sobota, 17 stycznia 2015

LITERATURA. Oczy smoka - Stephen King - Opinia

Oczy smoka - Stephen King




Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Sylwia Twardo
Tytuł oryginału: The Eyes of the Dragon
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: listopad 2010 (data przybliżona)
ISBN: 9788376592398
Liczba stron: 400







Do twórczości znanego amerykańskiego pisarza przed lekturą "Oczu smoka" podchodziłam już dwa razy. Sięgnęłam po "Wilkołaka" oraz "Bezsenność". Każde dotychczasowe podejście kończyło się fiaskiem i odstawieniem niedoczytanej lektury. Może byłam na wyżej wspomniane tytuły za młoda, a może zwyczajnie twórczość Stephena Kinga nie jest dla mnie. 

Królestwo Delain po śmierci swojego władcy spotyka kolejny cios. Winień śmierci króla jest następca tronu, jego własny syn. A przynajmniej wszystko na to wskazuje. Poddani zbyt mocno obawiają się czarnoksiężnika Flagga by kierować na niego swoje podejrzenia. 

Czytelnik sięgając po książkę niejednokrotnie już po kilkudziesięciu stronach dopowiada sobie ewentualne zakończenie. W takim wypadku najczęściej oczekuje od autora jednak czegoś zupełnie innego - zaskakującego rozwiązania historii, albo nawet i zakończenia otwartego. O tyle, o ile w przypadku romansów czy książek obyczajowych wielu z nas cieszy się, iż na końcu może powiedzieć "To było pewne że w końcu zostaną parą!/ Tu nie mogło obyć się bez happy-endu!" to w przypadku innych gatunków książek przewidywalne zakończenie dla mnie pozostawia pewien niesmak i pytania: "To już? Tylko tyle?". "Oczy smoka" bezczelnie brną stale do wiadomego od początku finału. Brak zaskoczenia czytelnika, i poruszenia jego emocji to dla mnie wielkie rozczarowanie. Co więcej, autor spokojnie pozwala powolutku brnąć swoim bohaterom do zakończenia historii. Nie rzuca im kłód pod nogi, a co najwyżej marne patyczki. Razi w oczy również praktyczny bark żeńskich bohaterek. Nie od dziś wiadomo, że mało kto potrafi tak namieszać w historii jak nieprzewidywalna kobieta. Autor utrzymuje przyjemny baśniowy klimat budowany od początku powieści, ale uważam że nie wykorzystuje pełnego potencjału wykreowanego świata (a w tym i potencjału głównego antagonisty). Choć baśniowy i banalnie prosty świat może być dla niektórych osób urokliwym, ja odnajduję tutaj czterysta monotonnych stron. 

Moja trzecia przygoda z tekstem Stephena Kinga okazała się lekkim rozczarowaniem, ale przynajmniej książka nie zraziła mnie na tyle by porzucić ją niedoczytaną tak jak poprzedniczki. Mimo to nie skreślam amerykańskiego pisarza i liczę, iż jego najlepsze powieści, na które jeszcze nie miałam okazji trafić, powalą mnie na kolana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz