poniedziałek, 18 kwietnia 2016

PODRÓŻE: Kraków 2016


Kraków odwiedziliśmy na zaledwie trzy dni podczas tegorocznych ferii zimowych. Cele? Całkiem sporo, bo aż trzy:
  • oderwać się od szkolnej rzeczywistości przedmaturalnej 
  • pokazać swojej drugiej połowie dlaczego tak bardzo Kraków uwielbiam 
  • spędzić trochę czasu tylko we dwoje, tak jak lubimy - trochę błogiego lenistwa, sporo aktywnego wypoczynku



Plan zwiedzania był raczej typowo turystyczny i dostosowany dla osób, które Krakowa zupełnie nie znają, a poznać chcą. Dzień pierwszy obfitował zatem w zwiedzanie Kościoła Mariackiego, Kazimierza, czyli dzielnicy żydowskiej, w tym Synagogi Tempel, a także Bazyliki Bożego Ciała, do której wstąpiliśmy przyciągnięci przez jej monumentalność. Nie obyło się również bez wieczornego spaceru z Kazimierza aż po Wawel i ulicę Grodzką, na której wpadliśmy na młodą czarownicę w szaliku w barwach Griffindoru. Tym sposobem trafiliśmy do Dziórawego Kotła by ogrzać się przy kremowym piwie i pogawędzić przy akompaniamencie ścieżki dźwiękowej z Harry'ego Pottera. Obiad natomiast zjedliśmy znacznie wcześniej w Mama Mii - jednej z najlepszych krakowskich pizzerii, o czym dowiedzieliśmy się już po fakcie, 








Dzień drugi rozpoczęliśmy od spaceru ulicą Floriańską, zaułkiem niewiernego Tomasza, aż po Barbakan, gdzie poprzednio nie udało nam się dotrzeć. Po (za)krótkiej wizycie w księgarni Tak Czytam pospieszyliśmy na zwiedzanie Collegium Maius. Do zwiedzania dostępna była jedynie jedna z części muzeum, ale za to ponoć znacznie częściej restaurowana, więc i też rzadziej czynna. Mała grupa i bardzo interesująco przybliżająca historię poszczególnych przedmiotów pani przewodnik pozwoliły nam zachwycić się bogatymi zbiorami muzeum: od globusów, na których nie widniała jeszcze Ameryka, przez wyłowione z rzek rzeźby, liczne instrumenty naukowe, aż po autoportret Wyspiańskiego. Odpoczęliśmy i nabraliśmy siły na dalsze zwiedzanie podczas obiadu w przydrożnej restauracji i stawiliśmy czoła obowiązkowemu punktowi każdego turysty - Wawelowi. Rozpoczęliśmy od Katedry Wawelskiej, zwiedzając także królewskie groby. Wyprawa na Dzwon Zygmunta była nieco komiczna, jako że Michał odczuwa lęk przy wchodzeniu gdzieś wysoko, ja natomiast schodząc. Daliśmy jednak radę i na koniec pozostawiliśmy reprezentacyjne komnaty królewskie. Po tak obfitym zwiedzaniu mieliśmy już tylko ochotę wrócić do apartamentu i odpocząć, a wieczorem wyskoczyć do naleśnikarni obok naszego hostelu i na krótki spacer po okolicy.











Ostatni dzień to zaledwie dwa muzea, ale równie świetnie spędzony czas co w dni poprzednie. Odwiedziliśmy Muzeum Czartoryskich by popodziwiać zbiory pochodzące z antycznej Grecji i Rzymu, a także starożytnego Egiptu. Drugą atrakcją było miejsce, które od dawna chciałam zobaczy, nigdy wcześniej jednak nie miałam okazji - Muzeum farmacji. Nie dajcie się zwieść niepozornej kamieniczne na Floriańskiej - muzeum jest całkiem spore, a jego zbiory... To prawdziwa podróż w czasie do epoki prawdziwych aptek z historią i tradycją. Ale najlepszym był strych! Z pewnością spodoba się osobom zainteresowanym ziołolecznictwem i zbieraniem ziół -  a zapach! Niesamowity! Mamy nawet jedno zdjęcie zrobione trochę na lewo, jeśli wiecie o czym mówię.








Nasza krótka wizyta w Karkowie szybko dobiegła końca, ale z pewnością szybko jej nie zapomnimy. Spełniliśmy założone wcześniej cele aż z nawiązką. Jak widać na zdjęciach Kraków w ciągu tych kilku dniu uraczył nas wszystkimi czterema porami roku i pięknymi wspomnieniami. A duet: czytanie przewodników i zaznajamianie z historia miejsca (ja) i fotografowanie (Michał) świetnie się sprawdził. Nocowaliśmy w hostelu Good Bye Lenin Revolution i byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni: niskie ceny przez tydzień, świetna lokalizacja, śniadania w cenie i całkiem przestronne pokój bardzo nam odpowiadały. Na krótki wypad zdecydowanie polecamy!

1 komentarz:

  1. Kraków to piękne miasto a zdjęcia idealnie to podkreślają!

    OdpowiedzUsuń