naukę flirtowania w obcym języku według utartych schematów. Aczkolwiek, ciekawie było poczytać o możliwych sytuacjach, nawet jeśli wątpię w wystąpienie takowej kiedykolwiek w moim przypadku.

Na koniec, w dziale „Leisure” znalazł się artykuł na temat programów telewizyjnych oglądanych przez brytyjskich nastolatków. Sprawił mi sporo radości, gdyż część z prezentowanych seriali jest mi dobrze znane i również przeze mnie lubiane.



Czas napisać o tym, jak jednak magazyn sprawdza się w swojej prawdziwej roli - uczy języka. Zostawiłam ten ważny aspekt na sam koniec, ze względu na to, iż czytając… naprawdę zapomniałam, że magazyn ma czegoś uczyć. Przyjemne artykuły sprawiały mi po prostu frajdę ciekawymi tematami okraszonymi adekwatnymi grafikami. „English Matters” czytałam jedząc śniadanie, jadąc pociągiem, czy leżąc na leżaku nad basenem. Wyróżnione słówka z tekstu, których znajdziemy polskie tłumaczenie w magazynie były naprawdę różne – nieraz bardzo dobrze mi znane, to znowu wyrazy nigdy wcześniej przeze mnie niespotkane oraz słowa znane mi, lecz zapomniane przez rzadkie używanie. Myślę jednak, że magazyn rzeczywiście potrafi sporo nauczyć. Czytając artykuł, w którym pojawia się powtórnie wcześniej przetłumaczone słowo, przypominam sobie o nim, powtarzam i łatwo zapamiętuję. Oprócz tego twórcy dają nam również możliwość odsłuchania artykułów w formie MP3, co powinno rozwiać nasze możliwe wątpliwości w wymowie nowopoznanych słówek. Są one również dostępne do pobrania w pliku pdf.



Myślę, że magazyn świetnie podsumuje wyrażenie „przyjemne z pożytecznym”. Nauka języka powinna być dla nas czymś przyjemnym, a to może być gwarancją sukcesu  łatwego przyswajania obcego języka. 

Za udostępnienie magazynu serdecznie dziękuję wydawnictwu Colorful Media

środa, 9 lipca 2014

LITERATURA. Stos nieadekwatny na wakcje

Ostatni opublikowany stosik na Z nosem w książce miał miejsce początkiem grudnia. Jak na taki długi okres czasu w mojej biblioteczce pojawiła się naprawdę niewielka ilość nowych książek, zakupiona za jednym razem -  na moje urodziny, czyli w okolicach lutego. Książki kupione po bardzo okazyjnej cenie z wyprzedaży na blogu LIBRAIRIE.





Jak widać, 3 książki Zafóna, pierwsza część serii "Jutro" oraz 3 części "Pamiętników Wampirów".




Oprócz tego, wzbogaciłam się również o kilka nowych zakładek. Tą z piórami otrzymałam na spotkaniu ŚBK, resztę dostałam dzięki uprzejmości Marty z  Blog Nekou (Nekori) .









Aktualnie czytam również magazyny służące do nauki języków obcych, w tym English Matters, Business English Magazine, Deutsch Aktuell, Italiana Mi piace. Dziękuję bardzo wydawnictwu Colorful Media za ich udostępnienie.




poniedziałek, 7 lipca 2014

LITERATURA. Nefertiti - Michelle Moran - Opinia



Nefertiti – Michelle Moran







Autor: Michelle Moran
 Tłumaczenie: Jarosław Rybski
 Tytuł oryginału: Nefertiti
  Wydawnictwo: Sonia Draga
 Data wydania: październik 2008 (data przybliżona) ISBN: 9788375080896  
Liczba stron: 447











Wciąż dobrze pamiętam czas ogromnej fascynacji starożytnym Egiptem, który u mnie przypadł na wczesne dziecięce lata – przedszkolne i kilka klas podstawówki. Choć zainteresowanie to znacznie przygasło to oprócz niegdyś zbieranych figurek egipskich bożków, chęci wyjazdu do kraju faraonów pozostał również sentyment. „Nefertiti” wpadła w moje ręce podczas zeszłorocznych Targów Książki w Katowicach i ciężko było mi się oprzeć jej pokusie. Książka skrywająca historię jednej z najpotężniejszych kobiet starożytnego Egiptu wciągnęła mnie ponownie w świat sarkofagów, papirusu i hieroglifów.



Ciężko żyć kobiecie w świecie mężczyzn. Starożytny Egipt opływa w liczne świątynie, wystawne uczty, drogie klejnoty, dworskie intrygi, fałszywych przyjaciół i drażliwych bogów. Rzucona w ten wir Nefertiti czuję się jednak jak ryba w wodzie, charyzmatyczna i wpływowa, nie waha się decydować samodzielnie o własnym losie. Niestety, nie na wszystko można wpłynąć, nawet mimo licznych darów w świątyniach i drogich podarków bogom. Nad wiecznie słonecznym Egiptem zbierają się burzowe chmury, gdy królowa wzniesiona do rangi bogini powija kolejne córki.



Intrygująca kobieca postać, czasy osnute tajemnicą, kilka historycznych punktów zaczepienia – trudno mi wyobrazić sobie bardziej sprzyjający materiał na wciągającą książkę. Czytając odniosłam wręcz wrażenie wysypujących się ziarenek pustynnego pisaku z kartek obfitujących w swoisty klimat starożytnego Egiptu. Dzieje czarującej Nefertiti to gratka dla fanów dworskich intryg i przebiegłych możnych pragnących władzy. Tytułowa bohaterka na przestrzeni powieści przeradza się z marzycielskiej dziewczyny we wpływową kobietę gotową na liczne poświęcenia w drodze do upragnionego celu. Jej znacznym przeciwieństwem jest odgrywająca znaczącą rolę w historii jej siostra, pragnąca spełniać mrzonki swego serca. To zderzenia dwóch światów, sprzecznych aspiracji potrzebujących się wzajemnie dwóch sióstr nadaje książce realnego charakteru – książka nie opowiada wyłącznie o problemach nawiedzających kraj faraonów ale i o zwykłych ludzkich rozterkach. To przede wszystkim opowieść o trudnych wyborach przed którymi stawia bohaterów niesprzyjający los. Wiele im daje ale i wiele odbiera, a każda decyzja wpływa na ich charaktery. Właśnie dlatego bardzo podobają mi się stworzone kreacje postaci –realne ze względu na swoją wielopoziomowość, liczne wady i prawdziwie ludzkie zachowania. Tworzą ze zwykłych historycznych faktów barwną opowieść, osadzoną w jednej z moich ulubionych historycznych krain. 


Michelle Moran napisała również książkę o jednej z córek Nefertiti, żonie potężnego Ramzesa II, zatytułowaną „Heretycka królowa”. Zachęcona moją pierwszą książką tej autorki z pewnością sięgnę po lekturę obrazującą życie Nefertari. Być może w jakiś zimowy wieczór przeniosę się z powrotem do skąpanej w słońcu Doliny Nilu.

wtorek, 1 lipca 2014

LITERATURA. Pamętnik - Nicolas Sparks - Opinia



Pamiętnik – Nicholas Sparks









Autor: Nicholas Sparks Tłumaczenie: Anna Maria Nowak Tytuł oryginału: The Notebook Wydawnictwo: Albatros Data wydania: 20 września 2013 ISBN: 9788378857860 Liczba stron: 256











Wiele razy usłyszałam już słowa zachwytu nad ekranizacją „Pamiętnika” z Rayanem Goslingiem w roli głównej. Obiecałam sobie jednak poczekać z filmem do czasu aż przeczytam pierwowzór i w tym wypadku udało mi się wytrwać w tymże postanowieniu. I choć książkę przeczytałam, to po lekturze nieśpieszno mi do tej produkcji filmowej.



Mówi się, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Historia jaką prezentuje tytułowy pamiętnik potwierdza tą sentencje, chciałoby się rzec, romantycznego szaleńca. Czy czas jest śmiertelnym wrogiem uczucia? Czy to może choroba zabije nie człowieka, a miłość?



Nicholas Sparks ma lekkie pióro i banalną historię, która mimo wszystko chwyta czytelnika za serce. Lektura jest całkiem krótka ale treściwa i nie odczułam w tym wypadku zbędnych opisów, refleksji które często nudzą mnie przy książkach o podobnej tematyce. Romanse nie są moim ulubionym gatunkiem literackim, ale mogą być miła odskocznią od książek o innej problematyce. Opisana historia, chociaż prezentuje rzadko spotykaną miłość, jest uniwersalna i bardzo realistyczna. Charakterystyczny klimat staje się czasem nieco patetyczny, ale nie wpływa to negatywnie na odbiór treści. Kartki powieści uciekają w zaskakującym tempie, ciężko więc mówić tu o znużeniu historią, którą można podzielić na dwie części – tą, którą bohaterzy tylko wspominają i tą, która jest dla nich aktualną codziennością. Chociaż ta pierwsza jest naprawdę wzruszającą historią podczas której gorącą kibicowałam wykreowanym charakterom, to właśnie ta druga jest dla mnie najmocniejszą częścią książki. Poruszająca, skłaniająca do refleksji a jednak nie przytłaczająca ani przygnębiająca. Autor balansuje nastrojem by nie przytłaczać czytelnika zbytnim dramatem, ale też zbytnim romantyzmem. Książka jest krótka, choć w dla mnie w tym przypadku to zaleta – wydłużanie historii mogłoby źle wpłynąć na jej odbiór, a historia ciągnęłaby się jak nugat. W tym przypadku zdecydowanie mniej znaczy więcej. Pisarz kończy historię zostawiając drobne niedopowiedzenie dalszych losów bohaterów, dając możliwość popisu wyobraźni czytelnika. Ta nutka tajemnicy jest zwieńczeniem całej opowieści.



Raz na jakiś czas miło jest dać się ponieść w świat romantycznej historii, która nie oznacza jednak banalności. Sparks to świetna odskocznia od powieści fantasy czy książek historycznych, ale nie wyobrażam sobie ograniczenia wyłącznie do książek z podobnym motywem do „Pamiętnika”. Z cudownie romantycznego świata czas wrócić do rzeczywistości.