sobota, 9 września 2017

Podróże: Czechy - Kromieryż i Zamek Helfsztyn

Wspominałam już na blogu, że jednym z moich ulubionych kierunków na jednodniową wycieczkę są Czechy. Nasi sąsiedzi oferują nam wiele ciekawych atrakcji turystycznych, poprzez zamki, piękne starówki, aż po zapierające dech w piersiach parki narodowe i szlaki górskie. Celem naszej ostatniej zagranicznej wycieczki był zamek Bouzov i miasto Ołomuniec, a relację z tego wypadu możecie znaleźć na blogu. To było w maju, tymczasem, prawdziwie letni i słoneczny czwartek w sierpniu był idealnym momentem, aby odwiedzić Zamek Helfsztyn i miasto Kromieryż i po raz kolejny dać się zachwycić Czechom.




Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od zamku Helsztyn, który był po drodze na naszej trasie do Kromieryżu. Zamek można zwiedzać indywidualnie albo też z przewodnikiem, przy kasie można również otrzymać bruliony z historią zamku w języku polskim. Ponieważ czekało nas jeszcze dużo zwiedzania, zdecydowaliśmy się na nieco szybsza, pierwszą opcję.

Podczas naszej wizyty można było dostrzec, iż zamek jest przygotowywany na odbywającą się tam co roku imprezę - festiwal kowalstwa artystycznego, który odbył się w tym roku w ostatni sierpniowy weekend. Choć z pewnością to nie lada gratka dla pasjonatów rzemiosła artystycznego i wydarzenie, które ściąga masę turystów, cieszyliśmy się, iż wybraliśmy się na zamek wcześniej, co pozwoliło nam uniknąć tłumów.




Zamek Helfsztyn nie sprawia z daleka tak oszałamiającego wrażenia, jak na przykład nasz polski zamek Ogrodzieniec. Jest on znacznie bardziej schowany wśród drzew. Dopiero po przejściu przez zamkowe mury można uświadomić sobie rozległość zamku i wyobrazić jak majestatycznym w czasach swej świetności musiał być.

Zamek powstał pod koniec XIII wieku i jest jednym z największych tego typu kompleksów na terenie Republiki Czeskiej. Po licznych rozbudowach i przebudowach, ostatecznie zamek posiadał aż sześć bram, trzy fosy wewnętrzne, a także pięć dziedzińców. Oprócz tego zamek wyposażony był w dziewięć baszt. Nic dziwnego więc, że twierdza ta nie została nigdy zdobyta, a była atakowana m.in przez Szwedów i Duńczyków. W XVII wieku zamek stracił na swej wartości strategicznej i stopniowo popadał w ruinę. Prace konserwatorskie zostały rozpoczęte na początku XX wieku.

Obecnie oprócz przechadzek po zamkowych dziedzińcach można wspiąć się na wierzę i podziwiać panoramę Tynu nad Becvou oraz Kraju ołomunieckiego czy też zjeść w zamkowej restauracji, gdzie dawniej mieściły się zamkowe stajnie.


Drugim punktem programu naszej wycieczki było miasto Kromieryż. I chociaż obrzeża miasta, które mijaliśmy wjeżdżając do centrum, nie wyglądały zachęcająco, pierwszy widok pięknych kamienic starówki, sprawił, iż przez moment poczułam się jak w moim ukochanym Wiedniu. Nic też dziwnego, miasto bowiem było mocno związane z austriacką historią: podczas Wiosny Ludów obradował tu przeniesiony z Wiednia austriacki parlament, a w 1885 roku doszło tu do tajemniczego spotkania cara Aleksandra III z cesarzem Franciszkiem Józefem I. Warto wspomnieć, że w 1998 roku ogrody i renesansowo-barokowy pałac biskupów ołomunieckich zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Zwiedzanie kompleksu pałacowego w Kromieryżu dostępne jest w kilku wersjach, my zdecydowaliśmy się na Via Unesco, która obejmowała pomieszczenia reprezentacyjne, po których oprowadzał przewodnik oraz zwiedzaną samodzielnie wieżę pałacową i ogrody kwiatowe. Niestety, w środku pałacu obowiązywał zakaz robienia zdjęć, co oczywiście uszanowaliśmy, zachęcam was więc by obejrzeć kilka na stronie pałacu. Wierzcie mi jednak, że pałac oglądany na żywo robi przeogromne wrażenie i zapiera dech w piersiach. Moje serce skradała oczywiście biblioteka, a także ogromna Sala Sejmowa, która aktualnie służy m.in. jako sala koncertowa - myślę, że koncert w takim miejscu musi być niesamowitym przeżyciem.

W pałacu mogliśmy odnaleźć między innymi stół bilardowy z kulami wykonanymi z kości słoniowej, przywieziony przez cara Aleksandra III czy rękopisy nut Mozarta i Beethovena. Zwiedzaliśmy pałac wraz z czeskim przewodnikiem i tak jak w poprzednim zamku na każdym piętrze otrzymaliśmy bruliony z tekstem po polsku. Na prawdę warto skusić się na zwiedzanie wnętrz pałacu arcybiskupiego w Kromieryżu - to świadectwo żywej historii oraz zbiór pięknych zabytków architektury rezydencjonalnej.

Po pokonaniu ponad dwustu stopni udaje nam się dotrzeć na szczyt wieży pałacowej skąd rozpościera się widok na cały Kromieryż i okolicę. Przez chwilę podziwiamy rynek otoczony bajecznie kolorowymi kamienicami i spoglądamy na kościół św. Maurycego oraz kościół św. Jana Chrzciciela, do których wstąpimy w drodze powrotnej z Ogrodów Kwiatowych. Charakterystyczna kopuła Ogrodu Kwiatowego (którą możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu w poście) majaczy gdzieś w oddali, a że dnia ubywa nie zwlekając wyruszamy na dalsze zwiedzanie.


Mocno zmęczeni rozpoczynamy wizytę w Ogrodzie Kwiatowym od kawy. Tutaj również odbywają się koncerty i liczne eventy - najważniejszy z nich, czyli Hortus Magius odbywa się w pierwszy weekend września. Może to prażące sierpniowe słońce, może to piękna aranżacja ogrodowa, moja mama z rozrzewnieniem wspomina, że piękny Ogród Kwiatowy przypomina jej włoską Isola Bellę. Żadne z nas nie jest zdziwione, iż miejsce to figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESO.


Jak udało mi się wyczytać podczas naszej podróży, ogród ten cieszy się takim zainteresowaniem, gdyż stanowi on przejście pomiędzy typem późnorenesansowego ogrodu włoskiego, a barokowo-klasycystycznym ogrodem w stylu francuskim. Nazywany również Libosad, został założony w drugiej połowie XVII wieku.


Ogród Kwiatowy zachwycił mnie nie tylko feerią kwiatowych barw czy ogrodową architekturą, ale przede wszystkim spokojem, którym cechuje się cały Kromieryż. Turyści nieśpiesznie poruszają się po mieście podziwiając liczne zabytki, chłonąc małomiasteczkowy klimat. Ogórd Kwiatowy zadaję się być niemalże pusty, jedynie w oddali słychać śmiechy dzieci, próbujących znaleźć wyjście z labiryntu z żywopłotu. 


Chłonąc ten kilamt slow travel, udajemy się na obiadokolację na rynek, zaglądając jeszcze do wspomnianych wcześniej kościołów. Dzień ma się już ku końcowi, ale zamiast zaliczać kolejne podpunkty z listy do zobaczenia w Kromieryżu, jemy czeskie dani w akompaniamencie śpiewów dobiegających z rynku. Kromieryż skrywa jeszcze Ogrody Pałacowe, galerię obrazów, salę terenną czy mennicę, a także arcybiskupie winiarnie. Z pewnością jeszcze kiedyś tam wrócimy - jeśli nie pozwiedzać reszty atrakcji, to by po prostu trochę zwolnić tempa. 


Nasza wycieczka do Tynu nad Becvou i Kromieryża dobiegła już końca, ale to na pewno nie ostatnia wyprawa w czeskie rejony. W najbliższej przyszłości przedstawię wam jednak serię podróżniczych postów z Czarnogóry, z której właśnie wróciłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz