czwartek, 11 stycznia 2018

Alfabet 2017. Rok w literach

W zeszłym roku stworzyłam podsumowanie 2016 roku w postaci alfabetu i jak na razie była to najlepsza forma zamknięcia tych 365 dni, jaką udało mi się zrobić. I nie ukrywam, tworzenie jej sprawiło mi ogromną przyjemność! Dlatego też i teraz, na zakończenie 2017 roku, przedstawiam wam moje alfabetyczne podsumowanie. Tak jak ostatnio, kilku liter brakuje, ale za to te, którą są, na pewno są dla mnie wyjątkowe.



A jak aloes. Jakoś tak pełno było go w 2017 roku. Jednego niestety zabiliśmy chyba źle podlewając, ale aloes mimo to wygrał ten rok. W kosmetykach, w napojach, w smaku. 

B jak bratanica, która zupełnie zawojowała moje serce. Dotychczas ja byłam najmłodszym członkiem naszej rodziny i nigdy nie miałam okazji poopiekować się jakimś małym człowieczkiem. Moja bratanica to z pewnością gwiazda 2017 roku i jest jak promień słońca dla całej mojej rodziny.

C jak Czechy, których zupełnie nie doceniałam. Prawie całe życie mieszkałam parę kilometrów od czeskiej granicy, przez co Czechy wydawały się celem raczej mało ciekawym.  W 2017 roku wybrałam się jednak kilkukrotnie w różne czeskie rejony i co raz bardziej ten kraj mnie pociąga! Szczególnie Ołomuniec skradł moje serce.

D jak domator, którym zdecydowanie jestem. Uwielbiam ten moment, w którym idę do domu i myślę z ulgą, że już dzisiaj z niego nie będę musiała wychodzić. Kocham podróżować i bardzo  ciągnie mnie do wojaży, jeśli jednak chodzi o szarą codzienność to najbardziej lubię spędzać czas w domu. W 2017 roku na pewno zadbałam o to, abym nie tylko ja czuła się dobrze w moich 4 kątach, ale również świetnie czułam się w roli gospodyni witając gości słowami: czujcie się jak u siebie.



E jak epoka. Kiedy patrze wstecz na styczeń 2017, wydaje mi się jakby minęło ze sto lat. Ten rok zmienił w moim życiu wiele rzeczy diametralnie. Chociaż nie były to zmiany nagłe, niespodziewane, a takie, z którymi zdążyłam się oswoić. Mimo to, porównując ten styczeń i poprzedni, jestem w zupełnie innym punkcie mojego życia, a odległość jaką pokonałam aby się tu znaleźć, wydaje się ogromna.

G jak gry planszowe. Poszerzyliśmy naszą kolekcję o kilka interesujących i wciągających tytułów w 2017 i mam nadzieję, że w 2018 to kontynuujemy. Cieszy mnie też to, że w ubiegłym roku mogłam zachęcić kilku nieplanszówkowych znajomych do zagrania i całkiem ich wciągnąć.

I jak Instagram. Czerpię prawdziwą przyjemność, zarówno z tworzenia, jak i z obrabiania i z samego dzielenia się zdjęciami na Instagramie. Niezaprzeczalnie było ich w 2017 roku więcej, a ja nieco bardziej odkryłam to medium komunikacyjne, które całkiem mnie wciągnęło. Zapraszam do followania!

J jak jedzenie. 2017 rok to mnóstwo nowych wypróbowanych, i co najważniejsze, pysznych przepisów. Głównie oczywiście z Kwestii Samku. Oprócz tego spróbowaliśmy też kilku typowo czarnogórskich potraw i wiem, że tym samym otworzyłam się na nowe smaki - to trochę moje dziwactwo, że bardzo nie lubię próbować nowych rzeczy - w 2017 zdecydowanie to przełamałam.

K jak Katowice, które co krok mnie zaskakują. Nie zawsze pozytywnie, ale na ogół jednak tak. Zadziwiająco dobrze mi się tu mieszka, chociaż wcześniej to miasto jawiło mi się jako nieprzystępne smutne i szare. Czasami wystarczy tylko popatrzeć szerzej.



L jak lektury, które zdominowały tamten rok. Czytam naprawdę mnóstwo, ale głównie jednak artykułów, podręczników i lektur na studia. Połowa książek przeczytanych w tym roku to lektury, ale to może 1/10 całego czytania na studia. Jeśli zaś chodzi o książki, które przeczytałam nie w ramach szkoły, to chyba najlepszą w 2017 roku były Dziewczyny z Syberii.

M jak mała ojczyzna. Doceniłam niejako moje miejsce na Ziemi. Jeśli nie znacie tego uczucia, kiedy wracacie w rodzinne strony, czy to po dalekiej podróży, czy długiej nieobecności i czujecie ten ucisk w gardle, jak coś was chwyta za serce, to gwarantuję wam, że jest oszałamiające. Zabawne jest to, że nic nie znaczący punkt na mapie może znaczyć dla kogoś tak wiele. Warto to uczucie pielęgnować i w 2017 roku na pewno to robiłam.

N jak nawyki. W 2017 sama siebie zaskoczyłam. Wprowadzanie nowych nawyków przyszło mi zaskakująco łatwo. Oczywiście, nie ze wszystkim się udało. Ale zanim się zorientowałam, od momentu myśli chcę wyrobić sobie taki a taki nawyk, nim się obejrzałam, robiłam to odruchowo. To był dobry rok jeśli chodzi o wyrabianie sobie pozytywnych nawyków.

O jak organizacja. W końcu, w 2017 organizacja naprawdę pozwoliła mi na zwiększenie komfortu w swoim życiu, a nie była celem samym w sobie. Zawsze byłam osobą, która lubi być zorganizowana, teraz umiem robić to dobrze i umiem też odpuścić w momentach, w których chcę po prostu działać spontanicznie. Wbrew pozorom nie jest to łatwe gdy przyzwyczaimy się do dość szczegółowego planowania.

P jak podróże. Zdecydowanie najpiękniejsze w 2017 i prawdziwe spełnienie marzeń. Zaczęło się od Niemiec i pięknego zamku Neuschwainstein, wspomniany już wyjazdów do Czech (m.in Bouzov i Ołomuniec, Helfsztyn i Kromieryż), wypadów po Polsce (Złoty Potok, Pszczyna) i ostatecznie najcudowniejsze wakacje w Czarnogórze. Oby każdy rok był tak udany pod podróżniczym względem jak 2017!

R jak radość. Tak po prostu, w 2017 roku chociaż nie zawsze było łatwo, pielęgnowałam radosne momenty. Cieszyłam się drobiazgami i byłam wdzięczna za każdą chwilę radości. I oczywiście, chciałam jak najwięcej radości dawać innym.



S jak seriale. Bo o filmach już trochę było, a ja to jednak znacznie bardziej lubię oglądać seriale. Absolutnie uwielbiam obejrzane w 2017 Downton Abbey. Z pewnością nie raz wrócę też do Seksu w Wielkim Mieście, które 6 sezonów w ubiegłym roku widziałam po raz pierwszy. Oprócz tego? Po jednym sezonie Victora'i, 13 powodów, Riverdale, The Royals, The Vampire Diaries, Gry o tron, Pretty Little Liars, The Originals. I jeszcze 6 sezonów True Blood

T jak teatr. 2017 był pełen teatru jak nigdy wcześniej. Myślę, że średnio raz w miesiącu udało mi się jakąś sztukę zobaczyć. Rozpoczęłam rok od Kosmosu w Teatrze Starym w Krakowie, a zakończyłam Opowieścią Wigilijną w moim ukochanym teatrze w Czeskim Cieszynie. To właśnie w nim najczęściej bywałam, także na Klubie Kawalerów czy Skąpcu, a inną komedię Moilera, Chorego z Urojenia, widziałam w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pierwszy raz w życiu byłam też na operetce, Księżniczce Czardasza w Pałacu Młodzieży w Katowicach.

W jak włoski, którego w końcu w 2017 zaczęłam się uczyć. Nie robię jakiś zawrotnych postępów, nie mam też mocno skonkretyzowanego planu nauki, ale sporą część podstaw włoskiego już poznałam.

Z jak znajomi, z którymi spędziłam sporo czasu w 2017 roku. Wcześniej bardzo często zdarzyło mi się odpuszczać jakieś spotkania, wypady, imprezy, na rzecz innych aktywności, w 2017 zmieniłam nieco swoje podejście i spędziłam mnóstwo cudownych chwil pielęgnując wartościowe dla mnie relacje.

 
To była naprawdę udany rok. Minął niesamowicie szybko i ciężko mi uwierzyć, że jesteśmy już w 2018. Jak się zapowiada? Na pewno ekscytująco, pracowicie i aktywnie. Wszystkiego najwspanialszego w Nowym Roku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz