czwartek, 20 kwietnia 2017

Guilty pleasures

Nie oszukujmy się - każdy z nas jest dziwakiem, sęk w tym, że nie każdy ukazuje tego dziwaka światu. Często te nasze długo ukrywane dziwactwa okazują się być w dużej mierze popularne wśród naszych znajomych bądź też nowo poznanych osób. I nagle nasz mały coming out staje się pretekstem do kolejnych spotkań, rozmów i dyskusji, bo zawsze miło jest razem pośmiać się ze zdziwionych ludzi, gdy okazuje się że ktoś ujrzał naszą potajemnie odtworzoną scenkę z High School Musical. Tym razem jednak czas na małą spowiedź z grzesznych przyjemności - moich słabostek, którym nie mogę się oprzeć.

Programy typu: Żony Hollywood, Agent: Gwiazdy, Wojny magazynowe itp. Śledzę co słychać u Reggiego i Iwony, kto dostał immunitet w ostatnim odcinku i od czasu do czasu czy opłaciło się wybulić tyle pieniędzy na ten magazyn. Choć czasem mówię sobie, że przyda mi się trochę niezbyt górnolotnej rozrywki, to prawda jest jedna: po prostu nie mogę się oprzeć!

Powtarzanie Sagi o Ludziach Lodu. Zamiast sięgnąć po coś innego, powtarzam tą niesamowicie długą sagę skandynawską. Bo w sumie chciałam powtórzyć tom 4 i 13, ale nie tak wyrwane z kontekstu i tym sposobem jestem już w 31 części chyba po raz trzeci.

Serialowe maratony. Zacznijmy od tego, że zamiast zacząć coś nowego, powtarzam seriale. Widziałam 4 razy wszystkie sezony Plotkary, 2 razy Grę o tron, Pamiętniki Wampirów, Słodkie Kłamstewka czy Reign. A jak już zacznę coś nowego, co mnie wciągnie to jestem w stanie obejrzeć na raz 7 odcinków. Ostatnio miałam tak w przypadku True Blood i  choć było to przy okazji spędzonego tygodnia w łóżku na antybiotyku, to z pewnością nie było to dla mnie korzystne. 

Granie w The Sims i w Farm Heroes Saga. Tutaj podobnie - albo nie gram wcale, albo wciągnie mnie na wiele dni i długie godziny. 

Zdrobnienia. Mam tendencję do nadużywania: pieniążków, domków, jedzonka, bucików, piesków i wielu wielu innych. 

Akcesoria papiernicze. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam, notesy, karteczki, długopisy, zakładki indeksującą, po prostu wszystko. Walczę dzielnie, by nie przeczytać nigdzie jak zamawiać z Aliexpress i nie kupić wszystkiego naraz co jest takie piękne, słodkie i urocze.

Odjazdowe skarpetki.  Nic mi nie poprawia tak ponurego poranka jak to, że mogę sobie założyć te urocze skarpetki w liski. Jestem chyba nieuleczalnym zakupoholikiem w kwestii skarpetek: tych w przeróżnych kolorach, ze zwierzątkami, w marynarskie wzory, no i w kwiatki. Życie jest zbyt krótkie na czarne skarpety! Na potwierdzenie, zdjęcie rozpoczynające post ze wczorajszymi zakupami potwierdzającymi ten podpunkt.

Uff. Pewnie to nie wszystko, ale może lepiej nie przypominać sobie innych grzesznych przyjemności, o których gdzieś tam po drodze zapomniałam ;). Napiszcie koniecznie, jakie są wasze guilty pleasures i najważniejsze: kto jest agentem?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz