wtorek, 11 października 2016

Szlakiem Orlich Gniazd. Uroki Jury Krakowsko-Częstochowskiej #2

Nie mogę uwierzyć wciąż to, że to już, już trzeba było zamienić lekkie bluzki na ciepłe swetry, sandałki na kalosze, a okulary przeciwsłoneczne na parasol. Przecież ledwo co było lato, ledwo co biegałam po wszystkich tych zamkowych ruinach umierając z ciepła! Z tym do was dziś bowiem przychodzę: zabytki, ciepły lipcowy dzień, pozytywne zmęczenie. A jeśli jesteście ciekawi, co jeszcze zwiedziliśmy podczas naszej trzydniowej wycieczki, zajrzyjcie do pierwszego posta z tej serii. Trzeci i ostatni pojawi się już wkrótce.








Dzień rozpoczęliśmy od schowanych pośród lasu ruin Zamku Smoleń. Kto by się spodziewał, że pośród drzew i krzewów, na dość stromym wzniesieniu odnajdziemy tak bajeczne ruiny budowli, która w swoim czasie musiała być naprawdę zachwycająca. Wchodząc na zamek można przespacerować się wśród pozostałości średniowiecznej fortecy a także wspiąć się na zamkową wieżę. Zamek jest niesamowicie urokliwy, może właśnie przez nieliczne tłumy turystów i położenie pośród gęstego lasu. Z początku niepozorny, zrobił na mnie niesamowite wrażenie.






 

Wracając już ze Smolenia gdzie trochę zabawiliśmy, zahaczyliśmy o punkt, którego docelowo nie było w naszym planie. Jak dobrze czasami jest olać skrupulatnie rozplanowany czas i dać się zaskoczyć nieoczekiwanemu. Zatrzymaliśmy się w urokliwej Pilicy i zdecydowaliśmy się na przechadzkę w górę parku by na końcu dotrzeć do niesamowicie pięknego, a zarazem zrujnowanego pałacyku. Uwielbiam tego typu budynki i z pewnością gdybym była multimilionerką bez mrugnięcia okiem przeznaczałabym fortuny na renowacje podobnych miejsc by przywrócić im dawną świetność. Mam nadzieję że kiedy wrócę do Pilicy zameczek będzie odnowiony i przeznaczony do zwiedzania również w środku. 







PS Napis na wejściu do parku mówi prawdę. Tam serio spadają gałęzie, ba, konary z drzew dlatego bądźcie bardzo ostrożni jeśli wybieracie się do Pilicy.



Następnym punktem naszej wycieczki, tym razem już zaplanowanym był Gród na Górze Birów. Tak naprawdę sama atrakcja rozczarowała mnie dość mocno, poza dwoma chatkami i palisadą raczej nie uświadczymy tam nic ciekawszego. Nie można jednak odmówić pięknych widoków jakie rozciągają się z góry - tam też zostało zrobione zdjęcie przewodnie tego cyklu trzech postów. Oprócz tego pięknie widać również Zamek Ogrodzieniec, gdzie następnie się udaliśmy. 



Zamek Ogrodzieniec to największy z dotychczas odwiedzonych przez nas zamków, ale także, chciałoby się rzec, najbardziej skomercjalizowany. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy, ale z pewnością przyciąga masę turystów, szczególnie w weekendy. Trafiliśmy na średniowieczne modowe atelier, gdzie każda chętna dama mogła przymierzyć strój wzorowany na stój szlachcianki czy też mieszczki z różnych okresów. Ze względu na cały dzień intensywnego zwiedzania i niesamowity upał odpuściłam sobie tą przyjemność, natomiast mój chłopak skusił się na próbę strzału z łuku. Zwiedzanie zamku wymaga naprawdę dużo siły i czasu, a trzeba przyznać że dawne mury fortecy wyglądają niesamowicie pośród zachodzących promieni słońca. W przyszłym roku z pewnością postaram się znaleźć czas by do zamku wrócić i wybrać się na jego nocne zwiedzanie.






Mieliście okazję odwiedzić któryś ze wspomnianych zabytków? A może planujecie? Podzielcie się również waszymi pomysłami na krótkie wycieczki - takie lubię najbardziej!

1 komentarz:

  1. Piękne zamki, piękna dziewczyna ! czego chcieć więcej ;)

    OdpowiedzUsuń