poniedziałek, 21 kwietnia 2014

ŚBK: Kulinarnie

Śląscy Blogerzy Książkowi niejednokrotnie pokazywali wam swoje biblioteczki. Dzisiaj zabierają was w zupełnie inne miejsce - do swoich kuchni. Posty w tym miesiącu są nieco zróżnicowane, od pokazania zrealizowanych przepisów występujących w książkach, przez przegląd powieści z kulinarnymi motywami aż do rankingu ulubionych książek kucharskich. Ponoć przez żołądek do serca, a w końcu jedzenie to nie tylko codzienność ale swojego rodzaju przyjemność.




Bardzo rzadko korzystam z książek kucharskich. Uczę się głównie w praktyce od mojej mamy z wieloletnim stażem szefa kuchni, wykorzystuje przepisy od znajomych czy z internetu, bardzo często z tumblra. Ale jeśli już z książki kucharskiej korzystam jest to "Gotowanie: zdrowo, tanio, smacznie" Alberta Zaberta. I to nie bez przyczyny.



Najbardziej cenię sobie w książce to, że przeznaczona jest zarówno dla osób początkujących, jak i tych nieco bardziej obeznanych w gotowaniu. Znajdziemy tu bardzo proste porady i przepisy (jak ugotować jajko czy jajecznice) do tych bardziej skomplikowanych i wymagających. Książka ukazuje różne wariacje dań i pokazuje jak mała zmiana może wpłynąć na całą potrawę. To bardzo zachęca do eksperymentowania i łączenia różnych smaków, później nawet bez pomocy książki.
Książka nie jest wyłącznie zbiorem przepisów. Udziela także porad w zakresie: zakupów, wyposażenia kuchni, doboru przypraw/ziół, przechowywania żywności czy metod siekania. Dla osób obeznanych w kuchni część ta z pewnością okaże się zbędna, jednak dla mnie jest równie interesująca co same przepisy i już niejednokrotnie rozwiewała moje wątpliwości.
Całość jest ubogacona zdjęciami, zazwyczaj ponumerowanymi z odnośnikami w tekście. Przepisy są przejrzyste, niejednokrotnie wypunktowane, z pogrubionymi ważnymi treściami. Dla mnie to ogromna zaleta, bo najbardziej chyba nie cierpię zbitki tekstu, w którym od razu gubię się po chwilowym oderwaniu wzroku.

Myślę, że książka to świetny pierwszy przewodnik w tajnikach jakie skrywa sztuka gotowania. To świetny pomocnik, zachęcający do dalszego własnego odkrywania. Nawet jej duży format ma zalety - strony same się nie zamykają a korzystanie z niej jest naprawdę poręczne.

czwartek, 17 kwietnia 2014

LITERATURA. Pamiętniki Wamprów. Księga pierwsza: Przebudzenie. Walka. Szał - Lisa Jane Smith - Opinia



„Pamiętniki Wampirów. Księga pierwsza: Przebudzenie. Walka. Szał” – Lisa Jane Smith







Tłumaczenie: Jaczewska Edyta, Kittel Maja

Tytuł oryginału: The Awakening. The Struggle. The Fury

Seria/cykl wydawniczy: Pamiętniki Wampirów tom 1

Wydawnictwo: Amber

Data wydania: 7 stycznia 2010

ISBN: 9788324135691

Liczba stron: 512









                Tytuł „Pamiętniki Wampirów” jest mi dobrze znany od dłuższego czasu i to nie tylko ze słyszenia. Chociaż zazwyczaj staram się wpierw zapoznać z książką, a później z jej filmową adaptacją, niejednokrotnie jest zupełnie na odwrót. Tak było w przypadku „Władcy pierścieni”, „Zmierzchu” czy „Dumy i uprzedzenia” oraz jeszcze co najmniej kilku tytuów – w tym historii Eleny i braci Salvatore. Dlatego też ciężko jest mi mówić, że przedstawiam opinię obiektywną. Patrzę bowiem na książkę przez pryzmat serialu, co nie wpływa korzystnie na jej ocenę. 


                Elena wiedzie życie jak typowa, przeciętna nastolatka. Los zgotował dla niej zarówno ciężkie chwile, ale też i momenty dobre – piękna i popularna wiedzie udane nastoletnie życie w małym miasteczku. Do czasu pojawienia się Stefano, który zmienia rzeczywistość otaczającą Elenę o sto osiemdziesiąt stopni i wciąga w niebezpieczną grę toczącą się miedzy nim, a jego bratem. Ale czy aby na pewno to właśnie Damon jest największym niebezpieczeństwem? 


                Lisa Jane Smith stworzyła bardzo prostą historię. Stara się ubogacić główny wątek, drobnymi epizodami, które tak właściwie stanowią największą akcję i nadają jej tempo. Już od początku historia jaką raczy czytelnika, wydawała mi się nierealna. Nie ma tu na myśli realności w sensie rzeczywistości, ale realności pod względem fantastyczny. Cała opowieść jest dla mnie nieco wymuszona i przerysowana. Najbardziej uwydatniają to kreacje postaci. Ciężko mówić tu o chociażby odrobinie przeciętności – są ludzie niesamowici i ci zupełnie nic nie warci, a jeśli występuje ktoś przeciętny to zazwyczaj jest to mało znacząca postać. Trudno jest wymagać przeciętności od bohaterów będących wampirami, ale mówię tutaj o całej reszcie postaci. Elena, główna bohaterka, najzwyczajniej w świecie jest niemiłosiernie irytująca. Nad wyraz pewna siebie, o wysokim, by nie rzec, za wysokim mniemaniu traci rozum i odchodzi od zmysłów, dla chłopaka praktycznie jej obcego. Idąc dalej, jej przyjaciółki pełnią tutaj rolę postaci mało co istotnych – mają tylko udzielać rad Elenie, martwić się o Elenę, mówić o Elenie, działać z Eleną, wszystko robić dla Eleny. A myślę, że postacie te mają ogromny potencjał, którego autorka zupełnie nie wykorzystała. Żywię nadzieję, że chociaż w następnych tomach nieco namieszają. Damon i Stefano, na mój gust, dobrze wypadają na tle innych bohaterów. To właśnie oni powinni być nieco przerysowani, jak osoby, których nie spotyka się na co dzień. Dla kogoś mającego styczność z chociażby niewielką ilością wampirów w innych książkach, nie wypadną zaskakująco czy oryginalnie, ale nie mogę mówić tutaj o pełnym rozczarowaniu. Może to zwyczajnie moja słabość do obrazowania jakichkolwiek relacji między rodzeństwem, która tutaj jest bardzo starannie przedstawiona, zarówno ta w przeszłości, jak i ta rozwijająca się na przestrzeni powieści. W sumie, jest to jedne z aspektów historii, który naprawdę mnie usatysfakcjonował. Opisy jakie serwuje autorka są mało zapadające w pamięć, brak im lekkości. Ciężko jest mi mówić to o ich wpływie na klimat powieści, bo najzwyczajniej klimatu tego nie odczułam. Wszystkie wydarzenia mające budować napięcie prowadzące do spektakularnego finału, do mnie nie trafiają. Książka jest przewidywalna, bez względu na znajomość serialu czy jej brak, nie zaskakuje. Po wymianie tych wszystkich wad można by wnioskować, że lektura zupełnie mnie nie zadowoliła. Mimo to nie uważam czasu poświęconego książce za zmarnowany. Czytało się zaskakująco szybko i chociaż nie jest to porażająca historia, jest lekka i w poszczególnych fragmentach przyjemna. Mogłam też ujrzeć różnice pomiędzy serialem a pierwowzorem, które nawiasem mówiąc są ogromne.


                Prawdopodobnie przy braku znajomości serialowej adaptacji tego tytułu, ocena książki byłaby bardziej łaskawa, z przymknięciem oka na niektóre niedociągnięcia. Ale serial ukazał jak wiele Lisa Jane Smith mogła stworzyć w swoich książkach, czego za brakło. Jest to pierwszy tom serii „Pamiętników Wampirów” i z pewnością sięgnę po kolejne – by przekonać się czy autorka wykorzystała ich potencjał.

niedziela, 13 kwietnia 2014

LITERATURA. Strrraszna historia: „To okropne średniowiecze” - Terry Deary oraz „Leonardo da Vinci i jego super mózg” – Michael Cox - Opinia



„To okropne średniowiecze” - Terry Deary oraz „Leonardo da Vinci i jego super mózg” – Michael Cox




 


Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska

Tytuł oryginału: Measly Middle Ages

Seria/cykl wydawniczy: Strrraszna historia

Wydawnictwo: Egmont

Data wydania: 1998 (data przybliżona)

ISBN: 83-7123-737-5

Liczba stron: 127










 


Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska

Tytuł oryginału: Leonardo da Vinci and his super-brain

Seria/cykl wydawniczy: Strrraszna historia

Wydawnictwo: Egmont

Data wydania: 2006 (data przybliżona)

ISBN: 8323788804

Liczba stron: 175











Seria „Strrraszna historia” należy do książek, które chętnie czytałam zarówno jako dziecko, czytam teraz w wieku nastoletnim i myślę, że mogę spokojnie powiedzieć, czytać będę już jako dorosła. Historia, moje ogromne zamiłowanie, otacza mnie na co dzień. Oczywiście w szkole, w czasie wolnym, ale też na wakacjach czy chociażby randkach. Także wraz z lubym postanowiliśmy pożyczyć sobie nasze tomy „Strrrasznej historii”, w zawrotnej liczbie dwóch, by oderwać się od poważnych zagadnień historycznych i zaserwować sobie dawkę dobrego humoru, nawet przy dobrze znanych nam faktach czy postaciach.



                Cyk ma w sobie swój urok – charakterystyczną formą przyciąga uwagę. Książki nie są liczne w strony i uważam, że są świetną opcją do zainteresowania dzieci historią – bo przyznaję, czytając „To okropne średniowiecze” czy „Leonardo da Vinci i jego supermózg” znów poczułam się jak dziecko. Są genialne w swojej prostocie przekazywania informacji w ciekawy, zabawnych sposób. Oczywiście, mają być głównie zachętą – myślę, że należy powstrzymać się od opierania swojej wiedzy tylko na tej serii książek. Jednym z najistotniejszych dla mnie faktów jest to, że książki nie są ciągiem zlanego tekstu, tylko posiadają o wiele bogatszą formę. Liczne ilustracje, jakieś listy, upozorowane fragmenty gazet, quizy i inne podobne bajery sprawiają, że nie sposób się przy książce nudzić. Bo nawet jeśli uważasz, że średniowiecze za niesamowicie nużącą epokę, Terry Deary pokaże ci jej dotychczas mało znane strony. Leonarda da Vinciego kojarzysz tylko z „Mona Lisą” czy „Damą z gronostajem”? Michael Cox ukazuje znacznie więcej jego talentów czy projektów i ma świętą racje mówiąc o „supermózgu”. Książki mają bawić i pokazać, że historia nie musi być nudna – jeśli tylko spojrzysz na dawne czasy z odpowiedniej strony. Rzecz jasna, jeśli zna się historię nieco lepiej niż przeciętnie można uznać, że niektóre tematy potraktowane są nieco po łebkach. Ale to zupełnie wystarczy, a może wręcz zachęci do szukania kolejnych informacji na własną rękę. Myślę zatem, że nieistotne jaką wiedze posiadasz otwierając książkę, ale to jak ją odbierzesz. Czy poszerzy twoje horyzonty, zainteresuje, rozbawi.



                W mojej skromnej biblioteczce z cyklu „Strrraszna historia” posiadam egzemplarze takie jak „Ci paskudni Aztekowie” oraz „Dramatyczne wybryki Williama Szekspira”. Do tej ostatniej wracam ze szczególną przyjemnością i całkiem często – zazwyczaj nie w całości ale do ulubionych fragmentów. Mogę przyznać, że seria jest dla mnie pewnego rodzaju lekarstwem na momenty zwątpienia, gdy mam dość nauki i pytam siebie ”Co ja robię na rozszerzeniu z historii?!” – sięgam po dobrą dawkę lekkiego humoru jaką serwują twórcy „Strrrasznej historii” i znów mogę się nią cieszyć.

sobota, 5 kwietnia 2014

LITERATURA. Wieczna księżniczka - Philippa Gregory - Opinia

Wieczna księżniczka – Philippa Gregory



 



Autor: Philippa Gregory
Tłumaczenie: Urszula Gardner 
Tytuł oryginału: The Constant Princess 
Seria/cykl wydawniczy: Cykl Tudorowski tom 1 
Wydawnictwo: Książnica, Katowice 
Data wydania: 2010 (data przybliżona) 
ISBN: 978-83-245-7884-9 
Liczba stron: 552










To, ile tak naprawdę wiemy o historycznych postaciach to znikome szczątki pełnej układanki. Znamy fakty i wydarzenia, ewentualne przyczyny i skutki. Podejrzewamy motywy i pobudki. Nigdy jednak nie możemy otrzymać całej prawdy, bo nigdy w pełni nie poznamy charakteru, odczuć i myśli danej osoby. Nawet przy okazji pisania dzienników czy pamiętników pozostaje pewne ziarnko niepewności. Philippa Gregory zmieniła mój sposób postrzegania Katarzyny Aragońskiej. Z słabej, niepotrafiącej utrzymać własnej pozycji przerodziła się w dumną i walczącą o swoje władczynię. I nie ważne, która z tych wersji jest historycznie prawdziwa. Ważne, że dzięki autorce mogłam nauczyć się pewnego rodzaju zrozumienia dla innych.

Catalina Aragońska to córka jednych z najbardziej wpływowych monarchów swoich czasów – Ferdynanda Aragońskiego i Izabeli Kastylijskiej. Wiedziona swoim przeznaczenia trafia ze słonecznej Hiszpanii do pochmurnej Anglii, gdzie zmierzyć się będzie musiała również z oziębłością ludzkich serc. Nowa ojczyzna staje się miejscem nadziei, rozczarowań ale i radości.

„Wieczna księżniczka” jest drugą książką Philippy Gregory na jaką miałam okazję trafić, a tym samym drugą dobrze znaną mi historią, która niejednokrotnie mnie zaskoczyła. Odczuwam, że najważniejszym aspektem książki autorki nie są wydarzenia, a cała reszta detali tworzących powieść. Najbardziej interesujące stają się dla mnie kreacje bohaterów, którzy na przestrzeni kartek zmieniają się poprzez wpływ innych osób, zaistniałe wydarzenia czy też własne doświadczenia. Na pierwszym miejscu stawiam tutaj naszą tytułową księżniczkę, która na oczach czytelnika przeradza się z bezradnej młódki, w dojrzałą, pewną swoich decyzji kobietę. Pisarka stosuje ciekawy zabieg zmiany narracji, przez co wydarzenia poznajemy zazwyczaj z perspektywy trzecioosobowej, a przemyślenia i refleksje Katarzyny z jej własnego punktu widzenia. Myślę jednak, że poniektóre opisy stawały się dla mnie za długie, tym samym zwalniając wartkość akcji. Przy tak dużej ilości stron, sądzę że powieść nie ucierpiałaby na uszczupleniu niektórych zobrazowań. Nawet jeśli autorka daje się ponieść fantazji niekoniecznie trzymając się kurczowo faktów historycznych, tworząc świetną opowieść można wybaczyć drobne nieścisłości. Podoba mi się przedstawione w książce podejście do odmiennych nacji, w rodzaju pewnego kontrastu. Widzimy podejście zarówno Anglików, Hiszpanów oraz Maurów, w których wyraźnie można odnotować znaczące różnice. Henryk VIII, mający znaczenie kluczowe w historii Katarzyny Aragońskiej, w powieści Philippy Gregory zdaję się schodzić na drugi plan, co ukazuje wydarzenia z nowego, świeżego punktu widzenia rozsądnej władczyni, która stopniowo zaczyna grać pierwsze skrzypce na angielskim dworze.

Po kolejnym spotkaniu z twórczością Philppy Gregory mogę stwierdzić, że z pewnością sięgnę po kolejne tomy tworzące cykl tudorowski oraz inne powieści autorki. Pisarka wydaje się świetnie czuć w klimatach dworskich intryg, szeleszczących sukni i ogromnych angielskich pałacach i kreuje znane historie w zupełnie nowe, dotychczas niezauważone losy tworzone przez szereg detali otaczających bohaterów.