niedziela, 22 listopada 2015

PODRÓŻE. Austria: Wiedeń

Kiedy za oknem widnieje szary, deszczowy listopad, ja wracam wspomnieniami do cudów rozkwitającej zieleni. Rozkwitającej zieleni... w mieście. Konkretnie bowiem myślami wracam do Wiednia, który miałam okazję odwiedzić w czerwcu bieżącego roku. Z pewnością to jedna z najlepszych podróży, jaką miałam okazję odbyć tego roku, co więcej również bardzo dla mnie sentymentalna - ostatnia, więcej niż jednodniowa wycieczka szkolna w mojej uczniowskiej karierze. 

Kunsthistorisches Museum





Zanim jeszcze dotarłam do Wiednia, w głębi serca wiedziałam już, że miasto to pokocham od pierwszego wejrzenia. Może ze względu na wszechobecny kult cesarzowej Sissi, jednej z najbardziej fascynujących mnie figur w historii? Będąc humanistą jak można nie zakochać się w miejscu tak pełnym sztuki, bajecznej architektury, niesamowicie estetycznym otoczeniu, przepełnionym historią i kulturą. 

Jeden z przypałacowych ogrodów w Schönbrunnie

Wizyta w Wiedniu była niczym fantastyczny sen dla mnie, jako osoby pochłoniętą historią Elżbiety Bawarskiej. Dane mi było zobaczyć nie tylko pałace, w których bywała, kościół, w którym brała ślub, ale także suknie przez nią noszone, czy karety, od tej, którą podążała do kościoła by zawrzeć związek małżeński z cesarzem Austrii, po karetę, którą odbyła swą ostatnią podróż. Oczywiście, oprócz tego po drodze spotkałam całe mnóstwo pomników Sissi, nie wspominając o niesamowitej ilości pamiątek z wizerunkiem cesarzowej. A wszystko to, ku mojej coraz to większej radości. 

Powozownia w pałacu Schönbrunn
W Wiedniu po raz pierwszy dane mi było ujrzeć liczne dzieła niesamowitych malarzy. W Albertinie (okazało się iż założycielem galerii był książę Sasko-Cieszyńsk, jako uczennicy cieszyńskiego LO bardzo ta wiadomość mnie ucieszyła) mogłam zobaczyć całą wystawę Monet bis Picasso - zbiór dział Moneta urzekł mnie swym delikatnym stylem utrzymanym w typowo impresjonistycznej konwencji. Gdybym tylko mieszkała w Wiedniu z pewnością odwiedzałabym Albertinę wraz z każdą nową wystawą. W Belwederze, poza pałacowymi komnatami, mogłam podziwiać między innymi działa Klimta, w tym słynny "Pocałunek". Dzięki Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu po raz pierwszy mogłam ujrzeć na żywo obrazy Rubensa, Rafaela Santi, Caravaggio'a, Rembrandta czy Bruegela, a także całą gamę świadectw historii starożytnych cywilizacji, w tym dziwa takie jak np. mumia krokodyla.

Belweder
Powszechnie wiadomo, że klasowe wycieczki mają swe wady i zalety, a w Wiedniu odkryłam chyba jedną z największych. Podczas każdorazowego przechodzenia przez przepiękne wiedeńskie parki, żałowałam że nie  mogę zwyczajnie usiąść na trawie z pysznym latte macchiato i dobrą książką i w cieniu drzew schronić się przed czerwcowym upałem. W ostatni dzień udało nam się nieco nadrobić te przyjemności, którymi musieliśmy obejść się smakiem i spędzić chwilę pośród zieleni z przepysznymi lodami z lodziarni Zanoni & Zanoni. Koniecznie spróbujcie ich wyrobów, lepsze lody jadłam chyba tylko będąc w Danii. 




W stolicy Austrii podziwiałam nie tylko świetną aranżację miejskiej zieleni, ale także architekturę niczym z bajki. W Wiedniu nowoczesność płynnie przeplata się z historią i tradycją, co odzwierciedlają otaczające nas budynki. Z pewnością jednym z najbardziej interesujących obiektów pod względem architektonicznym jest Hundertwasserhaus.

Hundertwasserhaus

Ale Wiedeń to nie tylko sztuka, architektura i historia. Wiedeń to miejsce pełne życia, gdzie pragnie się oddychać pełną piersią. Ulice obłędnie drogich butików przyciągają wzrok do każdej sklepowej witryny prezentując ekstrawagancką modę. Mijający je ludzie zadają się celebrować każdy swój krok z łatwo osiągalną dla miejscowych nonszalancją, znajdując w swoich napiętych grafikach czas na wiedeńskie kawy w przydrożnych kawiarenkach. Prater tętni życiem od rana do wieczora pozwalając wrócić nam, nieco już wyrosłym dzieciakom, do beztroskich lat dzieciństwa. Ostatni raz patrze na Wiedeń zza szyby autobusu. I nie wiem już sama, czy wtedy bardziej marzyłam by móc już spokojnie zasnąć po szalonej nocy jak na licealistów przystało, czy o tym by jeszcze tam wrócić. 

Glorieta i Fontanna Neptuna w tle 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz