niedziela, 22 kwietnia 2012

LITERATURA. Chińska narzeczona - Mary Jo Putney - Opinia



„Chińska narzeczona” – Mary Jo Putney



            Będąc w miejskiej bibliotece, całkiem przypadkiem natrafiłam na książkę Mary Jo Putney. Zarówno tytuł jak i autorka były mi nieznane jednak po przeczytaniu całkiem interesującego opisu dołożyłam ją do wypożyczanych książek.

            Troth jest córką Chinki i Szkota, a całe swoje życie spędziła marząc o wyjeździe do Szkocji, ojczyzny ojca. I to marzenia mogłoby się nawet ziścić, gdyby jej rodzice wciąż żyli. Niestety, przez różne przeciwności losu, jej matka i ojciec umarli, a sam Troth wiedzie odtąd spokojne życie w Chińskim porcie, jako chłopiec o imieniu Jin Kang. Spokojne, ale do czasu, gdy na jej drodze staje angielski  wicehrabia Maxwell.

            Książka podzielona jest na dwie części, bezsprzecznie łączące się ze sobą. W części pierwszej przeplatają nam się wydarzenia z Chin oraz te z Wielkiej Brytanii, mające miejsce jakiś czas po właściwej akcji, co jest bardzo ciekawym zabiegiem. Sam temat powieści, pomimo że książka jest w głównej mierze romansem, nie jest banalny, gdyż styka ze sobą bardzo odległe jak na tamten czas światy, nie tylko pod względem położenia geograficznego. Każdy opis chińskiej kultury i tradycji jest interesująco opisany, a także łatwy do zrozumienia. Jak na książkę o tematyce miłosnej, mamy tu całkiem sporo zaskakujących zwrotów akcji, nawet pod sam koniec, gdzie mogłoby się wydawać, że wszystko powinno pójść już gładko. Nie narzekam także na małą różnorodność bohaterów, ponieważ mamy tu całkiem sporą gamę różnych postaci, dopracowanych w większej lub mniejszej mierze.

            Podsumowując, nie pamiętam by w trakcie całej lektury były momenty nudne, czytało mi się szybko i przyjemnie. Polecam osobom, które szukają lekkiej, ale nie bezbarwnej opowieści.  


niedziela, 8 kwietnia 2012

LITERATURA. 30 dni z książkami w formie skróconej.

Od  niedawna na wielu blogach można trafić na akcję zatytułowaną „30 dni z książką”. Zabawę zapoczątkowała Prowincjonalna Nauczycielka, a chodzi w niej o to, by przez 30 dni odpowiadać na jedno pytanie dotyczące książek.
Mnie samej jednak nie uśmiecha się rozkładanie w czasie całej zabawy, więc tak jak niektórzy blogerzy, postanowiłam odpowiedzieć na pytania w jednym poście.

Dzień 1 - Twoja ulubiona książka.
Pytanie, którego chyba najbardziej nie lubię. Niech będzie „Quo Vadis”.

Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej.
Krótkie lecz znienawidzone przeze mnie „Sachem”.

Dzień 3 - Książka, która cię kompletnie zaskoczyła.
Wciąż jestem zadziwiona „Poczwarką”

Dzień 4 - Książka, która przypomina ci o domu.
Oprócz przypominania mi o domu, kojarzy się mi także z wiosną, a jest to „Ania z Zielonego Wzgórza”.

Dzień 5 - Książka non-fiction, której czytanie sprawiło ci niekłamaną przyjemność.
Chyba takiej nie mam.

Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz.
Jest to „Tęsknota” czyli czwarty tom Sagi o Ludziach Lodu.

Dzień 7 - Książka, przez którą trudno przebrnąć.
„Pamiętnik Narkomanki”, zupełnie nie rozumiem popularności tej książki.

Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być.
Jeszcze jej nie odkryłam.

Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez ciebie czytana.
„Zauroczenie” czyli pierwsza część Sagi o Ludziach Lodu.

Dzień 10 - Pierwsza książka czytana przez ciebie.
Jako pierwsze swoje książki wspominam serię „Magiczny domek na drzewie”, a dokładniej będzie to chyba „Poranek wśród mumii”

Dzień 11 - Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem.
Harry Potter w stu procentach.

Dzień 12 - Książka, która tak wycieńczyła cię emocjonalnie, że musiałeś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.
Nie mogłam pozwolić sobie na jej odłożenie, bo ścigały mnie terminy, ale emocjonalnie wycieńczyła mnie „Poczwarka”.

Dzień 13 - Najukochańsza książka dzieciństwa.
Czytana po milion razy w dzieciństwie seria „Leśny Ludek”
.
Dzień 14 - Książka, która powinna znaleźć się na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej.
Nie mam najmniejszego pojęcia jaki jest kanon lektur w liceum, jednak miło by było czytać w gimnazjum jako lekturę „Quo Vadis”, a nie „Krzyżaków”

Dzień 15 - Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach.
Powiedzmy, że „Blondynka w dżungli”.

Dzień 16 - Ulubiona książka, którą sfilmowano.
„Lew, czarownica i stara szafa” z serii Opowieści z Narnii.

Dzień 17 - Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle.
„Percy Jackson i Bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna”. Film sam w sobie całkiem dobry, jednak za bardzo nie trzymano się książki.

Dzień 18 - Twoja ukochana książka, której już nie można kupić.
Dla chcącego nic trudnego, wszystkie które bym chciała dam radę kupić.

Dzień 19 - Książka, dzięki której zmieniłaś zdanie na jakiś temat.
„Pan Tadeusz” zmienił mój pogląd na lektury szkolne i to na lepsze.

Dzień 20 - Książka, którą byś poleciła osobie o wąskich horyzontach myślowych.
To zależy z pewnością od interpretacji wyrażenia wąskie horyzonty myślowe.

Dzień 21 - Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją przeczytałaś.
Przyznaję się, „Blask księżyca” Rachel Hawthorne.

Dzień 22 - Ulubiona seria wydawnicza.
Nie mam.

Dzień 23 - Ulubiony romans.
Nie czytałam zbyt wielu, które by naprawdę mnie uwiodły, niech będzie „Miłość Lucyfera” z Sagi o Ludziach Lodu. 

Dzień 24 - Książka, która stała się jednym wielkim oszustwem.
„Pamiętnik Narkomanki” i moje wielkie rozczarowanie, gdy większość osób zapewniała, że to świetna lektura.

Dzień 25 - Ulubiona autobiografia/biografia.
Jedyna jaką przeczytałam to dotychczas „Elżbieta II” autorstwa Marca Roche.

Dzień 26 - Książka, którą chciałbyś przeczytać, a jeszcze nie jest napisana.
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

Dzień 27 - Książka, którą byś napisała, gdybyś umiała.
„Quo Vadis”!

Dzień 28 - Książka, której przeczytania bardzo żałujesz.
Jeśli jakaś książka nie podoba się mi to zazwyczaj przerywam czytanie, więc nie mam takiej, której bym żałowała.

Dzień 29 - Autor, którego omijasz
Omijam Małgorzatę Musierowicz, jej książki po prostu nie są w moim guście. 

Dzień 30 - Autor, którego wszystkie książki czytasz
Czekam jeszcze na kilka dodatków do Harrego Pottera takich jak „Quiddich przez wieki” i będzie to J.K. Rowling.


Ciężkie wyzwanie, muszę przyznać. I całkiem sporo pytań na które nie umiałam odpowiedzieć. Które wam sprawiłyby kłopot?


sobota, 7 kwietnia 2012

Wielkanoc

Wszystkim czytelnikom i blogerom, w trwających świętach Wielkiej Nocy chciałabym z całego serca życzyć pogody ducha, uśmiechy na twarzy, miłego czasu spędzonego z rodziną, smacznego jajka oraz mokrego dyngusa!
Trochę zdjęć ozdób wielkanocnych jakie zagościły w moim domu:










Coroczne malowanie jajek. Niestety nie mam talentu plastycznego, więc nasze pisanki wyglądają, jak wyglądają:








Oraz piękny prezent jaki zrobiła dla mnie babcia, czyli śliczne sztrykowane ubranka na pisanki:









Wesołego Alleluja kochani!



Zdjęcia w całości wykonane przeze mnie, proszę o nie rozpowszechnianie bez mojej zgody.

piątek, 6 kwietnia 2012

LITERATURA. Podróż - Danielle Steel - Opinia






„Podróż” – Dnielle Steel


Danielle Steel jest jedną z ulubionych pisarek mojej mamy, tak więc będąc w gminnej bibliotece pomyślałam, że chyba nadszedł czas by zaznajomić się z jej twórczością. „Podróż” była spontanicznym wyborem, niekoniecznie najlepszym.
Madeline jest szczęśliwą żoną Jacka Huntera i spełnioną prezenterką telewizyjną. Prowadzi wygodne życie w Waszyngtonie, a jej małżeństwo wydaje się wręcz perfekcyjne. Jak to zazwyczaj bywa, szczęście Madeline nie trwa długo a ona sam musi zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, a także z własną przeszłością.
Początkowo powieść wydawała mi się bardzo nijaka. Odniosłam spore wrażenie, że autorka sama nie wiedziała o czym chce pisać, bardzo zwlekając z rozpoczęciem właściwej fabuły. W trakcie książki nie było lepiej, gdyż wciąż powtarzały się te same motywy, co stawało się bardzo monotonne i nieco nużące. Całość wynagrodzona jest świetnym zakończeniem, gdzie dopiero mogłam powiedzieć, że historia mnie wciągnęła. Jest to zdecydowanie najmocniejsza część opowieści.
Sądzę także, że pisarka nie do końca wykazała się w tworzeniu bohaterów, których jest tutaj niewielu. Niektórzy są dla mnie potraktowani bardzo niedokładnie, a ich relacje nie są zbyt dobrze przedstawione, co powinno być w tej powieści raczej na pierwszym planie.
Mimo tych wad, powieść czyta się całkiem przyjemnie i dość szybko, przeszkadzają jedynie wspomniane wyżej powtarzające się motywy. Język jest bardzo przyjemny. Podobały mi się także nieco psychologiczne rozważania. Pozwoliły one na dobre ukazanie relacji Maddy i Jacka, które są chyba jedynymi, dokładnie przedstawionymi relacjami w książce.
Pomimo małego zawodu na powieści D. Steel, myślę że dam jeszcze autorce szansę. Książkę ocenia na przeciętną – ot, lektura jak wiele innych, niezbyt oryginalna lecz przyjemna na wiosenny wieczór.

