poniedziałek, 29 października 2012

LITERATURA. Happy End - Katherine Stone - Opinia



Happy End – Katherine Stone







Autor: Katherine Stone
Tłumaczenie: Marta Dmitruk
Tytuł oryginału: Happy endings
Seria/cykl wydawniczy: Wszystko dla pań
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: 2000
ISBN: 83-7245-268-7
Liczba stron: 238







              Książkę wypożyczyłam właściwie dla mojej mamy. Nie wybrała ona konkretnego tytułu bądź autora i była ona po prostu pierwszą, po którą sięgłam. Jednak po dość dobrej rekomendacji mej rodzicielki, postanowiłam przetestować ją na własnej skórze.

                Dwie kobiety, na pozór swoje zupełne przeciwieństwa, połączy naprawdę wiele. Obie czują strach, skrywają swe tajemnice i pragną wybawienia od prześladujących ich wspomnień. Jak połączą się ich losy? Czy życie pozwoli im wreszcie spokojne odetchnąć?

       Zadziwiła mnie wielowątkowość w książce z tak małą liczbą stron. Wszystkie przeplatające się ze sobą historie tworzą niesamowitą całość. Nie liczyłam na jakieś szczególnie zwroty akcji i porywające opowieści, mimo to nie zawiodłam się. Autorka skupia się głównie na uczuciach jakie przepełniają nasze bohaterki, nie są to jednak nużące opisy przeżyć wewnętrznych. Myślę, że dobre dla fabuły było częste zmiany miejsc w jakich toczyła się akcja. Urozmaicało to bardzo opisy, które świetnie obrazowały mroźny Kodiak, zabiegane Los Angeles lub całkiem spokojne jak na miasto Seattle. Sami bohaterowie, mimo swej liczności byli starannie dopracowani, dający się polubić. Z czystą przyjemnością śledziłam ich losy. Jedyne na co mogę się poskarżyć, to całkiem spora przewidywalność, która w książkach tego typu jest dość często spotykana. Nie żałuję jednak czasu poświęconego lekturze, która może nie jest zbyt wybitną pozycją, aczkolwiek dobrą do odprężenia się opowieścią.

             Książkę polecam dla kogoś, kto szuka lekkiej lektury, w pewnym stopniu romansu, choć nie gra on tu głównych skrzypiec. Czytacie podobne książki? A może nudzą was swoim powtarzającym się schematem? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.  




niedziela, 21 października 2012

LITERATURA. Jan Kochanowski - Fraszki i Treny - ulubione.




Ponieważ ostatnimi czasy, chcąc,  nie chcąc, musiałam przebrnąć przez fraszki i treny Jana Kochanowskiego, dzisiaj szybki post przedstawiający po jednym z nich. Choć renesansowy poeta zdecydowanie nie należy do moich ulubionych, to utwory, które tutaj przedstawię, bardzo przypadły mi do gustu. 


79. O DOKTORZE HISZPANIE
„Nasz dobry doktor spać się od nas bierze, 
Ani chce z nami doczekać wieczerze”.
„Dajcie mu pokój! najdziem go w pościeli,
A sami przedsię bywajmy weseli!”
„Już po wieczerzy, pójdźmy do Hiszpana!”
„Ba, wierę, pójdźmy, ale nie bez dzbana”.
„Doktorze, puszczaj, towarzyszu miły!”
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły.
„Jedna nie wadzi, daj ci Boże  zdrowie!”
„By jeno jedna” - doktor na to powie. 
Od jednej przyszło aż więc do dziewiąci,
A doktorowi mózg się we łbie mąci.
„Trudny – powiada – mój rząd z tymi pany:
Szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany”.




TREN XVII

Pańska ręka mię dotknęła,
Wszytkę mi radość odjęła:
Ledwie w sobie czuję duszę
I tę podobno dać muszę.

Lubo, wstając, gore jaśnie,
Lubo, padnąc, słońce gaśnie,
Mnie jednako serce boli,
A nigdy się nie utoli.

Oczu nigdy nie osuszę - 
I tak wiecznie płakać muszę!
Muszę płakać! - O mój Boże,
Kto się przed Tobą skryć może?

Prózno morzem nie pływamy, 
Prózno w bitwach nie bywamy:
Ugodzi nieszczęście wszędzie,
Choć podobieństwa nie będzie.

Wiodłem swój żywot tak skromnie, 
Że ledwo kto wiedział o mnie,
A zazdrość i złe przygody
Nie miały mi w co dać szkody

Lecz Pan, który, gdzie tknąć, widzi
A z przestrogi ludzkiej szydzi,
Zadał mi raz tym znaczniejszy,
Czym-em już był bezpieczniejszy.

A rozum, który w swobodzie
Umiał mówić o przygodzie,
Dziś ledwie sam wie o sobie:
Tak mię podparł w mej chorobie.

Czasem by się chciał poprawić,
A mnie ciężkiej troski zbawić,
Ale gdy siedzę na wadze,
Żalu ruszyć nie ma władze. 

Próżne to ludzkie wywody,
Żeby szkodą nie zwać szkody;
A kto się w nieszczęściu śmieje,
Ja bych tak rzekł, że szaleje.

Kto zaś na płacz lekkość wkłada,
Słyszę dobrze, co powiada;
Lecz się tym żal nie hamuje, 
Owszem, więtszy przystępuje. 

Bo, mając zranioną duszę,
Rad i nierad płakać muszę,
Co snać nie cześć, to ku szkodzie
I zelżywość serce bodzie.

Lekarstwo to, prze Bóg żywy,
Ciężkie na umysł troskliwy!
Kto przyjaciel zdrowia mego,
Wynajdzi co wolniejszego!

A ja zatym łzy niech leję, 
Bom stracił wszystkę nadzieję,
By mię rozum miał ratować;
Bóg sam mocen to hamować.

(Według „Fraszki, Pieśni, Treny” Jan Kochanowski, Wydawnictwo Zielona Sowa)



Lubicie twórczość Jana Kochanowskiego? Maci jego ulubione utwory? A może wręcz przeciwnie? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach. 


środa, 17 października 2012

LITERATURA. Obiecaj mi raj - Connie Brockway - Opinia


Obiecaj mi raj - Connie Brockway





Autor: Connie Brockway
Tłumaczenie: Anna Palmowska
Tytuł oryginału: Promise me heaven
Seria/cykl wydawniczy: Romans Historyczny
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: 2009
ISBN: 9788324133932
Liczba stron: 312








Po książkę sięgnęłam zupełnie przypadkowo. Rzucająca się w oczy lecz przyjemna okładka, przyciągnęła moją uwagę. I choć tytuł nie był zbyt chwytliwy, opis lekko mnie zaintrygował. Niesamowite jak często zwykły przypadek może nas choć odrobinę uszczęśliwić i tak też było w przypadku tej książki.

Historia rozpoczyna się w momencie przybycia Lady Catherine Sinclar w okolice zamieszkałe przez brata jej ojczyma. Już od początku, zarówno przybyłą jak i gospodarza spotykają zaskakujące niespodzianki. Sama wizyta młodej damy, wzbudza wiele kontrowersyjnych odczuć i zapoczątkowuje serię nieprzewidzianych wydarzeń.

Po dwóch ostatnich książka Jane Austin jakie czytałam, naprawdę dobrze było zamienić jej niewinne i spokojne powieści, na coś nieco bardziej barwnego. Utwór Connie Brockway zdecydowanie nie można nazwać niewinnym, ale bliższy nam, zwykłym czytelnikom. Z książki aż wypływają uczucia, a bohaterzy mają naturalne ludzkie odruchy. Nie są to wyimaginowane, nierealne postacie, lecz charaktery z wadami i słabościami, takie jak nasze. Sądzę, iż jest to niepodważalna zaleta książki, ponieważ niewyidealizowane postacie są bliższe nam, odbiorcom lektury. Sama historia, choć jest typowym historycznym romansem, jest przedstawiona w bardzo ciekawym świetle. Może wydawać się to sprzeczne, lecz jednak tak właśnie to odebrałam. Myślę, że autorka miała niezwykle absorbujący pomysł. Wykorzystała jego potencjał w pełni, tak samo jak umiejscowienie akcji w napoleońskiej Europie. Zabawne fragmenty znacznie umilały lekturę, choć znalazły się również smutne momenty. Niezaprzeczalnie, pisarka umiała oddać nastrój sytuacji i wzbudzić w czytelniku odpowiednie emocje czy też budować napięcie. Nie mam także nic do zarzucenia opisom wyglądów zewnętrznych czy też krajobrazów i przyrody, ładnie wpasowały się w całość. Przyznam, że podobały mi się, krótkie, zwięzłe acz dokładne opisy strojów głównej bohaterki. Sama Catherine jest całkiem ujmującą postacią, nieco zwariowaną i zakręconą czym zdobyła moją sympatię.

Choć temat powieści nie jest może do końca innowacyjny, to jest to opowieść dość błyskotliwa i wciągająca. Książka godna polecenia, dla kogoś kto chce odprężyć się po ciężkim dniu przy lekkiej lekturze. Ja sama spędziłam miły czas przy powieści i w żadnym wypadku nie nazwę go zmarnowanym. 

sobota, 6 października 2012

LITERATURA. Mini jesienny stosik.








Dzisiaj stosik w wersji bardzo okrojonej, dwie książki kupione oraz dwie wypożyczone.




Jakość bardzo słaba, gdyż zdjęcie robiłam wieczorem, 
a bateria w aparacie padła po pierwszych dwóch próbach i tak już zostało.






Od dołu:
"Obiecaj mi raj" - Connie Brockway (Opinia już wkrótce)
"Opacrwo Northanger" - Jane Austen (Opinia)
"Tancerka Mao" - Qiu Xiaolong - Kupiona w Matrasie, za okazyjne 9, 90. (Jeszcze nieprzeczytana)
"Cytadela Autarchy" - Gene Wolfe - Również kupiona w Matrasie za 5 zł. Niestety dopiero w domu zorientowałam się, że jest to czwarta część serii, a obecnie nigdzie pierwszej nie potrafię znaleźć.


Przepraszam, iż dwie książki są do góry nogami, ale to już u mnie chyba swoista tradycja. 

poniedziałek, 1 października 2012

LITERATURA. Opactwo Northanger - Jane Austen - Opinia

Opactwo Northanger - Jane Austen







Autor: Jane Austen
Tłumaczenie: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Tytuł oryginału: Northanger Abbey
Cykl wydawniczy: Klasyka Powieści
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1996 (data przybliżona)
ISBN: 83-86868-53-8
Liczba stron: 234








            Oczarowana „Dumą i uprzedzeniem” również autorstwa Jane Austen pofrunęłam niezwłocznie do miejskiej biblioteki po kolejną książkę tejże pisarki. Jakże okrutne było moje rozczarowanie gdy czekałam na powieść równie interesującą co przygody panien Bennet.

            Katarzyna Morald, siedemnastoletnia pełna marzeń i nieco bujająca w obłokach dziewczyna, wyjeżdża do Bath wraz z państwem Allen. Miasteczko pełne atrakcji jest idealne do odświeżenia starych i nawiązania nowych znajomości. Czy naiwność młodej bohaterki nie będzie dla niej zgubna? Los postawi przed Katarzynom wiele osobistości, a panna Morald będzie musiała nauczyć się rozróżniać szczerą przyjaźń od fałszywego zainteresowania.

            Nie ukrywam, iż praktycznie przez całą akcje powieści, nie umiałam zrezygnować z porównywania książki z wyżej wymienioną „Dumą i uprzedzeniem”. Fabuła jest na znacznie niższym poziomie niż ta z ostatniego utworu Austen jaki przeczytałam. Jako parodia gotyckiej powieści powinna rozbawić czytelnika, mnie tymczasem nieco irytowała. Wiele sytuacji odbierałam jako stworzone na upór, więc całość wypadła niezbyt realistycznie. Same dialogi, a także całe mnóstwo monologów, czytało się niezaprzeczalnie ciężko. Wszystkie rozmyślania były wręcz mdłe i osobiście nie skłoniły mnie do żadnej głębszej refleksji. Autorka zdecydowanie nie wykorzystała całego potencjału fabuły, a już najbardziej zawiodłam się na tytułowym opactwie. Same opisy były całkiem przyswajalne, nie powalały ale nie spowalniały jeszcze bardziej akcji, a dopełniały obrazu powstającego w wyobraźni czytelnika. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o postaciach. Nie będzie to przesadą gdy powiem, iż nie znalazłam ani jednego bohatera, którego potrafiłabym obdarzyć sympatią. Nie oczekuję od postaci idealności, rzekłabym że wręcz przeciwnie, ale charaktery w tej opowieści były dla mnie drażniące po przez swoją naiwność, zarozumiałość czy zwykłą głupotę. Wszystkie te czynniki, choć mogą wydawać się bardzo potępiające, nie oznaczają, iż nie odnalazłam przyjemności przy tej lekturze. Całość jednak byłaby zapewne znacznie lepsza z większą ilością akcji, a mniejszą liczbą monologów i rozważań.


            „Opactwo Northanger” jest znacznie słabszą powieścią niż „Duma i uprzedzenie”. Moja ocena byłaby prawdopodobnie łagodniejsza, gdyby to przygody Katarzyny były pierwszą historią Jane Austen jaką przeczytałam. Tymczasem, okrutną prawdą jest, iż jeśli ktoś zaprezentował wyskoki poziom, to takich rezultatów od niego oczekujemy. A może książka nie jest po prostu przeznaczona dla osób z podobnym poczuciem humoru do mojego.