niedziela, 4 października 2015

Witamy w klasie maturalnej! #2 Czas, miejsce, akcja!

Moment, w którym uświadomisz sobie, że właśnie zaczął się październik, twoja deklaracja maturalna jest już wypełniona, a ty w sumie to nic nie wiesz (Jon Snow!), sprawi, że to niedzielne popołudnie stanie się gorsze od poniedziałkowego poranku. Ale kiedy wziąć się do roboty, jeśli nie w piękny dzień, świetnie reprezentujący polską złotą jesień! W szczególności, że albo zaczniesz teraz, albo nigdy - dosłownie nigdy, bo w przyszłym tygodniu startują nowe sezony czterech świetnych seriali.
Dzisiejszy post należy do tych z kategorii motywacja. Jeśli masz syndromy studenta przed sesją (bo przecież nie można się uczyć, kiedy mieszkanie jest nieposprzątane, babcia nieodwiedzona i w sumie to przydało by się jeszcze formata strzelić), tak jak ja, spójrz na siebie krytycznym okiem, bo przecież i tak wiesz, że się oszukujesz. Koniec z tym!




MIEJSCE

Jest takie miejsce w moim domu, które należy tylko do mnie. To, oczywiście, mój pokój. Moje małe królestwo, urządzone w moim stylu, w odpowiadających mi kolorach, z każdą pierdołką, która jest na swoim miejscu. Miejsce, w którym co chwila panuje chaos, chociaż nie cierpię nieporządku. To już dla mnie swoisty rytuał. Podczas sprzątania, równocześnie słuchając odpowiadającej humorowi muzyki, planuję kolejne podpunkty do zrealizowania, układam plany, snuje rozwiązania problemów i oddaję się przemyśleniom egzystencjonalnym. To czas, w którym się "wymyślam", a następnie mogę się spokojnie skoncentrować, bez zaprzątania sobie głowy niepotrzebnymi sprawami. Dwie pieczenie na jednym ogniu. 

Przyznaj się również przed sobą, że jeśli uczysz się w łóżku, pod ciepłą kołderką, leżąc na wygodnej poduszce, albo CO GORSZE, czytasz nudną lekturę, czekasz tylko na ten moment, kiedy oczy same ci się zamkną, a ty odpłyniesz w cudowne objęcia morfeusza. Rusz więc zgrabne cztery litery spod cieplutkiego koca i znajdź inne miejsce. Możesz wybrać, tak jak ja, mainstreamowe biurko, podłogę, taboret w kuchni, a w ciepłe dni ławkę w ogrodzie. Byleby nie było sennie. 

To sprowadza nas do kolejnego podpunktu, będącego jednocześnie lekką odskocznią od poprzedniego. Kiedy siadam do biurka, a w mojej głowie pojawia się napis "Teraz pracujemy", zdaję się niekiedy na własną intuicję. Najgorsze, co może mnie dopaść to rutyna. Uwielbiam uporządkowany harmonogram dnia, ale zmiany i spontaniczne pomysły to moje małe słabostki, którym się chętnie oddaje. I kiedy siedząc przy biurku okazuje się, że moja kreatywność, cierpliwość, motywacja, są na wyczerpaniu, zmieniam na krótko parę rzeczy. Dziś odniosę się tylko do miejsca. Broń Boże, nie zmieniam biurka na łóżko, chodzi tu raczej o: inne oświetlenie, atmosferę, ciszę bądź jej brak. 

Musimy sobie bowiem przede wszystkim zdać sprawę z tego, co nas rozprasza, denerwuje, irytuje w miejscu, w którym pracujemy. Może twoim rozwiązaniem będzie przestrzeń bez żadnych gadżetów, upiększaczy na widoku. Albo najlepiej pracuje Ci się w artystycznym nieładzie panującym wokół. Metodą prób i błędów wypracuj swoje miejsce. Na moje składa się: duże biurko, które musi być czyste, bo inaczej będę się irytować, dobra lampka, bo w moim pokoju jest wiecznie ciemno, laptop pod ręką, z sięgającym do niego kablem od drukarki, długopisy, karteczki i inne przydatne rzeczy, w tym potrzebne książki nie dalej niż jeden krok od biurka, kilka osobistych rzeczy jak zdjęcia, świeczki, kwiaty w wazonie, które zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój.   

I trochę inspiracji na koniec, jak można zaaranżować swoje miejsce pracy: (Źródło: tumblr.com)
















3 komentarze:

  1. Post dość trafiony, choć nie jestem w klasie maturalnej, a trzeciogimnazjalnej. Ispiracje super, brałaś z internetu czy tumblra ? :)
    http://world-by-ous.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post! Nareszcie znalazłem swój własny kąt w pokoju :)

    OdpowiedzUsuń