wtorek, 3 kwietnia 2012

LITERATURA. Dziewczyna w Mieście Aniołów - Cathy Yardley - opinia



„Dziewczyna w Mieście Aniołów” – Cathy Yardley


Książka autorstwa Cathy Yardley trafiła w moje ręce zupełnie przypadkowo i w żadnym stopniu wcześniej o niej nie słyszałam ani nie planowałam jej przeczytać. Coś jednak przyciągnęło mnie w tytule i opisie książki, więc z chęcią zabrałam się za lekturę. Muszę przyznać, że oczekiwania wobec powieści miałam całkiem spore. Czy je spełniła? Niekoniecznie.
Sara Walter postanowiła przenieść się do Los Angeles ze względu na swojego narzeczonego Benjamina. Wydawało by się całkiem bajecznie, duże miasto, nowe horyzonty, wspólne mieszkanie z przyszłym mężem. Jednak jak to zazwyczaj bywa, los często płata figle, a chłopak Sary gra na zwłokę. Rozzłoszczona dziewczyna zrywa z Benjaminem, ostatecznie zostaje bez pracy i zupełnie nie wiedząc, co ma robić dalej.
Jeśli mam być szczera, jak dla mnie, fabuła tej książki nieco kuleje. Autorka nie wykorzystała całego potencjału wielkiego Los Angeles, przedstawiając je jako miasto, w którym można jedynie chodzić do klubów. Sama powieść jest nieco przewidywalna. Zakończenie, które miało być prawdopodobnie największym zaskoczeniem dla czytelnika, mi w dużej mierze udało się przewidzieć. Mimo wszystkich wad książkę czytało się mi naprawdę szybko i przyjemnie, a język jakim była napisana bardzo mi odpowiadał.
W pewnym stopniu dużą zaletą są także różnorodni bohaterowie jaki przedstawia nam autorka. Jest ich bowiem całkiem sporo, a każdy z nich ma swój ciekawych charakter. Widać, że pisarka nie potraktowała tego po łebkach tylko zrobiła kawał dobrej roboty. W pamięci utkwił mi na pewno Taylor, który wydał mi się bardzo optymistyczną postacią i z chęcią czytałam fragmenty, w których występował. Za to najbardziej irytującą postacią była dla mnie sama główna bohaterka. Z przykrością stwierdzam, że w moich oczach postać została przedstawiona jak ostatnia życiowa sierota, która sama nic nie potrafi zrobić. Przyznaję, że z całego serca nie cierpię tego typu bohaterów. Śledząc dalsze losy Sary sama nie wiedziałam, czy mam śmiać się czy płakać.
Nie sądzę bym jeszcze kiedykolwiek chciała przypomnieć sobie te lekturę i mam duże wątpliwości co do jej polecania. Nie jest to nic wybitnego, ale też nie mówię, że nie można spędzić kilku przyjemnych godzin z lekką opowieścią. Jeśli mamcie jednak ciekawsze pozycje w stosiku do przeczytania, to „Dziewczynę w Mieście Aniołów” możecie odłożyć na daleką przyszłość.


niedziela, 1 kwietnia 2012

LITERATURA. Dziecko Noego - Éric-Emmanuel Schmitt - Opinia




„Dziecko Noego” Éric-Emmanuel Schmitt
„Dziecko Noego” było ostatnią przeczytaną przeze mnie książką na potrzeby rejonowego konkursu przedmiotowego. Gdyby nie to, szczerze wątpię bym po nią kiedykolwiek sięgnęła. Lecz czy wiele bym wtedy straciła?
Książka opisuje losy żydowskiego chłopca imieniem Joseph, podczas II wojny światowej oraz jego przeżycia po trafieniu do „Żółtej Willi”. „Żółta Willa” jest schronieniem dla żydowskich dzieci, którymi opiekuje się ojciec Pons. Tam Joseph dostaje nową tożsamość, poznaje wielu podobnych do niego, a także odkrywa, że nawet pomimo strachu życie może przynosić uśmiech.
Ogólnie rzecz biorąc, książka zapadła w mojej pamięci raczej jako powieść nijaka. Sam główny bohater nie przyciąga uwagą, a ja nie pałałam do niego szczególną sympatią. Tematyka jest całkiem interesująca, gdyż pokazuje losy żydów podczas II wojny światowej, tutaj akurat w Belgii. Myślę, że to właśnie ciekawe tło historyczne jest największą zaletą książki, a nie bohaterowie. Jedyną postacią, którą tak naprawdę dobrze zapamiętałam, a nawet polubiłam, był ojciec Pons. Autor styka ze sobą również religie – chrześcijańską i judaizm, co jest także dużym atutem książki.
Najmocniejszym punktem książki jest zakończenie, wzruszające i chwytające za serce. Powieść nie jest długa, nie ciągnie się i nie nudzi, tak więc czyta się całkiem przyjemnie. Język jakim książka jest pisana jest bardzo przyjemny.
Ciężko stwierdzić mi komu mogłabym polecić tą książkę. Będzie odpowiednia jeśli kogoś interesują losy Żydów podczas II wojny światowej, ale jestem także pewna, że znajdzie się wiele więcej ciekawszych książek o podobnej tematyce.