sobota, 12 stycznia 2013

LITERATURA. Gra o tron - George Martin - Opinia


Gra o tron – George Martin






Autor: George R. R. Martin
Tłumaczenie: Paweł Kruk
Tytuł oryginału: A Game of Thrones
Seria/cykl wydawniczy: Pieśń Lodu i Ognia - Tom I
Wydawnictwo: Zysk i Spółka
Data wydania: kwiecień 2011
ISBN: 978-83-7506-729-3
Liczba stron: 844









         O serialu na podstawie „Pieśni Lodu i Ognia” słyszałam już spory szmat czasu temu. Pierwszy jego odcinek obejrzałam podczas dwutygodniowego pobytu w Niemczech... i tak wciągnęłam się w całą historię, że do końca wyżej wspomnianych dwóch tygodni skończyłam dwa sezony. Jak mogłabym więc, prędzej czy później, nie sięgnąć po książkę?

         Tam gdzie toczy się gra o tron można zwyciężyć lub zginąć. Kruchy pokój nie może trwać wiecznie i po latach od obalenia Szalonego Króla, Aerysa Targaryena, lordowie znów zaczynają walkę o władzę. I gdy wszyscy skupiają swą uwagę na południu, nikt nie zdaje się zauważać, że z północy nadciąga zima.

         Nie ukrywam faktu, iż po obejrzeniu serialowej adaptacji powieści, postawiłam „Grze o tron” wysoko poprzeczkę. Tak to zazwyczaj bywa, że pierwowzór bije na głowę wszystkie późniejsze jego interpretacje.
Niezaprzeczalną mocną stroną powieści, są jej liczni bohaterowie i rozdziały ukazywane z różnych perspektyw. Autor uniknął nużących, powtarzających się fragmentów przy przedstawianiu wydarzeń z wielu punktów widzenia. Mimo to odniosłam wrażenie, że same postacie nie tworzą historii, a są jedynie aktorami biorącymi w niej udział. Na szczęście, tyczyło się to tylko pierwszej połowy powieści. Nie oparłam się także wrażeniu, że było tu... mało dialogów. Nie uważam tego jednak za wadę, za zaletę jednakże również bym tego nie policzyła. Sama historia, choć dla mnie już znana, pochłonęła mnie od nowa, dzięki czemu czytało mi się zadziwiająco szybko. W porównaniu z serialem, ociosane wydały mi się wątki Daenerys. W pierwszej połowie książki zbrakło mi nieco samych uczuć Dany, ukazania jej rozterek, pragnień czy trwóg, a nie jedynie przedstawienia wydarzeń, w których uczestniczyła. Pozytywnie zaskoczyły mnie za to rozdziały małego Brana, które stały się moimi ulubionymi, a on sam urzekł mnie w swej dziecinnej niewinności i w pewnym stopniu równocześnie hardości, do której zmusiły go okrutne czasy. Przyznać muszę, że Martin jest dla mnie mistrzem w doborze dramatyzmu. Jest go idealna porcja, nadająca nastrój, a jednak nie przesadzając. Całokształtu dopełniły świetnie dobrane metafory i porównania. Mimo to, przez spory czas towarzyszyło mi uczucie, że czegoś tu zabrakło. Czegoś, czym można by było się zachłysnąć. Uczucie to znikło wraz z nadejściem dwóch ostatnich rozdziałów, które były bezsprzecznie fenomenalne.

         Choć lubię sobie czasem ponarzekać, „Grę o tron” uważam za świetną powieść, której warto poświęcić dłużą chwile. Książka niesie ze sobą zarówno mroźny klimat Winterfell jak i uczucie przepychu, towarzyszące na każdym kroku w Królewskiej Przystani. Warto dać się porwać historii krwawych losów Siedmiu Królestw i ich mieszkańców.


Książka przeczytana w ramach wyzwania styczniowej trójki e-pik, a także druga książka w ramach wyzwania z półki





2 komentarze:

  1. Serialujeszcze nie oglądałąm, ale cykl jest wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Saga jest absolutnie wspaniała, a z tomu na tom jest tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń