niedziela, 15 stycznia 2017

Podróże: Dania - Borholm

Niezwykle ciężko jest mi uwierzyć, że od mojej ostatniej (a jednocześnie pierwszej) wizyty w Danii upłynęło już dwa i pół roku. Czas ucieka przez palce, ale mimo to chcę przedstawić wam krótką relację z naszego jednodniowego wypadu na wyspę Borholm. Myślę że na fali mody hygge, Dania będzie w tym roku często obieranym kierunkiem wakacyjnych i wypoczynkowych podróży. Ja zaś poznałam hygge, zanim jeszcze wiedziałam że istnieje - w samej Danii!





Nasza wycieczka do Danii przypadła na przedostatnią niedzielę sierpnia 2015 roku. Z pewnością wybierając się powtórnie na wyspę nie wybrałabym podobnego terminu - niedziela, choć bardzo spokojna na wyspie, uraczyła nas zamkniętymi drzwiami prawie że wszędzie - jedyne co było otwarte to: kościół, jeden supermarket, dwie kawiarnie, lodziarnia i mała budka z pamiątkami. I tyle! Na Borholmie z pewnością można odpocząć od rzeczywistości.


Na wyspę dostaliśmy się płynąc statkiem z Kołobrzegu. Bornholm leży około 100 kilometrów od Kołobrzegu, a rejs trwa 4,5 godziny w jedną stronę. Statek, który płynęliśmy był świetny - bardzo wygodny, z restauracją, dwoma zewnętrznymi pokładami, wyświetlanymi filmami w trakcie podróży czy możliwością przewożenia roweru za dodatkową opłatą. Niestety, żaden ze mnie wilk morski, bowiem większość podróży usiłowałam spędzić śpiąc, gdyż było mi bardzo mdło. Zaledwie na parę chwil wyszliśmy na zewnątrz by zrobić kilka zdjęć przy otwarty morzu, ale nawet już w drodze powrotnej nie miałam siły by podziwiać zachodzące za horyzontem słońce.


Mimo to szczerze przyznaję że warto było przecierpieć chorobę morską by spędzić dzień w tak uroczym miejscu jak Nexo. Okolica do której zawitaliśmy zadawała się pozostawać w uśpieniu. Spotkanych ludzi można policzyć na palcach jednej ręki, od czasu do czasu przemknął gdzieś jakiś retro samochód. Na Borholm warto zabrać ze sobą rower, my jednak postawiliśmy na pieszą wędrówkę i spędziliśmy dzień zupełnie odcięci od rzeczywistości - bez telefonów, internetu, poczucia czasu. 



Rozpoczęliśmy od krótkiej przechadzki po niesamowicie uroczym porcie. Z pewnością mieszkańcy tej wyspy niejednokrotnie wypływają swoimi motorówkami na Bałtyk, co wydaje mi się być świetnym sposobem spędzenia czasu wolnego - nawet mimo choroby morskiej! Aż żal mieszkać w górach zamiast nad morzem. Całe miasteczko sprawiało wrażenie niesamowicie czystego i zadbanego. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie również poziom języka angielskiego mieszkańców - pan obsługujący w budce z pamiątkami, w dość sędziwym wieku, rozmawiał ze mną bez najmniejszego zająknięcia, a do tego był niesamowicie sympatyczny! Choć zamieniłam zaledwie parę słów z kilkoma Duńczykami, naród ten sprawia wrażenie bardzo otwartych, ciepłych i uczynnych. 


Dużo spacerowaliśmy po okolicy. Duńskie domi są niesamowicie urocze - zarówno te, które zdają się mieć już całkiem spory szmat czasu za sobą, jak i te względnie nowe. Od kiedy pamiętam podobał mi się styl skandynawski we wnętrzach, po wizycie w Danii tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu. Do tego zadbane ogródki, szum morza w oddali i spokój, spokój, spokój. 



Wędrując przez Nexo dotarliśmy do rezerwatu ptaków, który dopełniał uroku wyspy. Prowadzi wzdłuż niego ścieżka rowerowa, my przeszliśmy tylko kawałek trasy i zawróciliśmy z powrotem do miasta. Zwiedziliśmy również miejscowy kościół pod wezwaniem św. Mikołaja z przełomu XV i XVI wieku. W kościele można było zabrać ulotki z historią tego miejsca - również w języku polskim. Bardzo zaskoczył mnie cmentarz otaczający kościół - przypomniał raczej różany ogród niż miejsce pochówku. Myślę, że to bardzo piękny sposób nie tylko zagospodarowania przestrzeni, ale i pielęgnowania pamięci o zmarłych bliskich, w miejscu spokojnym i przyjaznym, a nie budzącym grozę. 


W Danii jadłam też najpyszniejsze lody w całym moim życiu - jagodowe, oczywiście, domowej roboty. Wstąpiliśmy też do sklepu by rozeznać się nieco w miejscowych specjałach i cenach i zakupiliśmy między innymi opakowanie cukierków wyprodukowanych w Svaneke - innej miejscowości z wysypy Borholm, nawiasem mówiąc, niemiłosiernie słonych! Pozostały czas przeznaczyliśmy na błogim lenistwie na nabrzeżu, podziwianiu morza i rozkoszowaniu się ciszą. Hygge to nie tylko moda. To zdecydowanie styl życia Duńczyków, którego możemy od nich się uczyć by tak samo jak oni, odnajdywać szczęście w małych rzeczach. 


Jeżeli tylko będziecie mieć okazję odwiedzić Borholm - nie wahajcie się ani chwili! Ja z utęsknieniem czekam by powrócić w to miejsce i zobaczyć jeszcze co innego oferuje Dania.

1 komentarz:

  1. Też chętnie wybrałbym się w taką podróż! Rejs brzmi bardzo interesująco ale choroba morska niezbyt mnie zachęca ;D

    OdpowiedzUsuń