Image Map
Image Map

sobota, 23 grudnia 2017

CZARNOGÓRA - co mnie zaskoczyło i jakie pamiątki warto przywieźć

Zakończyłam już serię wpisów poświęconych mojej relacji z wakacji w Czarnogórze. Jest jednak kilka spraw, o którzy wspomnieć nie zdążyłam, a myślę, że jednak warto - w szczególności jeśli do Czarnogóry się wybieracie. 




Na początku chciałabym zacząć od tego, co w Czarnogórze zaskoczyło mnie negatywnie - bo warto jednak jechać tam ze świadomością, że gdzie byśmy nie byli, nigdy nie jest zbyt kolorowo.

  • Śmieci - Czarnogóra jest niesamowicie zaśmiecona. Wręcz przerażająco. Być może to przez podkreślane na każdym kroku przez przewodników lenistwo Czarnogórców, może tamtejsza mentalność. Jadąc do Czarnogóry przygotujcie się na widok śmieci na każdym kroku, a szczególnie w mniejszych miejscowościach. O ile Morze Adriatyckie jest bardzo czyste i przejrzyste, to odnalezienie już czystego skrawka plaży to nie lada wyzwanie. Za to muszę podkreślić, że w naszym pensjonacie nie mogę nic zarzucić obsłudze jeśli chodzi o czystość i porządek. 
  • Bezpańskie zwierzęta - będzie to szczególnie trudne dla osób, które tak jak ja, są wrażliwe na wszystkie krzywy dotykające zwierząt. Nie wiem, czy w Czarnogórze istnieje coś takiego jak schroniska, jeśli tak, to widocznie nie spełniają one swojej funkcji. Łąkę obok naszego pensjonatu zamieszkiwało jakieś dziesięć psów, większość z nich to szczenięta. Na każdym kroku riwiery napotykaliśmy się na psa, który usiłował znaleźć dla siebie jakiś skrawek jedzenia. W nocy, cisza zagłuszana była przez ujadanie - bezpańskie psy zbierają się w większe hordy i walczą między sobą. W sezonie turyści dokarmiają psy pozostawiając gdzieś dla nich pożywienie, strach jednak myśleć, co się z nimi dzieje, gdy miejscowości turystyczne pustoszeją (Czarnogóry wydają się być obojętni na los bezpańskich zwierząt). W większych miastach psów jest znacznie mniej, pojawia się za to całe mnóstwo kotów. 
  • Pożary - trzeba być przygotowanym, że niektóre atrakcje być może będzie trzeba odpuścić przez ryzyko pożarów. Z czasem człowiek przyzwyczaja się do widoku dymu czy wypalonych wzgórz (bardzo często pożarów się nie gasi jeśli tylko nie zagrażają ludzkim siedzibom), ale na początku robi to piorunujące wrażenie. 
  • Brak renowacji - rzuciło się to w oczy w szczególności w Starym Barze. To niesamowite miejsce, które aż prosi się o renowację. W szczególności, że co roku przyjmuje masę turystów, co też pozostawia ślad na zabytkach. Byłoby ogromną szkodą, gdyby tak interesujący i piękny cel podróżniczy zniszczał. 
  • Drinki - no dobrze, to już raczej kwestia indywidualna, ale to coś, co w Czarnogórze jednak mnie zdziwiło. Odwiedziliśmy całą masę knajp, w tym też tych na plaży, i tylko w jednej z nich udało mi się dostać drinka (a i tak spośród dziesięciu wymienionych w menu dostępne były tylko trzy). Za to rakije dostaniecie na każdym kroku. 
  • Muszle - nie udało mi się znaleźć w Czarnogórze ani jednej muszelki. W Chorwacji też za dużo ich nie znalazłam, ale jednak jakieś przywiozłam. Może warto więc uprzedzić przede wszystkim dzieci, które mogą oczekiwać, że nad morzem zbiorą całą kolekcję muszli. 

Jak widać, trochę się tego nazbierało, ale rzeczywiste zastrzeżenia, które w pewien sposób obniżyły komfort wypoczynku i przyjemność w przebywania w Czarnogórze, mam tylko do dwóch pierwszy punktów. Teraz za to przedstawię wam, co w Czarnogórze zaskoczyło mnie pozytywnie. 

  • Widoki - i o tym wspominałam już w poprzednich postach. Z pewnością to, co Czarnogóra mi zaoferowała, dziesięciokrotnie przewyższyło moje oczekiwania. Ten podpunkt sprawia, że cała poprzednia lista zarzutów nie ma znaczenia, bo dla takich widoków, warto było znieść kilka niedogodności. 
  • Spokój - Czarnogóra nie jest zatłoczona i zapchana turystami. Nawet najbardziej oblegane turystycznie miasta to zaledwie ułamek tego, co można spotkać w innych popularnych kierunkach turystycznych w Europie. W Czarnogórze naprawdę można odpocząć - raczej nie ma kolejek do zabytków, stolik w restauracji dostaniemy spokojnie, jedynie na drogach mogą trafić się korki.
  • Adriatyk - tak jak mówiłam wyżej, bardzo czysty i do tego bardzo ciepły, aż nie chce się wychodzić z wody.
  • Angielski - przejrzałam wiele stron internetowych czy forów przed naszym wyjazdem i prowizorycznie przygotowałam sobie maleńki słowniczek z najbardziej przydatnymi wyrażeniami po czarnogórsku. Nie przydał mi się ani razu. Prawdom jest też, że w większości rozmawiałam z ludźmi młodymi, ale z nikim nie miała problemu porozumieć się po angielsku.
  • Ceny - oczywiście, zależy to miejsca, w którym jesteśmy (w Kotorze będzie znacznie drożej niż np. w Barze), ale i tak ceny były bardzo przystępne. Nie byliśmy bardzo rozrzutni ani też nie oszczędzaliśmy na przyjemnościach czy pamiątkach, na którym nam zależało, a z Czarnogóry przywieźliśmy z powrotem ponad połowę gotówki, którą ze sobą zabraliśmy.
  • Figi - jedzcie w Czarnogórze figi! Są obłędnie pyszne, dostępne na każdym korku i kosztują grosze.

Na koniec wspomnę jeszcze o kilku pamiątkach, które moim zdaniem warto przywieźć (bo sami je przywieźliśmy). Nie jest tego sporo bo też nie jestem zwolenniczką przywożenia z podróży mnóstwa bibelotów, a stawiam raczej na pamiątki praktyczne i użyteczne. 

  • Miód - absolutnie najlepszy jaki kiedykolwiek jadłam i choć jeszcze swojego słoika nie skończyłam, już żałuję, że nie przywiozłam sobie więcej. Kupiłam słoik miodu lipowego przy klasztorze Moraca (właśnie tam zakup miodu polecił nam przewodnik, jak widać, miał rację).
  • Oliwa z oliwek - oliwki są wszędzie w Czarnogórze i na każdym kroku dostać można dobrej jakości oliwę. Sama preferuję w kuchni używać oliwy niż oleju, dlatego też buteleczkę sobie przywieźliśmy i jesteśmy bardzo z niej zadowoleni. 
  • Wino Vranac i rakija - uwaga, jeśli jedziecie przez Serbię to najpierw zapoznajcie się x wytycznymi ile litrów jakiego alkoholu na głowę można do Serbii wwieźć. Wina Vranac i rakiji trzeba w Czarnogórze spróbować (chociaż podobno Czarnogórcy rakiję piją raczej zimną), nasze przywiezione wino czeka póki co na specjalną okazję, ale rakija - wszystkim poczęstowanym smakowała. 

Chociaż zwiedziłam ogromny kawał Czarnogóry, chciałabym jeszcze kiedyś do tego miejsca wrócić. Bardzo chciałabym móc odbyć podróż niesamowitą linią kolejową Belgrad-Bar, zobaczyć kanion rzeki Tary i wspiąć się po kotorskim murze. Na pewno będę zawsze miło wspominać Czarnogórę, jako miejsce, w którym przeżyłam jedna z najpiękniejszych wakacji swojego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz