niedziela, 2 września 2018

Tu i teraz - sierpień 2018

I to już. Sierpień minął. Możecie mówić, że astronomiczne lato kończy się dopiero pod koniec września - dla mnie, gdy wybija dziewiąty miesiąc w roku, zaczyna się jesień. Oczywiście taka, która jeszcze z latem romansuje - ale już chciałaby nas opatulić ciepłymi kocami i posadzić z kubkiem herbaty. Wracam do zeszłorocznego, sierpniowego tu i teraz i to fantastyczne uczucie przypomnieć sobie jak to było rok temu. Z pewnością chcę tę serię kontynuować.




Słucham w sumie tego, co leci w radio, bo zaskakująco dużo czasu spędziłam w sierpniu w drodze, w aucie. Kilka razy włączyłam Cafe Belga, ale jednak najlepiej słucha mi się Taco jesienią, jeżdżąc tramwajami. 

Czuję pewne napięcie, które zawsze towarzyszy oczekiwaniom. Na pewno mam na co czekać we wrześniu. A i kolejne miesiące zapowiadają się interesująco.

Chciałabym zwiększyć swoją świadomość i działania na rzecz produkowania mniejszej ilości śmieci. Jasne, nie biorę już plastikowych słomek i noszę własne torby na zakupy, zaopatrzyłam się w butelkę z filtrem zamiast kupować mineralnej w plastiku. I z każdym takim krokiem czuję, że chcę więcej i chcę bardziej działać. Niestety, demotywuje to, że nawet gdy sama będę segregować śmieci to później wszystko trafia do jednego osiedlowego kontenera. 

Potrzebuję w końcu wrócić na swoje śmieci. Uwielbiam podróżować, to zdecydowanie moja największa pasja - ale po już dwóch miesiącach większych wyjazdów poprzeplatanych czasem u jednej, drugiej, trzeciej części rodziny, powoli mam dosyć tułaczki. Ale póki co, we wrześniu jeszcze  trochę się poszwendam ;). Z moimi eskapadami możecie być zawsze na bieżąco dzięki instagramowi - zapraszam!

Pracuję nad wyciskaniem z chwili tego, co najlepsze. Jestem naprawdę przekorna wobec siebie samej. Po prawdziwej tabace w pracy marzę o kilku dniach nic nierobienia, a gdy w końcu przychodzi błogie lenistwo jakoś mi dziwnie, że ani do pracy, ani gdzieś się ruszyć. W końcu zawsze trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu, prawda? :). Cieszę się wszystkim co mam, chciałabym jednak zamiast zastanawiać się co mogłabym jeszcze, czasem docenić też puste, nudne nic. Bo wiem, że jeszcze za nim zatęsknię.


Cieszę się, bo w lipcu bądź co bądź powiększyliśmy naszą małą rodzinkę! Po wielu rozważaniach, za i przeciw, licznych tak i nie, w końcu życie samo zesłało nam kota. Prawie równo trzy lata temu straciłam moją najwierniejszą czworonożną przyjaciółkę Didi. Chociaż wiedziałam, że żadne zwierze jej mi nie zastąpi, od dłuższego czasu moim marzeniem numer jeden było mieć kota. I stało się, przygarnęliśmy niesamowitą wariatkę i obżartucha, która nieźle daje nam popalić, ale obdarowuje nas też całymi tonami futrzastej miłości. Roczna kotka, Furia ze względu na podobieństwo ze Szczerbatkiem z Jak wytresować smoka, musiała zmienić dom po tym gdy moja ciężko chora babcia nie była w stanie już się nią opiekować i sama wymagała całodobowej opieki. Babcia cieszy się, że kotka ma kochający dom i zawsze może zobaczyć jej zdjęcia z licznych głupot, które wyprawia, a my cóż... zostaliśmy kocimi rodzicami ;).

Czytam iście genialną książkę, którą dawkuje sobie małymi porcjami, bowiem tak bardzo nie chce jej szybko skończyć. Obrońca skarbów. Karol Estreicher - w poszukiwaniu zaginionych dzieł sztuki. Pojawiła się na mojej książkowej wishliście w czerwcu zeszłego roku. Na pewno napiszę o niej coś więcej - dawno żadna książka nie trafiła tak szybko do mojego serca. 

Planuję jak uprzytulnić i poprzestawiać w naszym gniazdku. Niby tylko kot, a jest nas jednak trzech! Poza tym chciałabym ożywić nieco wnętrze większą liczbą roślin, ale z wymarzoną monsterą muszę się pożegnać - może dla kota być niebezpieczna. Do tego trochę więcej cotton ballsów, trochę poprzestawiać na półkach i będziemy gotowi na jesień.

Oglądam całkiem sporo. Nadrabiamy filmy Marvela, ponieważ część z nich widziałam wyrywkowo, a teraz chcieliśmy obejrzeć je chronologicznie - przed nami Strażnicy Galaktyki. Oprócz tego zawsze musi być też jakieś guilty pleasure - teraz czas na Kuchenne rewolucje. 

Jestem wdzięczna za wszystko, w co się mocno wierzy i w końcu się spełnia. Trudno myśleć, że to przypadek. Jestem wdzięczna, że wytrwałość i cierpliwość zostaje wynagrodzona.

Czekam na październik! Naprawdę, czekam na powrót do książek, na to by zobaczyć moim znajomych z uczelni, na kolejne nocne eskapady z przyjaciółmi, połamane suszarki do prania na domówkach, zarwane nocki nad zaliczeniami, kolejki do dziekanatu, uciekający tramwaj o poranku, okienka między zajęciami, na które będziemy narzekać i mnóstwo, mnóstwo innych drobiazgów. Czekam na powrót na studia, całym sercem.

Wrzesień to zawsze nowy początek. Nowe siły, nowa motywacja. Życzę wam czerpać z niego całymi garściami!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz