sobota, 9 maja 2015

EVENTS. Konwent: B-XmassCon 3 - 1-2 grudzień 2012

Opinia na temat konwentu pojawiła się na moim drugim blogu jeszcze w 2013 roku. Część postów zostaje przeniesiona na blog Z nosem w książce, stąd relacja z tak odległego w czasie wydarzenia. Myślę jednak, że temat nie jest nieaktualny - rozwiązanie B-Teamu, grupy organizującej B-Xmassy sprzyja wspominaniu starych dobrych krakowskich konwentów. 




Spory szmat czasu już minął, więc mogę spojrzeć już obiektywnym okiem na konwent, na którym byłam, a był to B-XmassCon 3. Ale czy da się w ogóle obiektywnie patrzeć na swój pierwszy konwent?!

Pierwszy konwent to z pewnością niesamowite przeżycie. Czego się spodziewać, czego oczekiwać? Przyznam sama, że ciężko odpowiedzieć mi na te pytania, ale jedno jest dla mnie pewne - B-XmassCon 3 był świetną imprezą, zachęcająco mnie do wzięcia udziału w innych konwentach.

Plany były ogromne. Idziemy na wszystkie interesujące panele, oglądamy na stoiskach wszystko byle tylko nic nie przegapić. Wyszło jednak jak wyszło, czyli chyba najbardziej właściwie, bo - bardzo spontanicznie.

Panele udało nam się zaliczyć dwa, a właściwie to jeden i pół. W sobotę byłyśmy na spotkaniu z magazynem Otaku, które było naprawdę ciekawe (w szczególności, że wspomniany magazyn bardzo lubię i czytam regularnie), a także prowadzone w pozytywny, wesoły sposób. Drugim panelem, na którym byłyśmy było "W barwach Harajuku". Dość ciekawy, opierający się głównie na prezentacji, sądzę jednak, że dwie godziny to za dużo.


Nie obyło się też bez karaoke, z przeróżnym repertuarem (Linkin Park, Feel, Queen). Miło było pooglądać DDR, ale najmocniejszym punktem konwentu był zdecydowanie cosplay. Choć trwał długo i w niezłym tłoku, warto było. Było naprawdę sporo Voclaoidów (aż zbyt wiele), ale nie obyło się też bez bardziej unikatowych, świetnie wykonanych cosplay'ów. Najbardziej przypadła mi do gustu grupa przedstawiająca "Paradise Kiss" a także Panty & Stocking.


Jeśli chodzi o stoiska, to znaleźć można było czego by się tylko nie chciało, czemu towarzyszył okropny płacz mojego portfela. Było nieco mało miejsca przy przejściach, ale w końcu dla chcącego nic trudnego. Żałuje tylko, że nie udało mi się zrobić ŻADNEGO nierozmazanego zdjęcia.


Pamiątki! Zakupy! <3



Jednak cały ten opis nie oddaje tego co najważniejsze - magii miejsca, w którym jest tak wiele pozytywnych emocji, ciekawych ludzi i cała masa śmiesznych sytuacji. Ciesze się, że to właśnie B-XmassCon 3 był moim pierwszym konwentem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz