środa, 10 maja 2017

Podróże: Czechy: Zamek Bouzov i Ołomuniec

Nie ma dla mnie przyjemniejszej ucieczki od rzeczywistości i dnia codziennego niż podróżowanie i wycieczki - nawet te krótkie i jednodniowe. Ostatnia opisywana przez mnie na blogu wyprawa dotyczyła niemieckiego zamku Neuschwainstein. Tym razem również odwiedziliśmy naszych sąsiadów, padło jednak na Czechy, a dokładniej na oddalony około 2 godzin od naszej granicy zamek Bouzov i miasto Ołomuniec.



Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od zwiedzania zamku Bouzov, jednego z najczęściej odwiedzanych grodów w Czechach. To budowla powstała w średniowieczu, założona przez ród Buzów w XIII/XIV wieku. Swój obecny wygląd zawdzięcza przebudowie z przełomu XIX/XX wieku. Przez długi okres, bowiem od XVII wieku aż do II wojny światowej stanowił własność zakonu krzyżackiego. Później natomiast przeszedł w ręce nazistów jako siedziba SS. Obecnie jest to zabytek państwowy udostępniony do zwiedzania turystom.



Zamek jest położony pomiędzy malowniczymi pagórkami Moraw, otacza go mała wioska na szczycie wzgórza. To miejsce nie tylko piękne ale i bardzo spokojne, które zachęca do leniwego spaceru po zamkowym parku. Zwiedzanie wnętrza zamku możliwe jest tylko pod opieką przewodnika, w określonych godzinach, dlatego jeśli macie odrobinę czasu przed lub po oprowadzaniu, koniecznie przeznaczcie go na relaks w cieniu drzew otaczających zamek. W samej miejscowości Bouzov nie ma już nic więcej szczególnego, co byłoby warte zobaczenia - oczywiście, nie licząc sielskich widoków.



Zamek oferuje kilka tras zwiedzania - koniecznie skuście się na dłuższą trasę, różnice cenowe są nieznaczne, a wnętrze zabytku ma wiele do zaoferowania. Ponieważ my na wycieczkę wybraliśmy się 3 maja, czyli w zwykły, powszedni dzień w Czechach, to uniknęliśmy turystycznych tłumów, ale niestety mogliśmy skorzystać tylko z jednej oferowanej w ten dzień trasy, niestety krótszej. Tym samym ominęło nas kilka spektakularnych miejsc, które zdążyłam wypatrzeć wcześniej na zdjęciach robiąc research przed wycieczką. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - to świetny powód by wrócić za kilka lat do tego cudownego miejsca. Z innych przydatnych informacji: nawet jeśli na zewnątrz jest upalnie, koniecznie weźcie ze sobą jakąś bluzę czy kurtkę - w zamku jest niemiłosiernie zimno!
Więcej informacji na stronie zamku: hrad-bouzov.cz

Wczesnym popołudniem, po zwiedzaniu zamku, pojechaliśmy do oddalonego o jakieś pół godziny drogi Ołomuńca (cz. Olomouc). Miasto to stanowi historyczną stolicę Moraw oraz drugi co do wielkości, zaraz po Pradze, kompleks zabytkowo-kulturowy w Czechach. To właśnie tutaj znajduje się najstarszy uniwersytet w kraju, warto więc spacerując uliczkami Ołomuńca wejść na wydziałowe dziedzińce. Nie mieliśmy większych problemów z zaparkowaniem w ścisłym centrum, nie trzeba więc zaopatrywać się w bilety na komunikacje miejską - zabytki Ołomuńca są w większości skondensowane w bliskiej do siebie odległości, którą spokojnie można pokonać pieszo.


Nasz spacer po starówce rozpoczęliśmy od górnego rynku (cz. horní náměstí), gdzie znajduje się barokowa kolumna Trójcy Przenajświętszej, mierząca 32 metry wysokości. To dzięki niej, miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2000 roku. Ta wizytówka miasta stanowi pamiątkę po epidemii dżumy, która nawiedziła Ołomuniec na początku XVII wieku. Miała uwiecznić symboliczne zwycięstwo mieszkańców nad chorobą i strzec ich przed podobnymi katastrofami w przyszłości. Oprócz tego, na górnym rynku znajduje się XV-wieczny ratusz z zegarem astronomicznym, gdzie urzęduje prezydent miasta. Nie mogliśmy podziwiać go w pełnej okazałości, ponieważ aktualnie został poddany pracom renowacyjnym.


Z górnego rynku przeszliśmy pod Kościół św. Maurycego. Do godziny 18 można skorzystać z darmowego wstępu na jedną z kościelny wież i podziwiać widoki na dachy starówki Ołomuńca. Warto dla nich pokonać lęk wysokości. Oczywiście, jeśli tylko macie okazję, wejdźcie również do wnętrza kościoła - skrywa on m.in. największe w Europie Środkowej organy kościelne.


Po emocjach jakie zapewniły nam strome schody prowadzące na kościelną wieżę, solidnie zgłodnieliśmy. Przeszliśmy więc na dolny rynek (cz. dolní náměstí) by zjeść obiad w Hanackiej Hospodzie. Skusiliśmy się na tradycyjne czeskie dania: zupę czosnkową, knedle z gulaszem na ostro lub na słodko czy też smażony ser. Nie zabrakło również czeskiego piwa - w tym miejscu można było akurat dostać lanego Radegasta, co jak najbardziej odpowiadało panom, panią polecam jednak ciemnego Kozela - niech was nie zmyli kolorystyczne podobieństwo do portera - jest całkiem słodkie.

Po sytym obiedzie przeszliśmy spacerowym krokiem przez ulicę Denisovą na plac Republiki. Tam weszliśmy do Kościoła Marii Panny Śnieżnej, kolejnego pięknego obiektu sakralnego w Ołomuńcu z czasów baroku. Stamtąd przeszliśmy pod Katedrę św. Wacława, która należy do kompleksu zamkowego (tak jak i Pałac Biskupi, Muzeum Archidiecezjalne i kaplice św. Anny i Barbary).


Katedra pochodzi z XII wieku, jednakże została ona całkowicie przebudowana w stylu gotyckim po wielkim pożarze z 1265 roku. Była również miejscem wizyty Jana Pawła II podczas jego pielgrzymki w 1995 roku, a także odwiedziła ją Matka Teresa z Kalkuty w 1990 roku. Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Ołomuńcu kanonizował św. Jana Sarkandra - świętego, który urodził się zaledwie parę kilometrów od mojej rodzinnej miejscowości. To właśnie w katedrze św. Wacława znajdziemy jego relikwię - czaszkę. 


Jednym z ostatnich przystanków podczas naszej wycieczki był Pałac Arcybiskupi. Ze względu na późną porę nie widzieliśmy jego wnętrz, warto jednak wiedzieć, że jest to miejsce, w którym w 1848 roku cesarz austriacki Franciszek Józef objął tron. Pałac gościł również takie osobistości jak Maria Teresa czy św. Jan Paweł II. Następnie skierowaliśmy nasze kroki w stronę Kaplicy św. Jana Sarkandra oraz do kościoła św. Michała. Charakteryzują go trzy kopuły, które podziwiane od środka robią ogromne wrażenie. 


Naszą wycieczkę po Ołomuńcu zakończyliśmy lodami na dolnym rynku. Z pewnością miasto to, ma do zaoferowania jeszcze mnóstwo atrakcji, na które my już nie znaleźliśmy czasu i zachęca do całoweekendowego pobytu. Ołomuniec zrobił na mnie świetne wrażenie, to miejsce niezatłoczone, ale tętniące życiem, pełne muzyki, śmiechu i dźwięków dzwonów kościelnych. Z największą przyjemnością kiedyś tam wrócę i was również zachęcam do zorganizowania wycieczki.


Czechy wydają mi się być bardzo niedocenianym państwem. Tymczasem nasi słowiańscy sąsiedzi oferują mnóstwo turystycznych (i nie tylko) atrakcji: od zamków, przez starówki, aż do parków narodowych. Zwiedzaliście jakieś miejsca w Czechach? Ja już planuję kolejną wycieczkę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz