piątek, 15 listopada 2013

LITERATURA. Namiętność po zmierzchu - Sadie Matthews - Opinia

Namiętność po zmierzchu – Sadie Matthews







Autor: Sadie Matthews
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska
Tytuł oryginału: Fire After Dark
Seria/cykl wydawniczy: Fikcja
Wydawnictwo: Hachette
Data wydania: 15 stycznia 2013
ISBN: 9788377399804
Liczba stron: 328









Za oknem chlapa, w sercu jesienna chandra, czemu nie sięgnąć po coś rozgrzewającego? I bynajmniej nie mówię tu o niejakiej herbacie z prądem, ale o gorącej powieści, która poruszy najuboższą wyobraźnie czytelników. A jeśli masz ją bogatą... sięgasz po książkę na własną odpowiedzialność.


Nie jeden z nas marzy czasem wyrwać się z otaczającej na rzeczywistości – tak po prostu, zacząć w nowym miejscu, z czystym kątem, a może nawet całkiem inną kreacją samego siebie. Nie zawsze starcza nam to odwagi. Beth po ciężkich przejściach decyduje się na radykalny krok, a kilka tygodni w Londynie może odmienić cały jej dotychczasowy pogląd na świat, a może i osobowość.


Nigdy nie czytałam tego typu powieści, których po sukcesie „Pięćdziesięciu twarzy Greya” mogliśmy obserwować wysyp na rynku. I nie do końca rozumiałam ich fenomen – będąc szczerą, nie rozumiem dalej. Twór autorki, mówiąc kolokwialnie, nie jest ani dobrym porno, ani dobrym romansem. Swoista hybryda, zdecydowanie nie spełniła moich oczekiwań.


Powieść rozpoczyna się całkiem interesująco – Londyn, młoda dziewczyna, jakieś dramaty z przeszłości, to wątki które aż proszą się by stworzyć z nich świetną historię. Co robi jednak pisarka? W dużej mierze serwuje najbardziej oklepane i przewidywalne rozwiązania. I bynajmniej nie potrzebna jest tutaj wnikliwa obserwacja i rozważania czytelnika, który mógłby cieszyć się, że potrafił odgadnąć kolejne wydarzenia skomplikowanej fabuły. Linia fabularna jest do bólu prosta i spłycona, tak jak i wątki poboczne, które można by było znacznie bardziej rozbudować i ubarwić. Myślę, że samo to wpłynęłoby już na wartkość akcji i przyciągnięcie uwagi. Tymczasem, czytając odczuwałam niejednokrotnie znużenie: tego można było się spodziewać, to znów się powtarza, a tamto jest najbanalniejszym pomysłem. Ciężko by mówić o odczuwaniu jakiś szczególnych emocji, może poza zniesmaczenie w jednym, najbardziej drastycznym momencie książki. Punkt kulminacyjny jest całkiem spektakularny, ale te kilka stron nie wynagradza mierności reszty książki. Nie zapominam także o bohaterach, do których nie potrafiłam poczuć ani krzty sympatii. Główne postacie są niesamowicie schematyczne i w dużej mierze przerysowane, a pozostałe bardzo słabo przedstawione. Szkoda, gdyż mogliby narobić sporo zamieszania i fermentu w lekturze. Historia Beth nie jest znów tak bardzo monotonna, lecz na pewno naiwna i mało realistyczna. Pisarka opowiada ją lekkim, płynnym stylem, niezbyt bogatym, ale wydaje mi się, że charakterystycznym dla czytadeł, które zapomnimy miesiąc po odłożeniu książki. Nie odczuwam tego jako negatywną cechę, ale bardziej jako neutralną. Co jest zatem pozytywne? Z pewnością wspomniany punkt kulminacyjny, jedyny moment mogący poruszyć czytelnika, a także umiejscowienie akcji w malowniczym Londynie. Autorka całkiem nieźle wykorzystała lokalizacje, która stanowiła świetne tło dla akcji.


Myślę, że jeśli ktoś koniecznie szuka erotycznego, gorącego opowiadania, to w internecie można znaleźć o wiele lepsze i równie długie fanfictions. Przeznaczenie pieniędzy na tą marną opowieść jest dla mnie nieco śmieszne, gdy na półkach w księgarni czeka tyle wartościowych, ale i lekkich powieści.



1 komentarz:

  1. Może po przeczytaniu 50 twarzy Greya skuszę się po tą książkę. Kilka razy już słyszałam o niej. Ale może się zastanowię, bo skoro można znaleźć lepsze książki.

    OdpowiedzUsuń