niedziela, 4 marca 2018

Tu i teraz - luty 2018

Chociaż to najkrótszy miesiąc w roku, w lutym zawsze dzieje się u mnie bardzo dużo. Tak i też było w tym roku - począwszy od urodzin, przez sesję egzaminacyjną, kilka dni w domu rodzinnym, wyjazd do Irlandii, rozpoczęcie nowego semestru, odrodzenie życia towarzyskiego aż po ciągnące się wciąż chorowanie. Całkiem sporo jak na 28 dni.








Słucham niczego konkretnego, ale w końcu czegokolwiek, bo naprawiłam słuchawki (czytaj - znalazłam i założyłam brakujące gumki). Aktualnie słucham tego, co zawsze, aż nie znajdę czegoś nowego na co się nakręcę: Lany Del Rey, Sama Smitha, Taylor Swift.

Czuję, że nie mogę doczekać się wybuchu wiosny i z wytęsknieniem sprawdzam prognozy pogody z nadzieją na dodatnie temperatury, które na pewno pozytywnie wpłyną na moje samopoczucie i zdrowie. Na razie czuję się nieco jak zawieszona w próżni, nie mogąc zabrać się do efektywnych działań przez wieczne jużniechorajeszczeniezdrowa.

Chciałabym w końcu nosić inne buty niż zimowe! Mam dość sporą kolekcję butów, wymagającą raczej dezaprobaty, sęk w tym, że 90% to buty zdecydowanie nie na zimę. Po prostu, uwielbiam kupować buty, ale nie te zimowe. I już nie mogę się doczekać aż w końcu reszta będzie mogła zostać wykorzystana. 




Potrzebuję w sumie niewiele. Przydałoby się wyzdrowieć, ale tak, to czuję ogromną wdzięczność za wszystko, co mnie otacza, że tak naprawdę niczego więcej nie potrzebuję. Reszta to zapewne chwilowe zachcianki. 

Pracuję tak jak bardzo nie lubię, czyli wykonując absolutne minimum. Mój organizm domagał się zarówno odpoczynku po intensywnej sesji, jak i teraz, przy chorobie. A przecież jeśli nie posłuchamy tego, co mówi nasze ciało, to bez niego daleko nie zajdziemy. 

Cieszę się z kwiatów, które sprawiam sobie nagminnie. Niby to kilkanaście złoty, które praktycznie wyrzucamy do kosza wraz z uschnięciem bukietu, ale tak naprawdę to mało co poprawia mi tak nastrój jak świeże kwiaty w wazonie czy kwitnąca roślinka w doniczce. A poza tym, zawsze to zdrowiej wydać kilkanaście złoty na tulipany z Lidla niż na paczkę papierosów. 



Czytam lekkie rzeczy, pomiędzy tekstami na uczelnię. W lutym połknęłam trzy książki nie na uczelnie, teraz chorując sięgam po literaturę młodzieżową czy obyczajówki. Nie mam siły na nic bardziej skomplikowanego, nawet jeśli czekają na mnie wyśmienite lektury. 

Planuję oczywiście wycieczki, jak tylko zrobi się ładnie. Myślę, że Czechy w tym roku będą przez nas oblegane - mój chłopak aktualnie gra w grę z realiami średniowiecznych Czech i w sumie chętnie podchwycę ten trop i zaplanuję kilka wypraw by zobaczyć różne miejsca na żywo. 

Oglądam znów True Blood i żyłam w przekonaniu, że szósty sezon jest ostatnim. Tymczasem okazało się, że czeka na mnie jeszcze jeden. Podobno też teraz, gdy zakończyły się piątkowe seanse Harry'ego Pottera, mamy oglądać Gwiezdne Wojny. Mam tylko nadzieję, że mnie wciągną i nie spędzę kilku (kilkunastu?) piątków przysypiając. 



Jestem wdzięczna oczywiście za spotkanie na swojej drodze mojego chłopaka, który w tym miesiącu, po raz kolejny, okazał się nie tylko najlepszym towarzyszem podróży do Irlandii, najwspanialszą osobą, z którą spędzę cudowne urodziny, ale także bardzo cierpliwą i wytrwałą siostrą miłosierdzia, która jak nikt zaopiekuje się mną, gdy jestem zasmarkana, marudząca i z gorączką.

Czekam na jakąś dobrą wymówkę i przypływ gotówki, żeby kupić sobie nową planszówkę. I coś czuję, że długo już mogę nie wytrzymać.


Na blogu pojawiło się też kilka nowych postów:






Czekacie na wiosnę czy żegnacie ze smutkiem zimę? Czy najkrótszy miesiąc w roku zleciał wam szybciej niż inne? A może przeciwnie, mroźne wieczory dłużyły się? 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza