poniedziałek, 7 marca 2016

Filmowy luty!

Luty obfitował w trzy wizyty w kinie, nadrabianie filmów, które od dawna chciałam zobaczyć, a także dałam się w końcu namówić, by mój mężczyzna zapoznał mnie z filmową klasyką. Ostateczny wynik to 5 filmów w minionym miesiącu, co całkiem mnie satysfakcjonuje.








Zjawa (2015)

Nie widziałam zbyt wielu filmów nominowanych do rozstrzygniętych już Oscarów, ale wiedziałam, że Zjawy odpuścić nie mogę. Prawda jest jednak taka, że połowę filmów przesiedziałam w kinie z zasłoniętymi oczami, a brutalne sceny, który jednak ukradkiem gdzieś ujrzałam na długo pozostaną mi w pamięci. Choć film jest świetny nie ma co liczyć na przyjemny relaks podczas seansu. Tom Hardy w swej drugoplanowej roli to po prostu mistrz! 










Deadpool (2016)

Drugi wypad do kina w lutym owocował seansem Deadpoola, tak na rozpoczęcie ferii. Na filmie bawiłam się świetnie, choć przyznam, że znam wiele osób, zarówno młodszych jak i starszych, których filmowy humor mógłby zgorszyć. Czekam z niecierpliwością na kolejną produkcję z Deadpoolem. Świetnie było zobaczyć "superbohatera" w zupełnie innej odsłonie - bardziej ludzkiej i przystępnej.










Everst (2015)

Ten film to dla mnie miazga. Napięcie rosnące przez cały film i zmagania bohaterów wywołały u mnie tyle emocji na koniec seansu, iż miałam wrażenie że zamiast mózgu posiadam zbity kłębek nerwów. Przejmująca historia, niesamowicie mnie poruszyła i wzruszyła. Uwielbiam filmy z Keirą Knightly, więc świetnie było zobaczyć ją nawet jako bohaterkę drugo- czy trzecioplanową, ale moim faworytem tego filmu zostaje Jake Gyllenhall.






Forrest Gump (1994)

Klasyk, którego dotychczas nie znałam. Oglądałam film przeszło dwa tygodnie temu a już mam ochotę go powtórzyć. Na zmianę wzruszałam się i śmiałam, irytowałam na bohaterów i ich dopingowałam i bardzo, ale to bardzo polubiłam Forresta Gumpa. Chyba dam częściej namówić się swojemu mężczyźnie na jakiś film, bo pewniej przede mną jeszcze mnóstwo ekranowych perełek, które gdzieś mi umknęły.











Bogowie Egiptu (2016)

Film mało wymagający, spłycający i komercializujący zawiłe i fascynujące wierzenia starożytnych Egipcjan, przesycony efektami specjalnymi. Dobry odmóżdżacz, ale nie wart tych dwudziestuparu złotych za ponad dwie godziny wątpliwej przyjemności siedzenia w kinie w okularach 3D. 

2 komentarze:

  1. Najlepszy z zestawienia Forrest Gump, aczkolwiek Everest, Zjawy i Bogów Egiptu nie oglądałem, jednak nie sądzę, by były w stanie dorównać genialnemu filmowi z Tomem Hanksem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie filmy świetne ale Forrest Gump to klasa sama w sobie :)

      Usuń