środa, 12 kwietnia 2017

Miasto jak kamień rzuciłem za siebie.

Miasto jak kamień rzuciłem za siebie - pisał w swym wierszu W góry Julian Przyboś. I czasem tak pędząc zatłoczonym tramwajem pośród zasmożonego miasta i smutnych twarzy mam ochotę zrobić to samo. Później wysiadam, a ono wciąga mnie w gąszcz uliczek, w których z każdej strony ktoś krzyczy: może obiad, może kredyt, może wycieczka. I idę głucho opuszczając wzrok, mijam kolejne zakręty i cicho wzdycham. A przecież wszyscy mówili, Wsi spokojna, wsi wesoła!



Pamiętam jak dziś - marzenie bardzo wczesnej młodości: mieszkać w mieście! Upajać się nim na co dzień, a nie przejazdem. Wyjazd na studia dał mi taką możliwość. I chociaż wciąż uwielbiam miejską architekturę i to, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, to niekiedy tęsknota za dawnym, sielskim życiem na wsi, gdzie spędziłam 19 lat mojego życia, jest mocno przytłaczająca.

Kto by szedł do sklepu o ósmej.
Chyba że ósmej wieczorem. Moje pierwsze zdziwienie towarzyszące życiu w mieście dotyczyło godzin otwarcia sklepów czy lokali usługowych. Jeśli coś jest otwarte o 9 to jest już to prawdziwy sukces. Godzina 10 to nic specjalnego. Przyzwyczajona załatwiać wszystko z rana, gdy wiele miejsc otwartych było już nawet o 7, a na pewno o 8, chcąc czy nie chcąc musiałam przystosować się do popołudniowego załatwiania wszystkiego, co na dany dzień zaplanowałam. A i teraz zdarza mi się niekiedy, kończąc czasem wcześniej pierwsze zajęcia, tj. o 9, pomyśleć to może skoczę do księgarni, i kolokwialnie mówiąc, pocałować klamkę.

Siedzący tryb życia. 
Jak to człowiek szybko przyzwyczaja się do wygodnych rozwiązań. Tramwaj co pięć minut, dwie minuty drogi na przystanek, dwie z przystanku, każdy potrzebny sklep pod nosem. Gdzie te czas, gdy trzeba było iść dwadzieścia minut na autobus do szkoły do innego miasta, czy tachać przez piętnaście minut siatki z zakupami ze sklepu do domu. 

Nocne marki. 
Powiedzmy sobie jedno. To nie możliwość codziennego imprezowania uczni z ciebie klubowego obieżyświata. Jeśli po prostu nie lubisz imprezować, albo robisz to sporadycznie, na nic ci tanie drinki i dziesiątki klubów oferujące wejścia za darmo za polubienie na facebooku.

Nie oddychaj i nie patrz w niebo. 
Zimą, dla kogoś zupełnie niezdającego sobie sprawy jak uciążliwy może być smog, można zapomnieć o spacerach, bitwach na śnieżki czy innych aktywnościach na świeżym powietrzu. Już samo dojście do domu stanowi konkretne wyzwanie. Wietrzenie mieszkania również przestaje mieć sens. Ale jednak, to czego najbardziej w mieście nie lubię, to że nie widać gwiazd nocą. Gwiazd, które by błyszczały intensywnie na nocnym nieboskłonie, gdy tylko zadrę w górę głowę by na nie spojrzeć.  

Lato bez karczku z grilla.
Okej, może jeszcze bardziej od gwiazd brakuje mi ogrodu. Duży balkon czy działka ogródkowa nie zastąpią tego, co daje duży otaczający dom ogród, pełen zakamarków, będący azylem od ciekawskich spojrzeń i oazą wyciszenia. 

Ale jest też ta druga strona medalu.

Kino, teatr, opera, wystawa.
Bilety na naprawdę świetne kulturalne eventy da się dostać za naprawdę śmieszne sumy i nic tylko korzystać, korzystać, korzystać. Czerpać z całego zaplecza kulturalnego jakie oferuje miasto! 

Bezpieczeństwo. 
Samotna noc spędzona w mieszkaniu zamkniętym na dwa zamki i otwieraną kluczem klatką schodową, w bezpiecznej dzielnicy, ze ścianami wystarczająco cienkimi by usłyszeć niepokojące dźwięki, to zupełnie inna samotna noc, niż ta spędzona w wielkim domu na kompletnym odludziu. Nawet jeśli masz ze sobą walecznego psiego towarzysza. 

Bez zmartwień. 
Coś się zepsuło? Dzwonisz do właściciela. Nie martwisz się o trawnik, sprzątanie klatki, wywóz szamba. Tylko płać czynsz w terminie i żyj dobrze z sąsiadami, a o wszystko inne zatroszczy się ktoś inny. 

Mistrz kuchni. 
Kiedy wracasz do domu zmęczony, późno, albo po prostu masz ochotę na coś egzotycznego do jedzenia, już nie musisz spędzać czasu przy garach. Wystarczy że masz trochę gotówki w portfelu albo zasobów na koncie, a cały szereg możliwości jedzenia na dowóz stoi przed tobą otworem. Tu nikt ci nie powie - jest Pani poza obszarem na jakim oferujemy dowóz. I chociaż uwielbiam gotować, to zdecydowane ułatwienie życia.

Wychowałam się w przepięknym otoczeniu Beskidu Śląskiego i żadne miasto nie dostarczy mi uczucia, które dociera do mnie stojąc pośród łąk, pól i lasów, patrząc na pagórkowaty horyzont. Kocham światła miast, ale zawsze wybiorę blask gwiazd na nocnym niebie pośród ciszy. Tęsknicie lub delektujecie się widokiem tych pagórków leśnych, tych łąk zielonych? A może jedna miasto na wskroś was przeszywa?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz