czwartek, 15 marca 2018

Podróże: Irlandia #1

Irlandia - wcześniej na mojej podróżniczej bucket liście zupełnie nieuwzględniona. Pomimo tego, rok temu, gdy pojawiła się pierwsza perspektywa podróży do Dublina, nie wahałam się ani chwili! Kupiliśmy bilety na samolot, przewodnik turystyczny i zapakowaliśmy się do podręcznych walizek, by spędzić siedem dni w kraju św. Patryka - głównie spędzając czas z rodziną, ale również zwiedzając. I to właśnie o zwiedzaniu chcę wam opowiedzieć.







W moim dwudziestojednoletnim żywocie, przyszedł czas na pierwszą podróż samolotem, która już sama w sobie była ekscytującym przeżyciem. W Dublinie, na lotnisku spędziliśmy dosłownie kilka chwil - jeśli posiadacie paszport i lecicie do Irlandii, koniecznie go za sobą zabierzcie - zaoszczędziło nam tam sporo czasu w kolejce, w której stalibyśmy podróżując na dowód osobisty.

Pierwsza opinia o Irlandii? Bardzo wietrzna. Nawet pomimo około 10 stopni Celsjusza na plusie, wymarzliśmy niejednokrotnie gorzej niż przy mrozie w Polsce. Warto zabrać ze sobą przede wszystkim ciepłą piżamę - budownictwo również zdaje się odbiegać od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni i jako przystało na prawdziwego zmarzlucha, brakowało mi dobrze ocieplonych ścian czy grubych, szczelnych okien.



Samo centrum Dublina, a tym samym najważniejsze atrakcje, można bez przeszkód zwiedzić pieszo, co oczywiście pozwala nieco zaoszczędzić na komunikacji miejskiej. Odległości są naprawdę niewielkie, a w samym sercu miast można szybko i łatwo się rozeznać.

Zanim jednak wyruszyliśmy na podbój stolicy, zdecydowaliśmy się na krótką, popołudniową wycieczkę. Spragnieni słońca i ciepła (Irlandię odwiedziliśmy w połowie lutego) wyruszyliśmy do Bray, aby nacieszyć się widokiem morza, słońcem i przepyszną rybą z frytkami. Była to zdecydowanie najlepsza ryba, jaką do tej pory jadłam. Oprócz tego, skusiliśmy się również na irish coffe, której obowiązkowo trzeba spróbować będąc w Irlandii.



Bray to naprawdę urocza, spokojna miejscowość (przynajmniej w tym okresie, w którym ją odwiedziliśmy), idealna na spacer brzegiem morza i podziwianie fal. Z pewnością gdyby czas i okoliczności były bardziej sprzyjające, zdecydowalibyśmy się na spacer na pobliskie klify.



Po wyciszającej wyprawie w nadmorskie klimaty przyszedł czas na zwiedzanie największego miasta Irlandii - Dublina. Potrzebowaliśmy trzech dni, aby zwiedzić wszystkie interesujące nas miejsca, bez pośpiechu i z zapasowym czasem na dodatkowe, spontaniczne zmiany trasy. Warto zaopatrzyć się w darmową mapę miasta, którą można dostać w punkcie informacji turystycznej. Nie tylko pomoże wam odnaleźć właściwą drogę, ale także pozwoli wam zorientować się podczas spaceru co mieści się w pięknych budynkach mijanych pod drodze.



Pierwszy z naszych dni w stolicy przeznaczyliśmy na zwiedzanie narodowych muzeów: historii i archeologii oraz historii naturalnej, a także galerii narodowej. Wstęp do każdej z tych atrakcji jest darmowy, warto więc przeznaczyć trochę czasu i skorzystać z możliwości odwiedzenia chociaż jednego z nich.



Muzeum Historii i Archeologii mieści się w przepięknym budynku z rotundą, w stylu wiktoriańskim, w samym centrum miasta, na który z pewnością zwrócicie uwagę przechodząc obok. Wystawy znajdują się na dwóch poziomach i co dla mnie prywatnie bardzo ważne, nie przytłaczają swą objętością. Bardzo nie lubię tego uczucia, które towarzyszy mi w ogromnych muzeach, gdy jestem już mocno zmęczona, a nie chcę zrezygnować z dalszego zwiedzania, by nie pominąć czegoś interesującego. Zbiory muzeum może nie przytłaczają ilością, ale za to zachwycają swą jakością. Każda z wystaw zaciekawiła mnie jakimiś obiektami, czy to sala poświęcona starożytnemu Egiptowi, czy przedmioty z celtyckiej Epoki żelaza, czy też obiekty z czasów najazdów Wikingów i z okresu średniowiecza w Irlandii. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak wystawa Kingship and Sacryfice, na której można zobaczyć niesamowicie dobrze zachowane mumie bagienne (lub ich fragmenty) z czasów epoki żelaza. Jeszcze w żadnym muzeum nie widziałam podobnych eksponatów i z pewnością są one warte obejrzenia na żywo.





Muzeum historii naturalnej to oddział nieco mniejszy, jednak bardzo się cieszę, że nie został przez nas pominięty na naszej trasie zwiedzania. Zaletą pobieżnego czytania przewodników jest to, że często dajemy się podróży zaskoczyć - tak też było i w tym przypadku, gdy w Muzeum Historii Naturalnej zadziwiły nas ogromnych rozmiarów szkielety prehistorycznych łosi. Pierwsze piętro poświęcone jest przyrodzie Irlandii, drugie natomiast to okazy bardziej egzotyczne. Warto pochylić się nad gablotą ukazującą szkielety różnych gatunków małp i człowieka, która mnie bardzo zaintrygowała.



Ostatnim konkretnym punktem na naszej liście na ten dzień była Galeria Narodowa. Jest ona znacznie bardziej obszerna od pozostałych dwóch muzeów, więc jeśli zależy wam na porządnej wizycie, a nie tylko przechadzce wśród licznych dzieł sztuki, warto zaplanować ją na początek. Oczywiście w galerii możemy zobaczyć mnóstwo tworów artystów irlandzkich, ale także okazałe zbiory malarstwa z innych zakątków Europy - od najbardziej znanych nazwisk aż do tych w większości obcych, które jednak wciąż zachwycają przez swoją twórczość.




W pierwszym dniu nie zabrakło również spaceru nad rzeką Liffey i przejścia przez Ha'penny bridge. Słoneczny dzień w centrum Dublina, chociaż wyczerpujący, był dla nas bardzo satysfakcjonujący. Nawet jeśli nie jesteście fanami muzeów zachęcam was do odwiedzenia chociaż jednego z nich (chyba najbardziej wystawy z mumiami) - to naprawdę interesujące miejsca na spędzenie popołudnia.



W kolejnym poście z Irlandii opowiem wam nieco jak można zadzwonić dzwonem w jednym z najstarszych kościołów w Dublinie, czy gdzie można zobaczyć drugą, płynącą w podziemiach rzekę w Dublinie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza