wtorek, 21 stycznia 2014

ŚBK: Alfabet książek bliskich memu sercu



Wraz z 21 stycznia Śląscy Blogerzy Książkowi zapraszają na comiesięczny post tematyczny. Tym razem znów dajemy bliżej poznać nasze czytelnicze gusta i osobiste upodobania, przygotowując Alfabet książek bliskich memu sercu.





Nie da się nie zauważyć, że do niektórych z liter alfabetu wciąż nie zostały przypisane przeze mnie żadne lektury. Chciałam jednak by spis ten był naprawdę szczególny, dlatego też nie wliczałam książek które były tylko dobre. Jak widać, te wyjątkowe wciąż jeszcze czekają na moje odkrycie.



Źródło: tumblr.com



Alfabet książek bliskich memu sercu



Książka czytana przeze mnie namiętnie będąc młodszą. Z chęcią co pewien czas powracam do przygód rudowłosej bohaterki, które zawsze nastrajają mnie optymistycznie.


Ciężko jest mi mówić tu o lekturze bliskiej memu sercu, ale z pewnością jest to tytuł, który niezmiernie mnie poruszył


Powieść, która usytuowała się wysoko spośród przeczytanych przeze mnie książek, a obecnie zaliczam ją do jednej z moich ulubionych


Nic nie poradzę, że najzwyczajniej mam słabość do urokliwej Anglii z okresu twórczości pisarki. Autorka urzekła mnie bajkowym klimatem powieści, a ekranizacja z Keirą Knightley to wręcz mistrzostwo

E – brak


Świetna powieść młodzieżowa, mimo sporej ilości stron, kartki książki umykają błyskawicznie. Z nutką tajemnicy, budująca napięcie, nie koniecznie tylko dla czytelników fantastyki.


Myślę, że tej pozycji nikomu nie trzeba przedstawiać. Nawet jeśli dotąd nie czytałeś serii G.R.R. Martina ani nie oglądałeś serialu będącego ekranizacją, tytuł prędzej czy później obije Ci się o uszy. Dla mnie – świetna książka.

H - „Harry Potter i...” - J. K. Rowling

Ciężko byłoby mi wybrać jeden z tomów znanej serii o młodym czarodzieju. Każdy z nich, coś dla mnie znaczy. Pierwszy rozpoczął moją przygodę nie tylko z Harrym Potterem, ale i całym światem literatury. Wciąż pamiętam moje emocje przy czytaniu drugiego tomu, który nadal uważam za ten najbardziej budzący grozę. W trzecim pojawia się moja ulubiona męska postać – Syriusz Black, a czwarty pełen był nowości – nowe szkoły, stworzenia, w pewnym sensie przełomowy. W części piątej poznajemy Bellatrix Lestrange, moją ulubioną postać damską, a tom szósty daje nam lepiej poznać hogwarckiego mistrza eliksirów. Można uwielbiać bądź nie cierpieć Severusa Snape'a, ale nie da się przejść obok tej postaci obojętnie. Ostatni tom to wiśnia na szczycie tortu, a cały cykl to z pewnością książki bliskie memu sercu.

I – brak


Nie zabrakło i w moim zestawieniu książki poświęconej Japonii, którą fascynacja trwa już u mnie kolejny rok i wciąż poszerza moje zainteresowania.


„Kłamca” to książka łącząca dla mnie wiele frapujących mnie aspektów – mitologię nordycką, wierzenia greków, historie biblijne oraz inne różne legendy, opowieści, a wszystko to połączone świetnym humorem, szczyptą ironii i mnóstwem akcji.

L – brak

M - „Morderstwo to nic trudnego” - Agatha Christie

Moja pierwsza styczność z twórczością Agathy Christie i zdecydowanie nie ostatnia. W mojej czytelniczej drodze przełamała niechęć do czytania kryminałów, które obecnie choć nie są moim ulubionym gatunkiem, co pewien czas pojawiają się wśród przeczytanych książek.

N – brak


Chyba najmilej wspominany przeze mnie zbiór opowiadań jaki dane było mi czytać. Każda historia była czymś zupełnie nowym, ze świeżym spojrzenie, ale spójna z całością genialnego klimatu świata czarownic.


Genialny debiut młodej pisarki, a co dodatkowo mnie urzekło, osadzenie miejsca akcji w eleganckiej angielskiej tytułowej posiadłości. Czekam na kolejne książki autorki.

R - brak

S - „Szare śniegi Syberii” - Ruta Sepetys

Ruta Sepetys porusza swą książką niezmiernie. Świetnie przedstawia wydarzenia nie tylko jako historyczne fakty, ale jako dramat ludzi żyjących w tamtym okresie, pozwalając czytelnikowi przeżyć wraz z bohaterami ich klęski. Pokuszę się o stwierdzenie, iż świetnie działa tu termin katharsis jako uwolnienie czytelnika ze wszelakich emocji po zakończeniu lektury.


Książka o tematyce zupełnie innej niż reszta spośród przedstawionych. Myślę, że to pewna furtka do innych książek o tematyce religijnej na mojej drodze.

U – „Ukryte żony” - Clarie Avery

Świetna książka o tematyce, z którą wcześniej nie miałam styczności. Poruszając lektura, którą czytałam z przyjemnością.

W - „Wieczna księżniczka” - Philippa Gregory

Choć nie pierwsza z czytanych przeze mnie książek autorki to lektura która zupełnie zmieniła moje postrzeganie Katarzyny Aragońskiej. Nawet jeśli przerysowana i wzbogacona o literacką fikcję, pierwsza żona Henryka VIII nie będzie tylko nie potrafiącą utrzymać swej pozycji niewiastą, ale dzielnie walczącą o własne racje, niesamowicie sprytną kobietą.


Książka, którą darzę ogromnym sentymentem. Choć lektura bardzo prosta, przewidywalna, dla mnie świetna opcja na zimowy wieczór, która rozpoczęła moją długą przygodę z Sagą o Ludziach Lodu. 


A jakie są wasze książki bliskie sercu? 



Grupa ŚBK i księgarnia Victoria zapraszają również na wymianę książkową!



sobota, 18 stycznia 2014

LITERATURA. Tabletki z krzyżykiem – Szymon Hołownia - Opinia

 
Tabletki z krzyżykiem – Szymon Hołownia










Autor: Szymon Hołownia
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2007 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-240-0835-3
Liczba stron: 332











         Szymon Hołownia, polski dziennikarz i publicysta, stawia przed czytelnikiem swoją książkę, świadomie nazywając ją „Pierwszą książką o Bogu, którą przeczytasz”. Sądzę, iż nie ma tu na celu sugerować, że wierni nie czytają Pisma Świętego, było nie było przede wszystkim księgi o Bogu, a przedstawić swoje dzieło jako coś zrozumiałego. Przeczytasz i pojmiesz. Zadasz pytanie i uzyskasz odpowiedź. 
 



           „Czy w potopie utonęły też ryby?”, „Czy żeby zostać świętym trzeba mieć wrzody i umrzeć pod mostem?”, „Czy Bóg każe za dowcipy o sobie?”. Skąd w umyśle przeciętnego chrześcijanina pojawiają się te pytania? I co ważniejsze, skąd uzyskać na nie odpowiedź? Nietaktem może wydawać się postawieniem przed próbą odpowiedzi parafialnego wikarego przybywającego na coroczną kolędę. Brak nam śmiałości, którą zastępuje obawa pewnego wyśmiania naszych wątpliwości. Nie będziemy szukać odpowiedzi w internecie, bo skąd możemy mieć pewność o rzetelności odpowiedzi i potwierdzeniu ich zgodnie z naukami Kościoła. Nie pytamy rodziców czy dziadków, którzy potrafią wytłumaczyć nam podstawowe kwestie naszej wiary, ale sami mają wiele pytań co do szczegółów. Wszystkie detale należą jednak do naszej wiary, a świadomy katolik powinien dążyć do jej pogłębiania. Dlaczego by nie sięgnąć po odpowiedź możliwie bliższą nam: zrozumiałą, szeroko dostępną i obszerną.




            Dobór pytań, na jakie odpowiada autor jest niebanalny, niekiedy nawet nieco absurdalny. W pogoni dnia codziennego brakuje nam czasu na dociekanie. Nie zastanawiamy się, nie próbujemy wnikać. A powinniśmy. Szymon Hołownia robi to więc za nas – serwuje zestaw gotowych zagadnień, które mogą rodzić kolejne. Nazywa je „Pierwszą pomocą w lekach związanych z Bogiem, końcem świata, czyśćcem i duchami”. Podaje je w „Tabletkach z krzyżykiem” dzieląc je na: tabletki o sławnych ludziach, tabletki fundamentalne, tabletki okołonaukowe oraz tabletki pośmiertne. Wiele mądrości niesie książka ze sobą i z pewnością wybór najbardziej interesującego tematu jest kłopotliwy. Mogłabym wskazać tu pytania, które z pewnością można wyróżnić jako te ważniejsze. Odpowiadające na kwestie związane z Jezusem, życiem wiecznym czy grzechem. Pojawiają się również zagadnienia nieco mniej istotne lecz otaczające nas na co dzień, mówiące o lekturach, zwierzętach, żartach. Cenie sobie otwarte podejście autora do zagadnień, które wydawać się mo nieistotne. Coś nieistotnego dla ogółu nieraz jest istotne dla jednostek. Hołownia napisał książkę interesującą– nie tylko ogólnie, ale i personalnie. Mnie zaintrygował temat Harry'ego Pottera, ale ciebie może już coś zupełnie innego – kobiety lekkich obyczajów w Biblii, czy kosmici to katolicy oraz kto jest na tyle niemądry by chcieć iść do piekła. Hołownia pisze w przejrzystym, współczesnym języku, lekko dowcipnym i czasem nawet nieco ironicznym. Będąc szczerą, ciężko stwierdzić mi czy gdyby nie ta przyjazna oprawa, wręcz zachęcająca do lektury dobrnęłabym do końca powieści i uzyskała odpowiedzi na tak wiele pytań. Mogę czytać chociażby „Youcat”, ale nie znalazłabym tam w pewnym sensie niepasującego pytania – o „Harry'ego Pottera”, czy później chociażby o twórczość Dana Browna. Sądzę więc, że Hołownia stworzył nie tylko książkę dla katolików i wierzących. Myślę, że poleciłabym i ateiście, i ewangelikowi i wyznawcy świadków jehowy, jeśli tylko głodny jest wiedzy, by tylko zobaczyć jak to jest u tych katolików. I to przez wzgląd na styl autora.


 
         Podsumowując, Szymon Hołownia to mistrz. Nie jest twórcą typowych czytanych przeze mnie książek – powieści historycznych, książek fantasy czy obyczajowych romansów. Ta książka nie dała mi tylko rozrywki. Dała mi naukę. Wiedzę, świadomość faktów mojej wiary, a także rozwianie poniektórych wątpliwości. Jak i również, chęć pogłębiania jej. Szukania kolejnych dzieł, które zaskoczą mnie dziwnymi tematami, mogącymi okazać się mi bliskie. Które będę czytać z przyjemnością, ale i uwagą, świadomością, że choć napisane lekko i przystępnie, mówią o rzeczach ważnych. Czasem mniej, czasem bardziej, ale otaczających nas. Jeśli jesteś szczerze wierzącym zadaj sobie pytanie, jak wiele wiesz o tym, co powinno być dla ciebie najważniejsze – o twojej wierze. A może książka Hołowni będzie furtką. Furtką do literatury katolickiej, która przecież jest bardzo szeroko rozwinięta i chowa jeszcze niejedną perełkę na mojej czytelniczej drodze.



środa, 15 stycznia 2014

TRZECIE URODZINY BLOGA, PODSUMOWANIE 2013 ROKU!


W raz z dniem 15 stycznia mija kolejna rocznica w blogosferze. To już trzecie urodziny bloga. Serdecznie dziękuję wszystkim osobom komentującym, śledzącym wpisy, które motywują do tworzenia kolejnych postów. 


Źródło: tumblr.com



Ten rok blogowania, jak i cały 2013 przyniósł dla mnie wiele zmian i nowości.


  • Ruszył fanpage bloga na facebooku, z którego działalności jestem bardzo zadowolona.
  • Na blogu zostało zorganizowane pierwsze rozdanie.
  • Dołączyłam do grupy Śląskich Blogerów Książkowych, dzięki czemu poznałam fantastyczne, kreatywne osoby.
  • Wzięłam udział w moich pierwszych tagach książki - katowickich, a później i w krakowskich.



Statystycznie rok 2013 może wypaść nieco blado. Liczba postów zamieszczonych w latach 2012 i 2013 praktycznie się nie różni, a ilościowo książek przeczytałam nawet mniej. Nie ilość jednak się liczy lecz jakość, a w tym wypadku świeżo zakończony roku uważam za lepszy od poprzednika. Spośród przeczytanych książek nie zrecenzowane zostały tylko dwie (trzy opinie czekają jeszcze na publikacje) co daje wynik w przybliżeniu 93%. Dla porównania, w 2012 roku z przeczytanych książek zostało zrecenzowane 74%. Wśród 46 postów w ciągu roku ponad połowa była opiniami, a miesięcznie średnio na blogu pojawiało się 3,8 posta. Łącznie w 2013 roku przeczytałam 10011 storn co daje jakieś 27 i pół strony dziennie.Wyniki, choć niepowalające, dla mnie są zadowalające. 

Tak jak i w zeszłorocznym podsumowani, tak i w tym pragnę wyróżnić kilka książek które przeczytałam w 2013 roku. Książki te dziele na trzy kategorie: 

Do pierwszej kategorii przypisuję książkę niełatwą ale z ważnym przekazem. Choć fascynująca lekturę tą ciężko nazwać przyjemną a jest to




W drugiej kategorii znajduje się wartościowa książka, nie jednokrotnie niełatwa i poruszająca ale z porywającą fabułą. Jej recenzja nie pojawiła się jeszcze na blogu a jest to powieść


Szare śniegi Syberii


Ostatnia kategoria przeznaczona jest dla książek, których czytanie sprawiło mi wybitną przyjemność, choć nie uważam je za książki na tyle dotykające czytelnika by zaliczyć je do kategorii drugiej. A są to:




Na koniec chcę dodać, że nie żałuję poświęcenia czasu żadnej z książek przeczytanych w 2013 roku. Zdarzały się te lepsze i te gorsze, ale każda o coś mnie wzbogacała.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

LITERATURA. Japonia oczami fana - Paweł Musiałowski - Opinia


Japonia oczami fana – Paweł Musiałowski








Autor: Paweł Musiałowski
Wydawnictwo: Finna
Data wydania: 23 stycznia 2013
ISBN: 978-83-629-1395-4
Liczba stron: 458









        Każdy zapalony miłośnik kultury japońskiej na Pawła Musiałowskiego musi prędzej czy później trafić. Na jego bloga poświęconego Japonii, kanał na youtube ukazujący podróże do Kraju Kwitnącej Wiśni, a może i na konwentach gdzie Musiałowski od czasu do czasu pojawia się prowadząc panele i rozmawiając z zainteresowanymi. W każdym bądź razie, osobę jego odbieram jako jednego z popularyzatorów mangi i anime w Polsce, który w 2013 roku wydał swoją pierwszą książkę.


        Usytuowana na drugim krańcu ziemi Japonia to iście fascynujące zjawisko. Kraj sprzeczności, techniki i tradycji, umiarkowania i przepychu, spokoju i niespodzianek. To z czego składa się Japonia poraża swoją oryginalnością i nieszablonowością: w kuchni, tradycjach, stereotypach, mentalności.


        Zamykając książkę przeszło mi przez myśl: Musiałowski stworzył swoistą sinusoidę. Książka ma swoje momenty wzlotów i upadków, te lepsze i te gorsze. Nie można odmówić ogromu ciekawostek jakie autor przytacza w trakcie lektury, wplatając je w treść. Myślę że nawet zagorzali fani Japonii mogą znaleźć coś nowego. Nie jest to jednak spis danych i informacji, a trafnie wplecione w treść wiadomości, zarówno od tych podstawowych, szerzej znanych, do tych zapomnianych, zupełnie niespodziewanych i nieoczekiwanych. Musiałowski przytacza szereg historii, które mogą przytrafić się przy odrobinie szczęścia – czy też nieszczęścia – każdemu gaijinowi. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że autor pisząc książkę niekiedy przesadził z ilością wypitego sake. Rozmyślania, mówiąc dosadnie, o głupotach na początku były całkiem zabawne, ale na dłuższą metę stawały się irytujące. Na książkę składa się nie tylko sama treść ale i wzbogacenia takie jak filmiki kręcone przez Musiałowskiego (które możemy odnaleźć za pomocą kodów 2D) oraz fotografie dodane do książki. Pod tym względem wydanie zdecydowanie mnie zawiodło. Zamieszczone zdjęcia choć miłe dla oka okazały się zdecydowanie nietrwałe. Umieszczone zostały na samym końcu książki tak, że czytając specyficzne strony z obrazkami zaczęły wypadać zanim zdążyłam jeszcze do nich dobrnąć. A dalej łatwo już o pogubienie czy pomieszanie które zdjęcie odnosiło się do którego z rozdziałów.


        Choć mogę znaleźć kilka dość istotnych wad książki twierdzę mimo to, że debiut MrJedi'a w literaturze podróżniczej jest całkiem udany. Chętnie przeczytałabym podobne książki mówiące o innych miastach Japonii czy też w ogóle krajach Azji – Korei, Chinach i Singapurze. Zostaje mi czekać na informacje o dalszej działalności autora i zdobyć autograf na jednym z konwentów.

A na koniec mój ulubiony cytat z książki:


"Chcesz zobaczyć przyszłość? Przyjedź do Tokio, a zobaczysz ją stojącą twardo na solidnych fundamentach przeszłości, zbudowanej z cegiełek narodowej ambicji i buddyjskiej idei dążenia do nieosiągalnej perfekcji"