wtorek, 27 czerwca 2017

Dziewczyny z Syberii - Anna Herbich - Opinia


Dziewczyny z powstania to pierwsza z książek Anny Herbich, która ukazała się w serii  Prawdziwe Historie. Po przychylnie przyjętym przez czytelników debiucie książkowym, rok później na rynku pojawiła się kolejna publikacja tejże warszawskiej dziennikarki – Dziewczyny z Syberii. Anna Herbich po raz kolejny dotarła do grupy kobiet, których historie zostały przekazane w książce. Choć jest ich zaledwie dziesięć, mówią one w imieniu każdej kobiety, a może nawet i dziewczynki, która została brutalnie wrzucona w syberyjskie piekło i pochowana w obcej, odległej o setki kilometrów ziemi.







Książka składa się z dziesięciu opowiadań podanych w formie monologów, których kompozycja jest bardzo przejrzysta. Na początku, w pierwszym rozdziale, wszystkie bohaterki zadają się przywoływać w pewnym sensie punkt kulminacyjny ich historii. O dziwo, każda z nich rozpoczyna swą opowieść od czego innego. Wydawać by się mogło, iż momentem przełomowym w ich opowiadaniu będą momenty deportacji czy dotarcia do łagru. I choć takie, oczywiście, w książce znajdziemy, wiele z nich rozpoczyna swe historie od czego innego: najgorszego co ich spotkało w obozie, ślubu czy też…  wspomnienia z procesu sądowego z 2013 roku. Historia każdej z dziewczyn z Syberii rozpoczyna się mocno i każda z nich wprawia czytelnika w osłupienie. Po początkowym zaskoczeniu następują rozdziały przedstawiające lata młodości, wolności, w dużej mierze pełne szczęścia i beztroski w ciepło wspominanej przez bohaterki II Rzeczpospolitej. Takie zestawienie kompozycyjne z pewnością wpływa na podkreślenie zderzenia dwóch tak odmiennych rzeczywistości: tej, w której bohaterki wychowały się i tej, w której przyszło im mierzyć się z granicami ludzkiej wytrzymałości. Później zdarzenia przedstawiane są chronologicznie, a każda z tych historii, choć połączona wspólnym mianownikiem Sowietów, jest diametralnie inna. Niektóre z nich wydostały się z terroru łagrów i kołchozów, gdy inne dopiero tam trafiały. Część z nich stanowiły dorosłe, przeszło dwudziestoletnie kobiety, gdy inne to zaledwie dziesięciolatki. Zadziwiająca jest pamięć bohaterek, które oprócz podania faktów, zdaje się ważnych, jak data trafienia do obozu, paragraf za który zostały skazane, czy przebiegu choroby, przywołują na przykład detale na temat tego, jak wyglądał nocnik, który babcia jednej z bohaterek przywiozła do kołchozu. Podczas lektury nasuwa się więc refleksja na temat ludzkiej pamięci, która po tylu latach pozwala otworzyć wszelkie makabryczne wydarzenia z tak dokładnymi szczegółami. Bohaterki bowiem nie ograniczają się w swych wypowiedziach. Mówią o tym co ważne i tym co błahe. Wszystko to składa się na wyraźny obraz rzeczywistych kobiet, które przecież tak jak my kochają, mają marzenia, plany, śmieją się, cierpią, chorują i płaczą. Z tym, że ich rzeczywistości nie da się porównać do naszej. 

Czytając wszystkie te okropności człowiek pragnie by okazały się wyłącznie fikcją literacką. Niestety tak nie jest. Każda z bohaterek w toku swej wypowiedzi przywołuje licznych towarzyszy niedoli, nie tylko rodzinę czy innych zesłanych na Syberię Polaków, ale też osoby, które pomogły im, okazały dobroć oraz te przeciwne, które pogłębiały ich nieszczęście. W ich opowiadaniach odnajdziemy mnóstwo poruszających, pobocznych historii, których bohaterom nie udało się dotrwać do końca i samym opowiedzieć swych losów. Choć niekiedy napomknienia o nich zajmują zaledwie zdanie bądź dwa pośród całej opowieści, trafiają w czytelnika z ogromną siłą i ukazują że w dużej mierze to tylko przypadek i szczęście oraz silna wola sprawiły, że tym dziesięciu kobietom udało przetrwać się, a my teraz możemy czytać ich historie. W dobie rozmów o statusie społecznym kobiety oraz feminizacji warto sięgnąć po książkę taką jak tak. Warto wybrać lekturę, która pokazuje jak silna, odważna i zdeterminowana może być płeć piękna. Bohaterki tej książki, w wielu przypadkach panienki z dobrych domów, ukazują ile może przetrwać kobieta w obliczu śmierci, głodu i desperacji. Bo chociaż Sowieci mogą próbować zabrać i zniszczyć wszystko, nie mogą odebrać im jednego – woli walki. 



Chociaż książka ta ma na celu przedstawić w pewnym sensie losy kobiet, które przeszyły przez piekło, to stanowi ona również zbiór dziesięciu ujęć postrzegania sowieckiego świata absurdu. Poczynając od powszechnie znanych wyssanych z palca zarzutów postawionych zesłańcom podczas procesów, poprzez przehandlowanie kobiety w trackie gry w kart, aż do posunięcia się do morderstwa, aby przeżyć. Nie w celu zdobycia jedzenia, czy obrony własnej – tylko w celu uniknięcia katorżniczych robót. Po morderstwie bowiem toczono długie śledztwo i przetrzymywano zbrodniarza w celi, a nie wysyłano do pracy, a to mogła być szansa aby odpocząć i przeżyć. Świat sowieckiego horroru wydobywał to, co najgorsze z ludzi – zmuszał do podejmowania sprzecznych z ludzką naturą decyzji, zmuszał do porzucania dzieci, ukochanych, rodzin. Wszystkim tym kobietom należy się ogromny szacunek, iż były w stanie o tym mówić. Ale najbardziej dającą do myślenia jest chyba historia bohaterki, która za cel obrała sobie kultywowanie pamięci żołnierzy wyklętych, do których sama przynależała. Kobieta ta, dziś już przeszło osiemdziesięcioletnia, po piekle Workuty powróciła w okolice dzisiejszej Białorusi. Tam, chociaż wojna się skończyła, chociaż upadł ZSRR, wiele się nie zmieniło. Nasi rodacy zamieszkujący tereny kraju naszych wschodnich sąsiadów, nie mogą w spokoju i poważaniu oddać czci ludziom naszej krwi, którzy przelali ją za nas, obywateli wolnej i niepodległej Polski. Ilu z nas, ludzi XXI wieku, tak naprawdę o tym pamięta? Bowiem tak, jak ujęła to jedna z bohaterek książki podczas spotkania z syberyjskimi wilkami i tak, najokrutniejszą bestią na ziemi może stać się człowiek. 



Historia każdej z tych kobiet kończy się zupełnie inaczej. Choć wszystkie przetrwały takie okropieństwa, zdaje się że nie wyczerpały źródeł swoich cierpień. Dla jednych z nich to komunistyczna rzeczywistość PRLu, dla innych życie emigranta, dla kolejnych świadomość, iż nie mają do kogo i czego wracać. Ale przetrwały. To bohaterki, których jak pisze autorka w  prologu, jedyną bronią były silna wola i determinacja. 



Chociaż bardzo podoba mi się kompozycja opowiadań, o której wspominałam na początku, jedyne co mogę zarzucić książce to brak indywidualizmu w tokach wypowiedzi. Przy tak wciągającej lekturze, którą choć trzeba odkładać na bok by odetchnąć od tego natłoku smutku i rozżalenia, czyta się bardzo szybko i pochłaniając kolejne opowiadania, wszystko zlewa się jedną całość i trudno rozeznać się po czasie, jakie wydarzenia dotyczyły danej bohaterki. Chociaż, oczywiście, książka dzięki temu jest jednolita i harmonijna, zaryzykowałabym pewną dozę chaosu w treści na rzecz spersonalizowania toku wypowiedzi bohaterek. Mimo to, gdybym chciała umieści tu spis poruszających i przemawiających do mnie cytatów z opowieści bohaterek, zajęłoby to raz tyle miejsca ile już tu zapisałam. Wysoko sobie cenie wzbogacenie treści książek o zdjęcia ludzi związanych z bohaterkami, ich samych oraz miejsc, w których przebywały. Uświadamiają one, iż to faktycznie historia człowieka z krwi i kości, człowieka tak podobnemu czytelnikowi.



W dobie masówki i tandety XXI wieku potrzebne są książki takie jak ta. Potrzebne są pozycje, które coś wnoszą w nasze życie. Które poruszą jakąś strunę duszy czytelnika i zasieją w nim pewne refleksje. To nie jest książka, po którą sięga się dla przyjemności. To nie jest hit ani sensacja. To jest historia dziesięciu tragedii. Czytelnik musi czuć wewnętrzną potrzebę by je poznać, przetrawić i uszanować. To nie suche historyczne fakty, ani lektura z okresu wojny i okupacji, po którą sięgamy bo trzeba. To coś znacznie więcej: książka, która pozwala zatrzymać się i zastanowić nad tym, na co na co dzień nie ma czasu: ojczyzną, historią, cierpieniem i przebaczeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz